Strona główna » Takie mieszkania przyznaje Jacek Milewski

Takie mieszkania przyznaje Jacek Milewski

przez imperia

Tydzień temu Aldona Adamczyk napisała list do najbliższych. Przeprosiła w nim za to, że nie podołała, że nie potrafiła ochronić dzieci przed eksmisją. – Poszłam na Kaczą Górkę – opowiada. – Czy chciałam odebrać sobie życie? Nie, chyba nie. Nie wiem, co chciałam zrobić. Po prostu poczułam ogromną bezradność, jakbym spadała w przepaść.
Być może niewiele osób przejęłoby się nakazem eksmisji rodziny Adamczyków z Nowej Soli, skoro wpadli w spiralę zadłużenia, gdyby nie fakt, że Adamczykowie mają córkę z bardzo poważnym stopniem niepełnosprawności. Weronika ma 24 lata, ale jest jak dziecko. Ma czterokończynowe porażenie mózgowe. Ma obniżone funkcje intelektualne. Nie chodzi. Przy załatwieniu większości potrzeb życiowych musi korzystać z pomocy rodziców. Adamczykowie mają też dwóch synów. Owszem, Eryk jest pełnoletni, ma 21 lat. Ale Olivier lat ma tylko 13.
Dlaczego bez prawa do mieszkania?
Dziś Aldona Adamczyk niemal nie sypia i nie je. – To ze strachu i ze stresu – wzdycha i zanosi się płaczem. Do urzędu miasta w 2021 roku słała pisma z prośbą o przydział lokalu socjalnego. – Kończyły się odmową – w tym momencie, na potwierdzenie, pani Aldona prezentuje dokumenty.
 – Byłam też u prezydenta Jacka Milewskiego osobiście, byłam u Piotra Żuberka (naczelnik wydziału gospodarki nieruchomościami – red.) -przyznaje. – Powiedzieli, że nie da się nic zrobić.
Faktem jest, że w sądzie eksmisję zasądzono bez prawa do lokalu socjalnego. Dlaczego, skoro w tej rodzinie jest niepełnoletni syn i przede wszystkim córka z tak poważną niepełnosprawnością? O to zapytaliśmy w nowosolskim sądzie. Czekamy na odpowiedź.
Warunki urągają godności
Gdy nad Adamczykami zawisło widmo bezdomności, prezydent Milewski, owszem, przyznał lokal przejściowy (na cztery miesiące), ale najgorszy z możliwych, bo przy ulicy Wyspiańskiego.


– Jeszcze za rządów Wadima Tyszkiewicza panowała niepisana zasada, że do tego budynku nie eksmituje się rodzin z dziećmi – słyszymy w kolejnych instytucjach. Urzędnicy nie chcą powiedzieć tego pod nazwiskiem, bo boją się konsekwencji ze strony przełożonego. – W tym lokalu nie powinny przebywać dzieci, bo warunki, które tam panują, urągają ludzkiej godności – słyszymy z ust urzędników. – Umieszczanie tam dziewczyny z porażeniem mózgowym i trzynastoletniego chłopca jest nieetyczne. To okrucieństwo. 

To nie jest miejsce dla dzieci!
Żeby wejść do budynku przy Wyspiańskiego, trzeba pokonać [paywall] kilka wyszczerbionych stopni schodów. Wszędzie leżą pobite butelki po alkoholu. Sprzątanie tego szkła jest syzyfową pracą, bo wieczorem, po kolejnej libacji, pojawi się nowe. Żeby dostać się do lokalu numer 6, do którego mają trafić Adamczykowie, pokonujemy kolejne stopnie schodów. Dla Weroniki, która jeździ na wózku inwalidzkim, to będzie przeszkoda nie do pokonania. 
Lokal numer 6, podobnie jak pozostałe, to niewielka klitka z jednym oknem. Tonie w śmieciach. Nie ma tam ani łazienki, ani ubikacji. Zlew jest wspólny dla wszystkich mieszkańców budynku i znajduje się na korytarzu. Nie ma ani ogrzewania, ani ciepłej wody. Gdy pani Aldona zwróciła na to uwagę, to usłyszała, że ma grzać prądem. Bez ciepłej wody trudno byłoby dbać o higienę Weroniki. Dostałaby odleżyn.
Ubikacja, o ile można tak nazwać to miejsce, jest w piwnicy. Zalega tam mnóstwo śmieci, a od muszli klozetowej lepiej trzymać się z daleka. Jest czarna od brudu. Śmierdzi tam tak, że trudno wytrzymać. 
Gdy wychodzimy z budynku, za nami wychodzi policja. Wyprowadzają jednego z mieszkańców, skutego w kajdanki. Mężczyzna szarpie się, krzyczy. Policja odjeżdża, a z okna mieszkania, z którego wyprowadzono mężczyznę, dobiegają wrzaski. Od wulgaryzmów aż bolą uszy. 
– Nocą strach tędy chodzić – przestrzega mieszkanka pobliskiego bloku. Jest matką lekarza. – Syn, jak jeszcze jeździł w karetce, to często opowiadał o tym, co widział w tym budynku. Cuda się tam działy i dzieją – kobieta kręci głową. – Ciągłe kłótnie, bójki, wizyty policji. Przez okna lecą przedmioty. 
Jakbym spadała w przepaść
Tydzień temu pani Aldona napisała list do najbliższych. Przeprosiła w nim za to, że nie podołała, że nie potrafiła ochronić dzieci przed eksmisją. Wyszła z domu i nie wracała przez kilka godzin. Eryk, starszy syn, zawiadomił policję. – Poszłam na Kaczą Górkę – opowiada pani Aldona. – Czy chciałam odebrać sobie życie? Nie, chyba nie. Nie wiem, co chciałam zrobić. Po prostu poczułam ogromną bezradność, jakbym spadała w przepaść. 
Na szczęście policjanci znaleźli panią Aldonę. Zawieźli ją do szpitala. Tam została przebadana i wróciła do dzieci. 
Nauczycielka: Złego słowa nie mogę powiedzieć
Skoro warunki, które panują w budynku przy Wyspiańskiego, urągają ludzkiej godności, to Adamczykowie, gdyby tam trafili, prawdopodobnie straciliby 13-letniego syna i córkę z poważną niepełnosprawnością. Bo to nie są warunki dla dzieci i dla niepełnosprawnych. To oznaczałoby kolejny dramat i jeszcze większą rozpacz.  
Tymczasem sąsiedzi mówią o pani Aldonie, że to dobra matka, że ta rodzina nie zasłużyła na taki los. Podobnego zdania jest Iwona Pawlikowska-Zielonka, nauczycielka ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Nowej Soli, do niedawna wychowawczyni Weroniki, gdy dziewczyna się tam uczyła.- Pani Aldona troszczy się o każde dziecko – zapewnia Pawlikowska-Zielonka. – Nigdy nie było problemów. Zawsze, gdy uczestniczyliśmy w wyjściach grupowych, w wycieczkach, to pani Aldona była dostępna. Nigdy mi nie odmówiła pomocy, przez siedem lat, a to jest długo. Była przewodniczącą rady rodziców. Z Wiktorią nigdy nie było problemów wychowawczych, zawsze przygotowana, czysta, pięknie uczesana. Wszystkie składki klasowe były płacone. Nie mogę złego słowa powiedzieć o mamie Wiktorii, czyli pani Aldonie Adamczyk. Mam naprawdę wielki szacunek do taj pani, jako rodzica.
Nauczycielka próbowała pomóc. – Usłyszałam, że miasto nie ma innych mieszkań przejściowych – wzdycha.
Gdyby dali więcej czasu…
Owszem, Adamczykowie mogliby wynająć mieszkanie. Ale musiałoby ono być spore, skoro Weronika wymaga osobnego pokoju – taki zapis jest w jej orzeczeniu o niepełnosprawności. A spore mieszkanie, to spore koszty. Tymczasem komornik zajął część renty Weroniki, a także część pensji Eryka, czyli starszego syna. – Życie z niepełnosprawnym dzieckiem jest naprawdę drogie – mówi pani Aldona. Dwa lata temu kupili schodołaz. Dostali 7 tys. zł dofinansowania. 9 tys. zł musieli wyłożyć sami. Wzięli kredyt. 
– Gdyby ktoś dał nam trochę więcej czasu… – płacze pani Aldona. Ona nie pójdzie do pracy, skoro przez całą dobę zajmuje się córką. – Mąż znalazł niedawno pracę w Danii. Pracuje tam fizycznie. Zarobi i trochę się odkujemy. Może wyjdziemy na prostą? 
MOPS nie rozmawia
Może warto objąć Adamczyków pomocą opiekuna socjalnego, tak zwanego asystenta rodziny? Chcieliśmy o to zapytać w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Próbowaliśmy interweniować tam w środę. Ale wicedyrektorka MOPS nawet nie chciała rozmawiać. Przerwała w połowie wypowiedzi i odesłała do Ewy Batko, która jest przecież tylko rzeczniczką urzędu miasta i Milewskiego.
Skontaktowaliśmy się z Piotrem Żuberkiem, naczelnikiem wydziału gospodarki nieruchomościami. – Nie mamy innych lokali przejściowych – uciął krótko. Powiedział, że nie może z nami rozmawiać, bo się narazi szefowi (czyli Milewskiemu). I również odesłał do Batko.
Owszem wysłaliśmy w środę pytanie do Batko. Tradycyjnie nie odpowiedziała. Oto treść naszej wiadomości: „Do naszej redakcji z prośbą o pomoc zwróciła się mieszkanka Nowej Soli – Aldona Adamczyk. W piątek ma zostać eksmitowana do lokalu, który urąga ludzkiej godności. Pani Adamczyk zajmuje się córką z niepełnosprawnościami, która jest całkowicie zależna od matki. Dlaczego miasto wyznaczyło do eksmisji lokal, który nie tylko urąga ludzkiej godności, ale też w żadnym stopniu nie jest przystosowany do tego, by przebywała w nim osoba z niepełnosprawnościami?”. 
Odroczyli, ale na chwilę
– Przez cały czas wszyscy uporczywie powtarzali mi, że nic już się nie da zrobić, że musimy przenieść się do tego miejsca, bo miasto nie ma innych lokali przejściowych – zaznacza pani Aldona. Aż w końcu stał się chwilowy „cud”. Skontaktowaliśmy się z komornikiem sądowym Adrianem Stacheckim. Zapewnił nas, że eksmisja zostanie wstrzymana i odroczona w czasie. Co istotne, tylko na chwilę. Stachecki odesłał nas z pytaniami do komornika Marka Grzelaka, rzecznika Rady Izby Komorniczej z siedzibą w Poznaniu (pytania i odpowiedzi poniżej).
 
