Nie wypada po takim meczu pisać, że Unia ma problemy. Z tą drużyna jest tak, że im bardziej ma pod górę, tym lepiej spada na 4 łapy. Jarosław Gad ma łeb jak sklep i potrafi wydziergać z poprutej czapki, cieplutki sweter na zimę.
Jednak spotkanie z wiceliderem to nie przelewki i starcie z wypasionymi byczkami ze Szczańca miało pokazać kto ma kohones. Większe i twardsze. I pokazało.
Goście z animuszem i werwą wparowali na murawę Syreny,( u siebie Unia grać nie może, ponieważ bagno na ich stadionie przybrało formę Morza Martwego i nic wskazuje, że do końca rundy coś się zmieni) ewidentnie chcąc pokazać, gdzie jest miejsce w szeregu Unii.
Piłkarze ze Szczańca posturą i zachowaniem przypominali bardziej rugbistów niż piłkarzy, ale przecież kto komu zabroni pakować po godzinach. Zawodnicy z Kunic wyglądali przy nich jak młodsze rodzeństwo i stało się jasne, że będzie to ciężka(i to dosłownie) przeprawa dla kuniczan.
Bartek Toczaniuk stoczył w środku boiska prawdziwą wojnę z pomocnikami Victorii.
Mecz zaczął się od straszliwej walki w środku boiska, Gadziu do boju z zawodnikami MMA, ups Victorii, posłał dwóch najbardziej okazałych piłkarzy w swoim stadzie, czyli Konrada Plutę i Bartka Toczaniuka. Co prawda obaj kuniczanie razem ważyli tyle ile jeden piłkarz ze Szczańca, ale i tak świetnie dawali sobie radę w siłowych pojedynkach. Robili to na tyle skutecznie, że w pierwszych 30 minutach bezpardonowej walki na ciała, sędzia pokazał aż trzy żółte kartki przyjezdnym. Goście podmęczeni trochę walką wręcz, nie byli w stanie zdążyć za szybkimi napastnikami gospodarzy i Unia tuż przed przerwą zaaplikowała przeciwnikom dwie bramki. A zrobili do dwaj Bartkowie- Gronkowski i Toczaniuk. To dla pakerów ze Szczańca było stanowczo za dużo.
Wdeptać w ziemię
Po przerwie wrócili na boisko z mocnym postanowieniem wdeptania gospodarzy w murawę. Jednak arbiter włączył się czynnie w tę grę i nie pozwolił przyjezdnym na rozwinięcie niszczycielskich skrzydeł. Próbował zapanować nad temperamentem gości machając im przed oczami żółtymi, a potem już czerwonymi kartonikami. Trudno mu było, zwłaszcza, że Victoria strzeliła kontaktową bramkę, a raczej zrobił to Norbert Puchalski dając się przelobować. Na odpowiedź Unii nie czekaliśmy długo. Aż minutę potrzebowała Unia, żeby strzelić 3 bramkę. A zrobił to Oczywiście Bartek Toczaniuk. Wtedy gości opanowała furia. Mieli pretensje do wszystkich, oczywiście najwięcej do sędziów, tylko do siebie jakoś nie bardzo. W każdym razie, kiedy znów doszli kuniczan po wymuszonym krzykiem karnym, zaczął się prawdziwy Armagedon, tak jakby wcześniej był to mecz dziewczynek na turnieju charytatywnym.
Sędzia spotkania, Łukasz Nalepa miał pełne ręce roboty. Jedną z czerwonych kartek pokazał asystentowi trenera Victorii
Sędzia nawet nie chował kartek do kieszeni, bo zaczął je rozdawać jak święty Mikołaj prezenty. Reasumując pokazał aż 12 żółtych kartek(4 dla unii Kunice, 8 dla Victorii Szczaniec) i 4 czerwone, dwie dla zawodników gości i dwie dla asystenta trenera i zawodnika rezerwowego na ławce. Gdy w 85. minucie do siatki trafił Konrad Pluta, a zaraz po nim Marcin Iwan ustalając wynik meczu na 4:3 dla Unii, wszyscy modlili się, żeby sędzia jak najszybciej zakończył spotkanie, bo mogło zabraknąć w Żarach karetek do odwożenia ofiar. Podobno sędziowie czekali zamknięci w swoim pokoiku na odjazd drużyny ze Szczańca. Szczerze mówiąc też bym nie chciała konfrontacji z rozsierdzonymi pakersami. Reasumując. Nie było wątpliwości, że to Unia Kunice pokazała kohones i nie potrzebowała do tego treningów przygotowujących do walk w klatce.
Adrian „Stefan” Stefański nie odpuszczał, żadnego twardego starcia, a stoczył ich w tym meczu kilkadziesiąt.
-Mecz Victorią Szczaniec był dla nas bardzo ważny, można powiedzieć, że najważniejszy z ostatnich spotkań. Musieliśmy zdobyć 3 punkty, to był nasz obowiązek, bo wiadomo jakie miejsce w tabeli zajmujemy. Mimo licznych kontuzji w składzie i braku 4 podstawowych zawodników z pierwszej 11, gramy praktycznie co mecz tą sama 11, a punkty musimy jakoś zdobywać. Mecz był bardzo ostry, dużo walki, zgrzytów i żółtych i czerwonych kartek ,ale udało się wygrać, a zwycięstwo dedykujemy tym co nie mogli grać, ale chcieli nam pomóc. Pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną i możemy wygrać z każdym, zostały dwie kolejki i pracujemy ciężko, aby wyjść z nich zwycięsko-powiedział strzelec dwóch bramek, Bartek Toczaniuk.
-Mecz ze Szczańcem był bardzo trudnym spotkaniem, zespół gości przyjechał chyba po łatwe punkty do Kunic i nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji. 2 pierwsze bramki rozwścieczyły przyjezdnych, którzy w tym dniu nie mieli kompletnie pomysłu na grę i zamiast grać w piłkę to postanowili powalczyć z sędziami. Mój zespół grał cały czas konsekwentnie i dobrze taktycznie. Zrealizował założenia i plan, który założyliśmy sobie przed meczem, mimo indywidualnych błędów i prezentów, z których przeciwnik skorzystał i zdobył bramki, to jestem bardzo zadowolony z meczu. Gratuluję chłopakom i mam nadzieję, że utrzymają formę i koncentrację do końca rundy-podsumował Jarek Gad.
25












































































