Strona główna » Tysiące martwych ryb w Odrze

Tysiące martwych ryb w Odrze

przez imperia

Tysiące martwych ryb. Martwe małże. Strach o bociany i inne ptaki. Strach o bobry i sarny. Odra jest brunatna, śmierdzi ściekiem, chemikaliami i śmiercią zwierząt.
Patryk Winiarski mieszka w Bytomiu Odrzańskim. Wędkuje od czwartego roku życia. Jest związany z Odrą emocjonalnie. – To moja ukochana rzeka, moja pasja – mówi. Usłyszał w telewizji, jak minister środowiska mówi, że śmierci tysięcy ryb winny jest niski stan wody w Odrze. Usłyszał, jak kolejni urzędnicy bagatelizują sprawę. Usłyszał pokrętne tłumaczenia państwowych instytucji, na przykład Wód Polskich. – Przecież sprawa jest oczywista – upiera się, gdy płyniemy jego motorówką po Odrze. – Ktoś zatruł nam rzekę, a oni nie mówią nam prawdy!



Sytuacja dynamiczna 
Gdy o skażenie pytamy Wojciecha Konopczyńskiego, zastępcę Lubuskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, ma zdarty głos. – Co chwila ktoś [paywall] dzwoni w tej sprawie, co chwila są telekonferencje, ta sprawa ma wymiar ogólnopolski, czegoś takiego jeszcze u nas nie było – mówi nam do słuchawki. Podkreśla, że sytuacji na pewno nie sprzyja niski poziom wody w rzece i wysokie temperatury powietrza. – Pobraliśmy próbki z Odry – informuje nas. – Stwierdziliśmy wysoką zawartość tlenu i bardzo wysokie stężenie zawiesiny. Rzeka jest stale monitorowana. Szukamy przyczyny i sprawcy.
Z dnia na dzień
Do niedawna na brzegach Odry Patryk widział setki wędkarzy. – Aż miejsce było ciężko z wędką znaleźć – zaznacza. – Pływały tysiące małych rybek, pływały duże drapieżniki, polowały na te rybki, często aż wyskakiwały ponad wodę, było mnóstwo ptaków i saren, a dziś nie ma nic, martwa rzeka – Patryk załamuje ręce, gdy płyniemy jego motorówką po Odrze. – Wszystko stało się praktycznie z dnia na dzień – z niedowierzania kręci głową.
Pierwsze śnięte ryby zobaczył już ponad tydzień temu. Było ich kilkaset. I nikt nie reagował, ani Wody Polskie, ani WIOŚ. Minęło kilka dni, śniętych ryb było coraz więcej. Utworzyły na rzece jakby dywan. Prąd wody niósł je na północ, w stronę morza.
Skala porażająca
Konopczyński z WIOŚ przyznaje, że sytuacja jest dynamiczna. – Jest podejrzenie, że śnięte ryby, odławiane na lubuskim odcinku Odry, spłynęły do nas z nurtem rzeki, że usnęły być może przez chemikalia jeszcze na terytorium województwa dolnośląskiego – komentuje.
Wędkarze i ichtiolodzy obalają tę tezę. Adrian Hołobowicz, wędkarz z Bytomia Odrzańskiego, widział setki ryb przy brzegu. Nie wszystkie były martwe. Niektóre dopiero konały w męczarniach. Inne, już śnięte, nie rozpadały się po dotknięciu, więc musiały zginąć niedawno, już na lubuskim odcinku Odry. – Skala tej śmierci jest porażająca – mówi Adrian. – Padły sandacze, liny, bolenie… – wylicza. Jest załamany. – Przecież martwe ryby, to nie wszystko – zaznacza. Na zdjęciach widział martwe bobry, które padły na brzegu Odry. Na własne oczy widział, jak umierają małże. Widział też mnóstwo ptaków, które stoją na brzegu Odry i jedzą martwe i konające ryby, być może zakażone chemiczną substancją. To między innymi bociany i czaple. Później większość ptaków zniknęła. Więcej nie przyleciały.
Winny mezytylen, czy nie?
– Po analizie filmików i docierających informacji, doszedłem do wniosku, że te wszystkie śnięte ryby nie mogły spłynąć do nas z województwa dolnośląskiego – mówi nam Wojciech Zieleniewski, ceniony ichtiolog. – Skoro są u nas ryby półżywe, a martwe jeszcze się nie rozkładają, to substancja szkodliwa musiała znajdować się również na naszym odcinku rzeki – zauważa. – Przecież śnięcia cały czas trwają. To dzieje się tu i teraz. Wielu śniętym rybom nie zdążyły nawet pęknąć pęcherze pławne. Są zdjęcia śniętych leszczy. Są zdjęcia sumów, wciąż brunatnych. Gdyby usnęły dawno temu, to byłyby już białe!
O tym, że to chemikalia zatruły rzekę, a konkretniej mezytylen, poinformował kilka dni temu dolnośląski WIOŚ. Później wycofał się z tych słów. Mezytylen, to środek chemiczny, bardzo toksyczny, silnie trujący, stosowany jako rozpuszczalnik w syntezie organicznej przez wiele zakładów produkcyjnych. Mezytylen, a właściwie trimetylobenzen, jest również składnikiem dodatków do paliw, wchodzi w skład ropy naftowej. Substancji chemicznych, bardzo podobnych do mezytylenu, równie toksycznych, jest co najmniej kilkanaście.
