W niedzielne popołudnie, 27 kwietnia Unia Kunice podejmowała na własnym stadionie Budowalnych Lubsko, w 23. kolejce rozgrywek zielonogórskiej Klasy Okręgowej. Wszystkie cztery bramki padły w drugiej części spotkania i wszystkie były autorstwa gospodarzy. Pierwsze dwa gole zdobył Jan Izdebski, a kolejne Jarosław Gad i Konrad Pluta.
Derby powiatu żarskiego zawsze dodają powagi meczowi, który tak naprawdę toczy się o nic. No może tylko o prestiż. Obie drużyny sąsiadują ze sobą w tabeli i z pewnością w przyszłym sezonie znów ich zobaczymy na boiskach zielonogórskiej okręgówki.
Mecz był z gatunku letnich łamane przez cieplutki i to od początku było widać w poczynaniach obu ekip. Co prawda przewagę mieli gracze z Kunic, ale z tikitaki podopiecznych Jarosława Gada nic nie wynikało. Klepanie piły przez 45 minut przyniosło tyle pożytku, co opalanie się w deszczowy dzień. Piłka z trudnością przedzierała się przez rzadkie kępy pseudomurawy na kunickim stadionie. Twarda nawierzchnia nie pomagała zawodnikom obu zespołów na rozwinięcie czegokolwiek. O skrzydłach nie było nawet mowy. Pewnie zawodnicy gości byli w szoku, widząc nawierzchnię kunickiego boiska, tak „pieczołowicie pielęgnowanego” przez żarski MOSRiW. W Lubsku mają bowiem trawkę jak na reklamie kursu dla greenkeepera. Reasumując: pierwsza połowa polegała na zaznajomieniu się z trudnymi warunkami, bowiem petardę w postaci bramek Unia odpaliła dopiero w drugiej części.
Po zmianie stron gospodarze coraz częściej gościli na polu karnym rywali. Bramka dosłownie wisiała w powietrzu. Sygnał do ostrego strzelania dał Jan Izdebski, który zdaje się wracać do formy. W 59.minucie Jasiek przymierzył zza pola karnego i łupnął z całej siły, trafiając w okienko bramki Budowlanych. Adam Gembara był bezradny. Choć złośliwi twierdzą, że napastnikowi z Kunic po prostu zeszła piłka, nie ulega wątpliwości, że był to gol z gatunku „stadiony świat”. Mimo że przewaga Unii nie podlegała dyskusji, to na kolejnego gola kibice musieli poczekać aż 20 minut. Wynik podwyższył nie kto inny jak strzelec pierwszej bramki. Kolejne gole były już kwestią postawy gości, którzy wyraźnie mieli już dość. Na pewno nie pomogła im w walce, czerwona kartka dla Patryka Skrzypczaka, który osłabił swój zespół. Unia pokonała Budowlanych 4:0 i przeskoczyła rywali w tabeli rozgrywek.
-Mecz od samego początku prowadzony był pod nasze dyktando, mieliśmy pomysł i plan, który od pierwszych minut był wdrażany, pierwsza połowa dominowaliśmy na boisku, stwarzaliśmy sytuacje, które kończyły się niecelnym strzałem albo podejmowaliśmy błędne decyzje, a czasami w naszych poczynaniach pod bramką brakowało spokoju i zimnej krwi. Gdy w drugiej połowie zdobyliśmy upragniona bramkę, troszeczkę ciśnienie zeszło i grało nam się dużo łatwiej. Dziękuje chłopakom za dobry skuteczny mecz-stwierdził Jarosław Gad, szkoleniowiec Unii Kunice.
-Przykro mi z powodu wyniku. Pierwsza połowa była faktycznie wyrównana, stworzyliśmy kilka sytuacji. Niestety, po przerwie straciliśmy kontrolę, a czerwona kartka dla naszego zawodnika nam nie pomogła. Nie uważam też, że sędzia był dziś w najlepszej formie. Musimy przeanalizować, co się stało i wyciągnąć wnioski na przyszłość-skomentował Arkadiusz Żyluk, trener Budowlanych.
18














































































































Poprzedni artykuł