Burmistrzowie i wójtowie w powiecie żagańskim wydają miliony na uzbrojenie i budowę dróg dojazdowych do terenów inwestycyjnych. Tymczasem strefy przemysłowe dalej świecą pustkami. Dlaczego?
W Żaganiu burmistrz Sławomir Kowal w ciągu ostatnich pięciu lat wpompował w strefy w okolicy ul. Chrobrego i Asnyka ponad 3 mln zł. W tej pierwszej miasto sfinansowało budowę dróg dojazdowych, uzbroiło w prąd i trafostację (1,5 mln zł) oraz wodę i kanalizację (kolejne 600 tys. zł). W drugiej uzbrojenie w kanalizację sanitarną i deszczową kosztowało 450 tys. zł, drugie tyle – oświetlenie i budowa pierwszego odcinka drogi.
Efekt – jak na razie – jest mizerny. Przez cztery lata w obu strefach zatrudniono zaledwie 84 osoby. Łatwo więc wyliczyć, że jedno miejsce pracy w strefie kosztowało miasto 36 tys. zł! Chyba nie taką wizję miał burmistrz.
Niczym mydlana bańka
Jedyna firma w strefie w okolicy Chrobrego – Dringenberg – zatrudnia 67 osób. Na 47 hektarów, spółka użytkuje tylko kilka. Reszta stoi pusta i raczej w najbliższych latach nic się nie zmieni. Mit burmistrza o kilku fabrykach i 1000 miejsc pracy (obietnice z 2006 roku) prysł niczym mydlana bańka.
Po drugiej stronie obwodnicy, w rejonie ul. Asnyka, są dwie firmy – niemiecka spółka Kietzmann Coatings (17 osób) oraz polski producent odzieży i pościeli Bartex (około 60 osób). Z tym, że ta druga przenosi pracowników do strefy z innych hal w Żaganiu. Tu również miasto wydało sporo pieniędzy na uzbrojenie, ale nie przełożyło się to na masowe zatrudnianie pracowników.
Żagań to czarna dziura
Mieszkańcy Żagania i okolic uważają, że puste strefy to wina włodarzy. – Żary powinny być przykładem dla Żagania, jeśli chodzi o pozyskiwanie inwestorów. Żagań umiera, a młodzi wyjeżdżają za granicę lub do większych miast – uważa Tomasz Furmaniak z Żagania, który pracuje w Holandii.
– Ja znalazłem pracę w Żarach. Boję się, że inwestorzy nie przyjdą do Żagania, bo to miasto emerytów. Młodzi stąd uciekają – dodaje Tomasz Domański z Żagania.
Grażyna Osińska z Miodnicy zaznacza, że ani wójt, ani burmistrz Żagania nic nie robią, aby pozyskać nowych inwestorów. – Żagań to „czarna dziura”. Warunki, jakie stworzyli nam tutaj urzędnicy, nie pozwalają na godne życie. Dlatego od siedmiu lat pracuję w Hiszpanii – zdradza.
Dziesiątki hektarów czekają
Burmistrzowie innych miast przyznają, że mimo atrakcyjnych lokalizacji i ulg podatkowych, negocjacje z inwestorami kończą się z reguły na rozmowach.
Szprotawa ma 197 hektarów pod inwestycje. Pół miliona wydała na ich uzbrojenie. Inwestorów jednak nie ma. Wiceburmistrz Paweł Chylak nie wyklucza współpracy z innymi strefami, kostrzyńską i wałbrzyską. – Niedawno był u nas inwestor z Finlandii zainteresowany kupnem działki pod fabrykę mebli – mówi. – Na razie na rozmowach stanęło.
W podobnym tonie wypowiada się burmistrz Gozdnicy, Zdzisław Płaziak. Miasto ma strefę wielkości 39 hektarów. Ciągle jednak pustą. – Rozmawiamy z trzema potencjalnymi inwestorami. Dwóch jest z branży logistycznej, trzeci chciałby wybudować zakład utylizacji odpadów komunalnych metodą plazmową – zdradza burmistrz Gozdnicy. Tyle tylko, że o te tereny inwestorzy pytają od kilku lat. Pytają, a fabryki stawiają gdzie indziej.
Mimo przestrzeni, nowej drogi i mediów w pobliżu przedsiębiorcy omijają również podżagańskie Tomaszowo. 162 hektary – wydawałoby się, że raj dla inwestorów – ciągle stoją puste. – Regularnie składamy swoją ofertę w Agencji Inwestycji Zagranicznych. Spotkania z inwestorami często jednak kończą się na wstępnych rozmowach – przyznaje Danuta Michalak, sekretarz gminy Żagań. – To trudny czas dla inwestorów. Z drugiej strony, w Żaganiu i okolicach zaczyna brakować wykwalifikowanej kadry. Młodzi ludzie albo wyjeżdżają, albo nie chcą pracować za mało atrakcyjne wynagrodzenie.