 
Regionalna: – Na jakim etapie jest to postępowanie i co się wydarzy w kontekście terminu eksmisji?
Marek Grzelak, rzecznik Rady Izby Komorniczej: – Obecnie, z uwagi na złożony przez panią środek zaskarżenia, komornik wstrzymał wszelkie czynności związane z ewentualnym dokonaniem opróżnienia lokalu do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia skargi przez Sąd Rejonowy w Nowej Soli.
Jak wygląda kwestia pomieszczenia tymczasowego?
– W toku postępowania egzekucyjnego komornik ustalił, że pani nie posiada tytułu  prawnego do innej nieruchomości lub lokalu zamiennego. Z kolei w wyroku sąd nie wskazał lokalu socjalnego. Gmina Nowa Sól-Miasto wskazała pomieszczenie tymczasowe, jednak komornik po oględzinach uznał, że nie spełnia ono wymagań pomieszczenia tymczasowego. Następnie gmina wskazała kolejny, jednak do czasu rozstrzygnięcia skargi wszystkie czynności komornika są wstrzymane.
Kto wyznaczył tej rodzinie takie, a nie inne pomieszczenie tymczasowe?
– Pomieszczenie tymczasowe wskazała Gmina Nowa Sól-Miasto.
Jakie będzie dalsze postępowanie w tej sprawie?
– Wszelkie dalsze działania w tej sprawie zależą od decyzji Sądu w kwestii rozstrzygnięcia skargi.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz