Strona główna » Szpital nie pomógł dziecku

Szpital nie pomógł dziecku

przez imperia

Pielęgniarka z izby przyjęć wydzwaniała po lekarzach, ale żaden nawet nie pofatygował się zobaczyć cierpiącej dziewczynki.
Andżelika (14 l.) poczuła silny ból brzucha, gdy wróciła ze szkoły do domu (środa, 11 stycznia). Zaczęła pluć krwią, mdlała.
 – Bolało ją tak, że nie mogła się podnieść z łóżka – opowiada jej ojciec, Andrzej Stefaniszyn,mieszkaniec Bukowiny Bobrzańskiej (gm. Żagań). – Bez zastanowienia wsiedliśmy do auta. Około godziny 15, zawiozłem córkę na izbę przyjęć do żagańskiego szpitala. Narzekała na silny ból, dlatego nie jechaliśmy do lekarza rodzinnego, tylko od razu na oddział. Uznałem, że nie ma co zwlekać.
Gdy pan Andrzej zdawał relację pielęgniarce, jego córka mdlała. – Andżelika czuła się coraz gorzej, tymczasem pielęgniarka nerwowo dzwoniła po lekarzach, aby któryś łaskawie zszedł ze swoje oddziału (mieszczą się na górnych kondygnacjach szpitala – przyp. red.) – wspomina A. Stefaniszyn. – Ani chirurg, ani pediatra nie chcieli się nawet pofatygować, by obejrzeć córkę. W końcu pielęgniarka oznajmiła, że Andżelika nie może być przyjęta, bo ma dopiero 14 lat, a w Żaganiu nie ma chirurga dziecięcego.
 
Za co płacimy składki?
Zdenerwowany pan Andrzej, wraz z pradziadkiem dziewczynki, Edmundem Gancarskim, zabrali Andżelikę z izby przyjęć, wsiedli w auto i pojechali do prywatnej żagańskiej przychodni „Medicus”. Tam lekarz wezwał chirurga, który stwierdził podejrzenie zapalenia wyrostka. Natychmiast wypisał skierowanie na zabieg do Szpitala Wojewódzkiego w Zielonej Górze. – Przyjechaliśmy tam o około godz. 18, a już po dwóch godzinach Andżelika trafiła na stół operacyjny. Diagnoza lekarzy była szokująca – ostre zapalenie wyrostka. Jeszcze kilkanaście minut i doszłoby do wylania – mówi ojciec 14-latki.
– Zachowanie pracowników żagańskiego szpitala jest dla mnie skandaliczne – zaznacza pradziadek Andżeliki. – Gdyby nie szybka reakcja prywatnego lekarza, prawnuczka mogła dostać wewnętrznego krwotoku. Nie wiem, za co płacimy składki zdrowotne, skoro odmawia się nam leczenia! – denerwuje się.
 
Groził poważnymi powikłaniami
Krzysztof Pierkoś, lekarz rodzinny i pediatria z przychodni „Medicus”, zanim wypisał skierowanie, zasięgnął opinii chirurga. – Naszym zdaniem, pacjentka nadawała się na oddział – zaznacza. 
Dwie godziny później Andżelikę badał Jan Nowak, ordynator oddziału chirurgi dziecięcej zielonogórskiego szpitala. – Przypadek wymagał zabiegu, inaczej groził poważnymi powikłaniami – zaznacza ordynator.
Sławomira Żelanowska, chirurg dziecięcy, przestrzega, że nieleczone zapalenie wyrostka robaczkowego może doprowadzić nawet do śmierci. – Powstają różnego rodzaju powikłania. To mogą być wewnętrzne krwotoki i zapalenia żył. Niedrożność wyrostka prowadzi do rozdęcia i wytworzenia ropnia, a następnie zakrzepów, niedokrwienia, zgorzeli i perforacji – wylicza niebezpieczeństwa.
 
Fakty, nie deklaracje!
Marek Femlak, wicedyrektor ds. medycznych 105. Szpitala Wojskowego w Żarach i Żaganiu, winą za nieprzyjęcie Andżeliki obarcza swoich pracowników. – To nic, że w Żaganiu nie ma oddziału chirurgi dziecięcej. W poważnych przypadkach dziecko może być nawet operowane w Żaganiu – zapewnia. – Rodzice tej dziewczynki zrobili błąd, że wyszli z izby przyjęć. Powinni byli wyegzekwować od dyżurnej pielęgniarki, aby zawołała któregoś z lekarzy. A lekarz powinien przeprowadzić konsultację i wydać skierowanie. W przypadku poważnego stanu, dziecko mogło zostać przewiezione szpitalną karetką na oddział chirurgi dziecięcej do Zielonej Góry – mówi Femlak. Wicedyrektor dodaje, że czeka na skargę rodziców w tej sprawie. – Rozpatrzymy ją jak najszybciej i wyciągniemy konsekwencje wobec osoby, która zawiniła – pielęgniarki, a może któregoś z dyżurujących lekarzy – zapewnia.
Rodzicom chorych dzieci nie wystarczą zapewnienia, że dyrektor wyciągnie konsekwencje. Chcą mieć pewność, że gdy o pomoc poproszą w szpitalu, nikt nie odeśle ich z kwitkiem, narażając tym samym zdrowie bądź życie ich dziecka.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz