Strona główna » Trzeba było słuchać mieszkańców!

Trzeba było słuchać mieszkańców!

przez imperia

Radni powiatowi z komisji skarg, wniosków i petycji ocenili, że skarga mieszkańca na starostę, dotycząca rekultywacji w Mirocinie Dolnym, jest zasadna. Co na to pozostali radni? I co dalej z rekultywacją?

Skargę już wiele tygodni temu, bo w kwietniu, złożył Maciej Sytniejewski, mieszkaniec, a od tego roku również sołtys Mirocina Dolnego. Dotyczy byłej starościny, czyli Iwony Brzozowskiej, która dziś jest wójciną Gminy Kolsko. A konkretniej: „nierzetelnej kontroli decyzji wydanej przez starostę na zwożenie odpadów” oraz „nieprzeprowadzenia badań zwiezionych odpadów”.
Jako starościna, Brzozowska wydawała decyzję dotyczącą rekultywacji w Mirocinie Dolnym, która później była prowadzona w nieprawidłowy sposób. Skutkiem tych nieprawidłowości jest widmo ewentualnego skażenia w przyszłości, które zawisło nad mieszkańcami Mirocina Dolnego i tamtejszą przyrodą. Na szczęście zawartość niebezpiecznych substancji w gruntach przy składowisku nie przekracza obecnie dopuszczalnych norm, a wiadomo to z niedawnych badań wykonanych przez nadleśnictwo w Nowej Soli. Jednak nie jest wykluczone, że w przyszłości do takich przekroczeń dojdzie.
Czy mogła to zatrzymać?
Radni z komisji skarg nad skargą pochylali się bardzo długo, bo do przewertowania mieli stertę dokumentów. Musieli wgryźć się w temat (niektórzy są radnymi powiatowymi dopiero od maja) i ustalić m.in., czy Brzozowska, jako starościna, rzeczywiście powinna była lepiej nadzorować przebieg rekultywacji, czy można było uniknąć tak wielkich nieprawidłowości i zaniedbań oraz czy Brzozowska mogła to wszystko powstrzymać i zablokować dowóz odpadów, których zwieziono zatrważające ilości (230 tysięcy ton) i które często nie były właściwe.
Wątpliwości te już wcześniej poniekąd rozwiały kontrole przeprowadzane między innymi przez WIOŚ, a także stanowisko Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Koniec końców, skargę Sytniejewskiego radni z komisji skarg ocenili jako zasadną.
To subiektywna ocena
Obecnie w komisji skarg zasiadają radni: Marcin Urbanowski (przewodniczący), Przemysław Ficner i Konrad Ratajczak.
– Komisja oceniła, że skarga jest zasadna – potwierdził Urbanowski w poniedziałek (23.09), w trakcie wspólnego posiedzenia komisji Rady Powiatu.
Komisja nie obradowała w komplecie. Było dwóch radnych (Ficner i Urbanowski). Ale w poniedziałek radny Ratajczak powiedział, że też byłby za.
– Z jednymi zarzutami komisja się zgadza, z drugimi, tym dotyczącymi badań, się nie zgadzamy. Uważamy, że starostwo podejmowało próby przeprowadzenia badań. Ale nie mogliśmy odrzucić skargi w części, a w części uznać za zasadną. Dlatego uznaliśmy, że skarga jest zasadna – wyjaśnił Urbanowski. – To jest nasza subiektywna ocena. A teraz o zasadności zadecyduje cała rada – podsumował.
Gdy wysyłaliśmy gazetę do druku, nie wiedzieliśmy jeszcze, jakie będzie stanowisko rady powiatu. Miało zostać podjęte w piątek (27.09), w trakcie sesji.
Trzeba było słuchać mieszkańców  
Tymczasem przysłuchaliśmy się dyskusji radnych w trakcie poniedziałkowych obrad.
Sporo pytań mieli Małgorzata Naumowicz i Andrzej Ogrodnik. Odpowiadał Daniel Zych, naczelnik wydziału ochrony środowiska w starostwie.
Naumowicz dociekała miedzy innymi, dlaczego starostwo nie skontrolowało decyzji wydanej przez urząd marszałkowski pozwalającej na prowadzenie rekultywacji, zanim wydało swoją – pozwalającą na zwożenie odpadów.
Ogrodnik zauważył, że przecież na składowisko mogły zjechać setki niewłaściwych transportów i nikt tego nie wychwycił. Mieszkańcy o takich sytuacjach informowali przez kilka minionych lat.
– Nie ma fizycznej możliwość, żeby każdy transport był skontrolowany przez pracownika starostwa, ani nawet pracownika WIOŚ – zauważył Zych.
Naczelnik zwrócił uwagę, że starostwo nie posiada nawet sprzętu, żeby przeprowadzać kontrole składowisk. Nie posiada też odpowiedniej liczby ludzi. – Starostwo może tylko nadzorować i taki nadzór był sprawowany – ocenił.
– Należało współpracować z mieszkańcami, którzy tam koczowali dzień i noc i pilnowali – odpowiedział Ogrodnik. – Inspektorzy WIOŚ niekiedy przyjeżdżali dopiero po kilku dniach od zgłoszenia – przypomniał.
Trzeba było wiercić
Radna Naumowicz przypomniała, że przecież na śmietnisku długimi okresami nie działał monitoring, który jest wymagany przepisami. W tym czasie na składowisko mogło trafiać w zasadzie wszystko i być zakopywane na większych głębokościach.
Zych zwrócił uwagę, że pretensje o brak monitoringu powinny być kierowane do urzędu marszałkowskiego.
Naumowicz przypomniała, że próby wykonania odwiertów, które i tak spełzły na niczym, planowane były na płytkich głębokościach. – Dlaczego starostwo nie domagało się odwiertów na dużych głębokościach? – dociekała. To o tyle istotne, ze takie odwierty być może odpowiedziałyby na pytanie, czy na większych głębokościach ukryto niewłaściwe odpady.
Zych odpowiedział, że żadna firma z terenu całego kraju nie chciała wykonać takich odwiertów. Gdy słyszeli, że rekultywację prowadzi firma Irreco, to wykręcali się brakiem czasu. Przypomnijmy, że z firmą tą na różnych etapach prac współpracowali ludzie kojarzeni z mafią śmieciową.
Widmo skażenia
– To będzie tak, jak w Lelechowie, że po latach wody gruntowe zostaną skażone – prognozowała Naumowicz.
– Dajmy na to, że za pięć lat okaże się, że będzie tam cała tablica Mendelejewa. Będą takie skażenia chemiczne, że woda będzie niezdatna do picia – wieszczył Ogrodnik.
Zych próbował studzić emocje. Przypomniał, że grunt jest tam bardzo szczelny, że są tam iły, że to naturalna izolacja, która może powstrzymać zanieczyszczenia przed przedostaniem się do wód gruntowych.
Radny Jerzy Patelka przypomniał o skargach mieszkańców na smród, które docierały do starostwa przez lata. I zapytał, czy Brzozowska, jako starościna, kiedykolwiek spotkała się z zarzutem rażącego naruszenia prawa w kontekście Mirocina.
Zych potwierdził, że tak. Taki zarzut postawiło Samorządowe Kolegium Odwoławcze.
Kilka konkluzji
Jedna z konkluzji poniedziałkowej dyskusji była taka, że w sprawie Mirocina Dolnego zawiodła każda instytucja: starostwo, urząd marszałkowski i WIOŚ. Zawiódł też ustawodawca, czyli rząd, bo to właśnie rząd powinien dawać narzędzia do przeciwdziałania takim nieuczciwym działaniom biznesmenów śmieciowych, a nie daje.
Kolejna konkluzja? Na składowisku nadal będą się gromadzić odcieki z odpadów, które są niebezpieczne dla środowiska. Powód? Nikt na etapie prowadzenia prac nie zadbał o to, żeby wykonano tam specjalne drenaże.
Wybrzmiała jeszcze jedna konkluzja. Jeśli rekultywacja nie zostanie zakończona, to po czasie, jeśli na przykład spółka Irreco zakończy swoją działalność, bo upadnie, pojawi się nowa spółka, która będzie chciała ją dokończyć. Wtedy może ruszyć kolejna rekultywacja. Niewykluczone, że pieniądze będą na niej zarabiać ci sami ludzie, co dotychczas.
Uznanie skargi za zasadną nie przyniesie żadnych skutków wobec Brzozowskiej.
– Ale jeśli chodzi o mieszkańców, którzy protestowali, to będzie jakaś forma zadośćuczynienia – zauważył radny Krzysztof Galerczyk.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz