Ela Mierzwiak – uśmiechnięta czternastolatka. Świetna biegaczka. Utalentowana koszykarka. Bardzo dobra uczennica. Taka była pół roku temu. Dziś, po dwóch operacjach guza mózgu, nie może chodzić ani poruszać się o własnych siłach. Rodzice Eli błagają o pomoc. Liczy się każdy dzień, każdy grosz.
Zaczęło się w piątek, 4 marca. – Ela grała w koszykówkę. Na olimpiadzie powiatowej jej drużyna wywalczyła 2 miejsce. Córka wróciła przeszczęśliwa i dumna, ale zmęczona. Mówiła, że w trakcie meczu uderzyła ją piłka. Chciała się położyć. Nie zjadła nawet swojej ulubionej zupy ogórkowej – opowiada Adrianna Mierzwiak z Żar.
Ela skarżyła się na ból głowy i brzucha. Wieczorem doszła do tego gorączka i wymioty. – Myśleliśmy, że to grypa żołądkowa. Podaliśmy Eli leki przeciwwymiotne i na zbicie temperatury. Rano pojechałem do pracy. Przed południem zadzwoniła żona. Przekazała mi straszne wieści – wspomina Piotr Mierzwiak.
To jest guz mózgu, proszę pana
Gdy Ela zemdlała, pani Ada wezwała pogotowie, które natychmiast przewiozło dziewczynkę do Szpitala na Wyspie. Tam wykonano jej tomografię komputerową głowy. – To była najgorsza chwila w moim życiu. Los jest okrutny. Wciąż nie mogę dojść do siebie, gdy to wszystko wspominam. Usłyszałem to pierwszy: „To jest guz mózgu, proszę pana”. Zmroziło mnie. Myślałem: „Dlaczego, jak, skąd? Dlaczego Ela?!
Diagnoza spadła na nich jak grom z jasnego nieba. Ela była okazem zdrowia. Za dwa miesiące miała zdawać egzaminy do gimnazjum.
Miś z blizną na głowie
Ordynator przekazał im, że Ela musi mieć jak najszybciej odciążone komory oponowo-mózgowe i zostanie przewieziona do szpitala w Zielonej Górze. Pojechał z nią tata. – Pamiętam tylko sygnał karetki i słowa Eli, półprzytomnej, wijącej się z bólu na izbie przyjęć: „Tato, niech oni wyjmą mi te robaki z głowy” – z trudem wspomina pan Piotr. Eli założono dreny w obu komorach, a potem rozpoczęła się operacja.
Do szpitala przyjechała siostra pana Piotra. Dała mu zawieszkę do telefonu. To był mały miś z czerwonym krzyżem na piersi. Znalazła go przypadkowo. – Zauważyłem, że ten miś ma bliznę na środku głowy. To wszystko nabrało wymiaru metafizycznego, gdy okazało się, że blizna Eli jest w tym samym miejscu – relacjonuje P. Mierzwiak.
– Jak leżałam w szpitalu i słyszałam dźwięczącego misia, to od razu wiedziałam, że mój tatuś do mnie idzie – dopowiada Ela Mierzwiak.
Po operacji w zielonogórskim szpitalu, jeszcze tego samego wieczoru, zapadła decyzja o przewiezieniu Eli helikopterem do Łodzi. Tam dziewczynka miała kolejną operację, po której spędziła trzy miesiące przykuta do łóżka i wózka inwalidzkiego.
Wymaga natychmiastowej rehabilitacji
Ela została zwolniona z egzaminów kończących naukę w podstawówce. Wkrótce rozpocznie indywidualny tok nauki w domu. Niestety, dwie operacje na mózgu pozostawiły skutki uboczne. Ela nie może chodzić i poruszać się o własnych siłach. Jej lewa część ciała jest sparaliżowana.
– Rehabilitacja jest skomplikowana, długotrwała i niestety kosztowna, a my nie mamy pieniędzy na zabiegi. Otrzymujemy wsparcie od PFRON-u i Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, ale to wciąż za mało. Korzystamy z podstawowej rehabilitacji refundowanej przez NFZ. Na inną nas nie stać. Godzina kosztuje 70 zł, a specjalistyczne zabiegi to 180 zł za godzinę. Do tego dochodzą leki. Miesięcznie musimy mieć dla Eli około 3 tys. zł – martwi się mama dziewczynki.
Rodzicom udało się załatwić specjalny turnus rehabilitacyjny. Ela może wyjechać 4 listopada i być pod opieką specjalistów do 17 listopada. Musi jej towarzyszyć mama. – Turnus będzie kosztował 2 tys. 400 zł. Ciągle zbieramy pieniądze, aby ten wyjazd nie przepadł – zdradza pani Ada.
– Ela wymaga natychmiastowej rehabilitacji i systematycznych konsultacji neurochirurgicznych. Opóźnienia w leczeniu tego typu stanów są nieodwracalne w skutkach – nie pozostawia złudzeń dr hab. n. med. Emilia Nowosławska z Kliniki Neurochirurgii w Łodzi.
– W opinii lekarzy i tak niespodziewanie szybko wstała z łóżka. Jej organizm regeneruje się dość sprawnie. Najwyraźniej odzywa się w niej dusza sportowca – mówi z nadzieją pan Piotr.



