Święta Wielkiej Nocy nie będą dla Moniki i jej dwójki synów radosne. Ich mąż i tatuś zginął tragicznie w wypadku drogowym, zmiażdżony przez drzewo.
– To dla nas wszystkich dramat. Święta będą smutne, nic nie chce się robić. Młodszy synek Marcina, Kacperek, nawet nie zdaje sobie sprawy, że tatusia już nie ma – z żalem mówi Halina Przybyła, teściowa zmarłego.
W rodzinie Marcina Pindy ze Szprotawy (†34 l.) żałoba.
– Nikt z nas nie myśli o świętach Wielkiej Nocy – przyznaje H. Przybyła. Marcin mieszkał z nią, żoną Moniką i dwójką dzieci, 14- letnim Adrianem i 5-letnim Kacperkiem. We wtorek, 3 kwietnia, tragicznie zginął.
Dachem o drzewo
Marcin od dwóch lat był bezrobotnym, dorabiał sobie jako mechanik. Feralnego dnia miał fuchę u kolegi. Przed powrotem do domu, postanowił przejechać się z kumplem, Pawłem (25 l.), jego nowym volkswagenem passatem. Na przejażdżkę wybrała się również ich znajoma, Amanda (20 l.).
Do tragedii doszło w nocy, około godziny 1.00, na drodze Szprotawa-Małomice. Na zakręcie, po przejechaniu rogatek Małomic, Paweł nie opanował prędkości. Było tam ograniczenie do 20 km/h, z powodu robót. Dodatkowo na jezdnię wleciała sarna.
– Kierowca starał się ominąć zwierzę, stracił panowanie nad pojazdem, uderzył w przydrożne drzewo – mówi podinspektor Sylwia Woroniec, oficer prasowy KPP Żagań.
Auto obróciło się i dachem uderzyło o drzewo. Siedzący z przodu Marcin doznał najpoważniejszych obrażeń. Zmarł w trakcie akcji reanimacyjnej. Pasażerka, siedząca z tyłu, z ciężkimi obrażeniami głowy została przewieziona do szpitala w Nowej Soli. Jej stan jest ciężki. W nowosolskim szpitalu przeszła operację trepanacji czaszki. 25-letni kierowca trafił do szpitala w Żarach. Był trzeźwy.
Dobry chłop
Pani Halina wspomina, że jej zięć już dwa razy uciekał śmierci spod kosy. Już raz miał ciężki wypadek, po którym doznał poważnego urazu czaszki, niedawno cudem uniknął wypadku, gdy dzik wpadł mu na drogę.
Monice, żonie Marcina, ciężko jest mówić o tej tragedii. Gdy rozmawiała z dziennikarzem „GR”, jej twarz zalewały łzy.
– 15 lat byliśmy ze sobą, 1 maja mieliśmy świętować 13. rocznicę naszego ślubu – mówi Monika Pinda. – Marcin był wzorowym mężem i wspaniałym mężczyzną. Pracowity, uczynny, opiekuńczy, dobry człowiek. I w ogródku zrobił, i króliki hodował, i na ryby chodził. Uwielbiał wędkować. Na ścianie w pokoju ma kilka rybnych trofeów.
– Z pracą w Szprotawie bardzo ciężko, on był na bezrobotnym, ona też. Teraz nie wiemy, jak to będzie. Masakra – dodaje pani Halina, tuląc do siebie wnuków, Kacperka i Adriana.
– Byłem w szoku, gdy usłyszałem, że Marcin nie żyje. Tego chłopaka dobrze pamiętam ze szkoły. Był moim wychowankiem w klasie o profilu mechanik pojazdów. Zdolny, obrotny, przez długi czas był gospodarzem klasy – dodaje Paweł Chylak, były nauczyciel i kierownik kształcenia zawodowego w Zespole Szkół Zawodowych.
Pogrzeb Marcina odbędzie się dziś, w Wielki Piątek (6 kwietnia).