– Jeśli rzeczywiście doszłoby do skażenia rzeki mezytylenem, to utrzymywałby się w rzece bardzo długo, wsiąknąłby w muł – kontynuuje Zieleniewski. – Wówczas skutki katastrofy będą jeszcze trudniejsze do naprawienia – przestrzega.
Zieleniewski zwraca uwagę, że katastrofa przybiera wymiar międzynarodowy. Przecież zanieczyszczenia płyną Odrą, która jest polsko-niemiecką granicą. Wkrótce dotrą do Bałtyku i być może odezwie się Szwecja. To zwiększa szanse, że sprawa zostanie jednak wyjaśniona, że w Polsce nikt nie zamiecie jej pod dywan.
Woda jest brunatna i śmierdzi
Im większą prędkość osiąga łódź Patryka, którą płyniemy po Odrze, tym fala, którą zostawia za sobą, jest większa. Patryk zwraca uwagę na specyficzny zapach wody. Nie czuć fenolu, którego obecność mogłaby wskazywać na zatrucie węglowodorami, ale zapach jest uciążliwy, jakby chemiczny, gryzie w nos. Nie ma oleistych plam na powierzchni, które również mogłyby wskazywać na obecność chemikaliów. Ale jest dziwna piana i mnóstwo plam przypominających ścieki, które miejscami tworzą kożuch. Chemiczny zapach miesza się z wszechobecnym smrodem stęchlizny.
– Wczoraj i przedwczoraj, gdy zanurzyłem rękę w rzece, po wyjęciu i przeschnięciu śmierdziała i zrobił się na niej jakby osad – opowiada Patryk. Po chwili zwraca naszą uwagę na kolor wody. Jest brunatna. – Owszem, woda wiele razy zmieniała już barwę, na przykład na żółtą, zieloną – przyznaje. – Ale tak brunatnej sobie nie przypominam…
Skutki będą dalekosiężne
W Oławie odłowiono 3 tony śniętych ryb. W okolicach Wrocławia odłowiono 8 ton, kolejne tony odławiane są na odcinku lubuskim, a od czwartku także zachodniopomorskim. – Taka skala pokazuje, że ryb na całym odcinku Odry musiało paść co najmniej kilkadziesiąt ton, jeśli nie kilkaset – rachuje Zieleniewski. – Wygląda na to, że śnięcie jest bardzo poważne, że skutki będą dalekosiężne – w tym momencie ichtiolog przewiduje, że popularne gatunki zdołają się odrodzić. Gorzej może być z gatunkami rzadszymi i wrażliwymi na jakość wody. Czy zacznie padać ptactwo i inne zwierzęta, które miały kontakt z zatrutą rzeką? Przekonamy się w najbliższych dniach.
Późna reakcja
„Nie podchodźcie do Odry!”, „Nie dotykajcie wody!”, „Nie wędkujcie w rzece i w jej dopływach!”, „Nie spacerujcie tam ze zwierzętami!”, „Nie jedzcie ryb wyłowionych z rzeki” – to tylko cześć komunikatów, które od kilku dni krążą w internecie. Wystosowały je Wody Polskie,  a także Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, gdy po interwencjach mieszkańców i wędkarzy o sprawie zrobiło się głośno. Wcześniej te instytucje milczały. Ich komunikaty pojawiły się dopiero 9 sierpnia, choć zwierzęta, przede wszystkim ryby, umierały w województwie dolnośląskim na potęgę już pod koniec lipca, a na alarm bili ekolodzy. 
Wówczas tysiące martwych ryb znaleziono w okolicach Oławy. Po kilku dniach martwe ryby znaleziono kolejno na wysokości Wrocławia i Głogowa. 9 sierpnia tysiące martwych i konających ryb odłowiono w lubuskim odcinku rzeki, czyli w okolicach Bytomia Odrzańskiego, Nowej Soli, Krosna Odrzańskiego, Słubic i kolejnych nadodrzańskich miejscowościach w stronę morza.
dokonano przestępstwa”
Wody Polskie koniec końców, gdy o sprawie zrobiło się głośno, złożyły zawiadomienie do prokuratury. Wcześniej takie zawiadomienie złożył wrocławski WIOŚ.
Trwają kontrole w zakładach produkcyjnych na Dolnym Śląsku, które prawdopodobnie odpowiadają za katastrofę.
Minister obrony narodowej zapowiedział skierowanie wojska do pomocy przy oczyszczaniu rzeki.
Dlaczego reakcja służb państwowych nastąpiła tak późno? – pytali uczestnicy czwartkowej konferencji prasowej, zorganizowanej w Lubuskim Urzędzie Marszałkowskim.
Również w czwartek odbyła się konferencja prasowa w Cigacicach. Przedstawiciele rządu PiS przyznali wreszcie, że sprawa jest poważna. Nie pozwolili jednak dziennikarzom na zadawanie pytań.
W opublikowanych na stronie Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego we Wrocławiu liście otwartym, prezes zarządu tej organizacji Andrzej Świętach pisze: „dokonano przestępstwa i zbrodni na ekosystemie rzeki Odry”.
 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz