-Czas odejść i zrobić miejsce młodszym- mówi Tadeusz Płóciennik, legendarny trener i wieloletni działacz i prezes Sokoła Żary, w którym spędził 40 lat. Znany szkoleniowiec i społecznik ponad połowę swojego życia poświęcił młodym ludziom. Wychował setki, a może nawet tysiące młodych zawodników i choć nie każdy z nich został reprezentantem Polski jak jego najsławniejsze wychowanki i wychowankowie, to na pewno każdy z nich będzie o nim pamiętał.
-Pasja, poświęcenie i wartości, którymi się kierowałem pozwoliły mi ten trudny, ale piękny czas wypełnić bogatą treścią, zawartą w wielu życiorysach. Myślę, że swój czas wykorzystałem właściwie. Wiek oraz współczesne czasy mają wpływ na moją decyzję-informuje Tadeusz Płóciennik.
Tadeusz Płóciennik(72 l) swoją przygodę ze sportem zaczął prawie 60 lat temu. Od piłki nożnej. Przypadkowo stanął na bramce w meczu szkolnej drużyny szczypiorniaka w Ceramiku i tak już zostało. Potem były studia na AWFie i pierwsza praca z zespołem piłki ręcznej w Promieniu Żary.
Po 7 latach zespół, który wywalczył 8. miejsce w Polsce został rozwiązany. Kliku zawodników trafiło z tej drużyny do 1. ligi. Perspektywiczny zespół i trenera przejmuje wtedy Sokół Żary i Tadeusz Płóciennik w 1983 roku zaczął swoją przygodę w Sokole, gdzie grupy młodzieżowe prowadził jego kolega z Ceramika, Leszek Cytrowski.
W lewym dolnym rogu Lech Cytrowski i Tadeusz Płóciennik.
-Znamy się z Tadkiem bardzo długo, jeszcze ze szkoły średniej. W Ceramiku graliśmy w jednej drużynie, on przypadkowo stanął na bramce, bo nasz bramkarz nie przyszedł na mecz i zagrał kapitalne spotkanie i już został między słupkami. Potem ściągnęliśmy go do Sokoła i pracowaliśmy już razem: on z chłopcami, a ja z dziewczętami. Jeździliśmy razem wszędzie- opowiada Leszek Cytrowski, który przez 30 lat trenował grupy w Sokole. -Pamiętam, że gdy wszyscy się odwrócili od klubu, nie było pieniędzy i musieliśmy rozwiązywać drużyny, to Tadeusz zdecydował się na prezesowanie Sokołowi i dzięki temu klub przetrwał. Nie wiem co teraz się stanie, bo Tadek był świetnym organizatorem, takim spoiwem, które wszystko łączyło.
Trener Płóciennik został w klubie 40 lat. Przeżył z nim wzloty i upadki, ale zawsze był mu wierny i nigdy nie zostawił w potrzebie. Tak wspomina go Wojciech Warguła, sekretarz klubu.
Wojciech Warguła i Tadeusz Płóciennik
-Pierwszym, który zdjął dres z napisem Sokół i przeszedł na sportową emeryturę był Leszek(Cytrowski-dop red.), a teraz Tadeusz zostawia nam bogatą kartę historii Sokoła, którą tworzył przez lata swojej pracy na rzecz piłki ręcznej. Życzyłbym jego następcom takiej wiedzy, zaangażowania i doskonałego warsztatu szkoleniowego profesjonalizmu w szkoleniu. Dziękuję ci Tadziu za wspaniałe chwile, które razem przeżyliśmy-mówi wyraźnie poruszony Wojciech Warguła wieloletni działacz i sekretarz Sokoła Żary.
Dla swoich wychowanków był niemalże bogiem, może dlatego nazwali go między sobą „Zeus”.
-Niewielu jest trenerów, którzy wkładają w swoją pracę całą duszę, a trener Tadeusz z pewnością do nich należy. Dziękuję ci, że zawsze w nas wierzyłeś, dawałeś motywację w dążeniu do celu. Wspólne obozy, turnieje przeszły do klubowej legendy. Szkoda, że trener kończy swoją przygodę z Sokołem, ale mam nadzieję, że zawsze będziesz o nas pamiętał, tak jak my nigdy ciebie nie zapomnimy. Życzę ci długich lat zdrowia, optymizmu. Niech twoja pasja do sportu nigdy nie gaśnie, bo wciąż czekają nowe wyzwania- powiedziała Anna Pacholska, zawodniczka i wieloletnia kapitan Sokoła.
Z prywatnego archiwum: Tadeusz Płóciennik i Anna Pacholska(Hujda) ponad 35 lat temu
-Tadeusz jest wspaniałym trenerem, miał świetne podejście do nas, do młodych chłopaków, potrafił nas okiełznać i był do tego bardzo wyrozumiały. Pamiętam jak chodził za mną, żebym przyszedł bronić w Sokole, a byłem wtedy bramkarzem w Promieniu. Miał jak widać dar przekonywania, bo w końcu stanąłem między słupkami bramki w piłce ręcznej i broniłem barw Sokoła. Nigdy w nas nie wątpił i miał do nas ogromne zaufanie. Pamiętam jak na zimowym obozie w Chorzowie zachorował i miał chyba zapalenie płuc. Wołał do pokoju najstarszych chłopaków i instruował nas jak mamy prowadzić trening. Ufał nam i był pewien, że nie będziemy się obijać. Miał tak duży autorytet, że nikt by się nawet nie ośmielił. Zasuwaliśmy na tych treningach dwa razy więcej niż zwykle. Naprawdę szkoda, że odchodzi z Sokoła, bo na pewno jeszcze wielu sportowców mogłoby czerpać z jego wiedzy-stwierdził Piotr Wąsiński, bramkarz Sokoła i Promienia Żary.
Trzech wychowanków ze sławnej drużyny: Dariusz Jakubowski(Jakub), Grzesiek Ratajski(Cygon) i Piotr Wąsiński(Wąsik).
Bardzo ciepło o nim mówi także Monika Kobylińska. Sławna reprezentantka kraju, kapitan drużyny narodowej przed laty zaczynała swoją przygodę z piłką ręczną w SP3 i właśnie w Sokole Żary.
– To wspaniały trener, który zaszczepił w wielu zawodniczkach, swoją ogromną pasję do piłki ręcznej. Jestem mu bardzo wdzięczna za wszystkie lata wspólnej pracy i przekazaną mi wiedzę. Dzięki niemu do dziś mogę spełniać swoje marzenia na boiskach, na całym świecie. Oprócz tego, że był trenerem to zawsze był też ogromnym wsparciem i dbał o to, abyśmy poznały również inne bardzo ważne aspekty życia. Gratuluje wspaniałej kariery trenerskiej i życzę dużo pomyślności i satysfakcji, podczas kibicowania swoim wychowankom. Dziękuję bardzo trenerze-podziękowała Monika Kobylińska jego najsławniejsza jego wychowanka.
Monika Kobylińska i Tadeusz Płóciennik na meczu reprezentacji Polski w piłce ręcznej.
Ostatnie 7 lat Sokołem „rządził” razem z Robertem Nowaczyńskim, który potem przejął stery. Obecny prezes wciąż nie może uwierzyć, że Tadeusz chce zostawić „swoje dziecko”.
-Pierwsze kontakty z Tadziem trenerem to lata 70. Jego drużyna grała na boisku SP5, a ja przychodziłem popatrzeć na treningi i kibicować w czasie meczów ligowych. Była to legendarna ekipa, ich mecze były niesamowite, a Płóciennik to był gość. Wszyscy go szanowali i podziwiali. Ja też byłem pod wrażeniem warsztatu trenerskiego Tadzia, który miał opinię świetnego fachowca. Kiedy w 2016r. poproszono mnie, bym włączył się w pracę Zarządu Sokoła, zgodziłem się, ale pod warunkiem, że nie będę prezesem. Szybko okazało się, że mamy z Tadeuszem bardzo dużo wspólnych cech charakteru i praktycznie byliśmy „dwuosobowym Prezesem”. Sokół szybko stanął na nogi, bo ludziom podobało się, że nie skupiamy się na sukcesie za wszelką cenę, a celem jest rozwój osobowościowy młodych ludzi-wspomina prezes Sokoła Robert Nowaczyński. -Tadeusz ma taką filozofię życiową i jeśli dołożyć do tego, jak to się mówi „nosa” do utalentowanych ludzi, sukces rodzi się bardzo szybko. Jako trener nie boi się szybko puszczać podopiecznych na szerokie wody. Ma kontakty w świecie sportowym, jest szanowanym szkoleniowcem i to daje młodzieży wiatr w żagle. Bardzo żałuję, że podjął decyzję o rezygnacji, ale wiem, że jest ona przemyślana i nie wynika z jakichkolwiek animozji. Wspominał o tym od jakiegoś czasu i zawsze podkreślał, że Sokół jest na dobrej drodze, więc czas odejść, zrobić miejsce młodszym. Myślę, że ciągle będzie nam pomagał, a my chętnie z tej pomocy skorzystamy-twierdzi Robert Nowaczyński, obecny prezes Sokoła Żary.
Robert Nowaczyński nadal nie może uwierzyć, że Tadeusza Płóciennika nie będzie już w Sokole.
T. Płóciennikowi łamie się głos jak mówi o Sokole, bo czy można zostawić bez emocji coś, co się budowało przez 40 lat?
-Myślę, że moim największym sukcesem było znalezienie, przygotowanie i pokierowanie dalszym losem wspaniałych zawodników i zawodniczek, ciesząc się z oddali ich sukcesami. Bogactwo wspomnień jest wyrazem, że czas który dostałem, wykorzystałem właściwie. Dzisiaj trudno wybrać które wspomnienia są najważniejsze. Może to były wspólne obozy chłopców z Promienia i dziewcząt z Sokoła, pierwsze zagraniczne potyczki z mistrzem Rumunii, czy wspólne wyjazdy, by dopingować nasze kadrowiczki i kadrowiczów. Dziękuję wszystkim, z którymi miałem zaszczyt pracować, tworząc księgę pięknych, niezapomnianych chwil, które pozostaną zemną na zawsze-podsumował swoją 40 letnią przygodę z Sokołem Tadeusz Płóciennik.
Czy Tadeusz Płóciennik wyklucza jakąkolwiek pomoc klubowi w przyszłości? Znając jego charakter, trudno w to uwierzyć. Pewnie, gdy miną emocje, zobaczymy znowu charakterystyczną postać na meczach piłki ręcznej i koszykówki. Bo bez trenera nie będzie już tak samo.
Inaczej sobie tego nie wyobrażamy trenerze.
28
Poprzedni artykuł