– Chodzi o to, żeby było dwóch dyrektorów, a nie jeden? – pytała Bożenna Bukiewicz Alinę Rapacz, dyrektorkę Zespołu Szkół Specjalnych w Żarach. Posłanka, rodzice niepełnosprawnych uczniów, nauczyciele i urzędnicy ze starostwa spotkali się, by rozmawiać o przyszłości szkoły.
Ponad 140 niepełnosprawnych dzieci uczy się w szkole mającej zaledwie 500 m kwadratowych powierzchni. – To miejsce jest niebezpieczną klatką dla naszych dzieci. Nie ma nawet dojazdu dla karetki – denerwował się jeden z rodziców, mówiąc o budynku przy pl. Inwalidów, na poniedziałkowym (21.03) spotkaniu.
– Od 12 lat obiecuje nam się budowę nowej szkoły i ciągle jesteśmy zwodzeni – żaliła się Alina Rapacz, dyrektorka szkoły.
Cieślak obiecał
Kapitał wyborczy na szkole zbijał Marek Cieślak, starosta żarski, który jest odpowiedzialny za szkoły specjalne na terenie powiatu. Przed wyborami obiecywał, że nowa szkoła specjalna jest w jego programie. Teraz się z tego wycofuje.
– Co roku w budżecie powiatu brakuje 3 mln zł na oświatę. Musimy wybrać najbardziej optymalną opcję – przekonywał Olaf Napiórkowski, sekretarz powiatu i przedstawiciel starosty.
Wymaga generalnego remontu
Powiatowi urzędnicy wymyślili, że można przenieść Zespół Szkół Specjalnych do jednego z budynków, gdzie mieści się obecnie Ośrodek dla Dzieci z Wadami Słuchu i Mowy. – Budynek jest ponad 3 razy większy od obecnej szkoły – zachwalał Leszek Mrożek, naczelnik wydziału oświaty w żarskim starostwie.
– Ten budynek jest w okropnym stanie, wymaga generalnego remontu, jest zawilgocony – denerwowali się nauczyciele i rodzice.
Przedstawiciele starostwa przekonywali, że są w stanie wyremontować budynek i dostosować go do potrzeb osób niepełnosprawnych. – Wybudujemy dwie windy i przeprowadzimy kapitalny remont – obiecywał L. Mrożek.
Spod dziurawego dachu pod rynnę
– Pracowałam w kilku takich obiektach i to zawsze był chybiony pomysł, żeby umieszczać dzieci niepełnosprawne w starych budynkach i pałacykach. Perełek się z tego nigdy nie zrobi – mówiła jedna z nauczycielek ZSS.
– Chcemy, żeby było lepiej, a nie mamy gwarancji, że nie przejdziemy spod dziurawego dachu pod rynnę – dodała inna. W sali pojawiły się głosy, że dostosowanie budynku do potrzeb szkoły może kosztować więcej niż budowa nowej.
– Na budowę nie ma i nie będzie pieniędzy w powiecie – rozwiał wszystkie nadzieje O. Napiórkowski.
Kasa na remont
Przedstawiciele starostwa wyjaśnili, że na remont i dostosowanie budynku można dostać 80-procentowe dofinansowanie z Unii Europejskiej, a przy budowie takich możliwości nie ma. Koszty powstania nowej szkoły wyceniono na ponad 10 mln zł. – Według zapotrzebowania, jakie przedstawiła nam pani Alina Rapacz, szkoła musiałaby mieć 3.200 m kwadratowych – poinformował urzędnik ze starostwa.
– Pani się metry pomyliły – skwitowała marzenia dyrektorki B. Bukiewicz. Posłanka obiecała, że w ciągu trzech tygodni dowie się, jakie są możliwości finansowania budowy nowej szkoły ze środków ogólnopolskich i jeszcze przed Wielkanocą poinformuje o tym dyrekcję szkoły i rodziców.
Dwa w jednym
Zwolennikiem przeniesienia szkoły specjalnej na teren ośrodka dla dzieci z wadami słuchu jest jego dyrektor, Janusz Stasiak, który jest również orędownikiem połączenia obu placówek. – To logiczne rozwiązanie, bo administrowanie dwoma szkołami zwiększa koszty – przekonywał J. Stasiak.
Zażartymi przeciwnikami takiego rozwiązania są nauczyciele ZSS, którzy za wszelką cenę chcą zachować autonomię. – Będziemy walczyli, żeby nas nie wchłonęli. Nasze placówki to całkowicie inna specyfika. Chcemy iść w kierunku centrum, które zajmie się najbardziej upośledzonymi dziećmi, a starostwo nie widzi różnicy między szkołą specjalną a innymi ośrodkami. Wszystko wrzucają do jednego worka – wytykała Magdalena Gruca, wicedyrektor ZSS. Nauczyciele obawiają się, że po połączeniu nie będzie dla nich pracy – Nikt nam nie powiedział, że będziemy mieli zagwarantowane etaty – dodała M. Gruca.
– Wy się koncentrujecie na sobie. Najpierw trzeba pomyśleć o tym, co jest najlepsze dla dzieci, a potem o sobie – skrytykowała nauczycieli B. Bukiewicz. – Chodzi o to, żeby było dwóch dyrektorów, a nie jeden? – zwróciła się do A. Rapacz.
Połączenia nie wyklucza starostwo, choć L. Mrożek przekonuje, że na razie nie ma o tym mowy, więc dyrektorzy spokojnie doczekają końca kadencji. Kontrakt J. Stasiakowi kończy się w 2013 roku, natomiast A. Rapacz – w 2014 roku.



