Przemek miał 35 lat. Zmarł nagle, w wyniku niewydolności płuc i zakażenia organizmu. Odszedł zasłużony strażak OSP, członek rady sołeckiej, piłkarz klubu Raptus, ale przede wszystkim ukochany wnuk.
Przemysław Sokołowski z podszprotawskich Dzikowic poczuł się źle 6 lipca br. Kaszlał, miał duszności, słabł.
– Przemuś pojechał do szpitala w Nowej Soli, ale lekarz stwierdził, że to alergia. Kazał zrobić testy i odesłał do domu. Następnego dnia stan zdrowia wnuka się pogorszył – opowiada babcia, pani Bronisława, która wychowywała go od dziecka, a od 9 lat zastępowała zmarłą matkę. – Wezwaliśmy lekarza rodzinnego, z jego skierowaniem wnuk został przyjęty do nowosolskiego szpitala.
– W trakcie badań dostał zapaści, zaczął się dusić. Płuca przestały pracować, został podłączony do respiratora i wprowadzony w stan śpiączki – dodaje ciocia, pani Janina. – Po trzech tygodniach został wybudzony. Dostał gorączki. Wdało się zakażenie organizmu, najprawdopodobniej od cewnika. Zmarł w niedzielę, 8 sierpnia.
Miał tyle planów
Pani Bronisława podkreśla, że dla niej strata Przemka to jak strata syna.
– Chowałam go od urodzenia, a gdy 9 lat temu zmarła moja córka, starałam się mu zastąpić matkę – mówi z płaczem 90-latka. – To mnie pan Bóg powinien zabrać, nie jego! Przemek miał tyle planów na życie. Niedawno wyremontował nasz dom, miał stawiać płot i bramę. Był za młody na śmierć! Wódki w gębie nie miał, papierosów nie tykał, po zabawach nie chodził. Dlaczego więc płuca odmówiły posłuszeństwa? To był złoty chłopak. Zawsze mu mówiłam, że trzeba być grzecznym, pomagać potrzebującym, a dobro wróci. Teraz cała wieś za nim płacze.
Przemek działał na rzecz rozwoju Dzikowic w radzie sołeckiej. 13 lat temu założył we wsi klub piłkarski Raptus, był jego piłkarzem i prezesem, udzielał się też w Ochotniczej Straży Pożarnej.
– Był takim człowiekiem – orkiestrą. Nie tylko zakładał ten klub z Andrzejem Oleśków, ale i grał, szkolił najmłodszych piłkarzy – mówi wiceprezes Raptusa, Mariusz Młynarski.
– Na każdy mecz Przemek osobiście kosił trawę, nikogo nie dopuszczając do klubowego traktorka – dodaje Michał Pachurka, działacz Raptusa i gospodarz OSP Dzikowice.
– Przemek miał ogromne poczucie humoru, potrafił rozładować atmosferę w zespole. Pomagał mi w pracach na rzecz wsi i jego mieszkańców, pomagał każdemu, kto tego potrzebował – dodaje Maciej Pachurka, sołtys Dzikowic. – Zawsze się garnął do roboty. Wszyscy go tutaj lubili.
Najbliżsi Przemka, znajomi i mieszkańcy Dzikowic pożegnali go 12 sierpnia, z udziałem pocztów sztandarowych i wozów bojowych OSP Dzikowice oraz OSP Długie. Rodzina 35-latka dziękuje wszystkim za udział w jego ostatniej drodze.


