Szeroka kadra, obóz w Kołobrzegu, nowinki techniczne – Piotr Michalewicz, prezes Odry Bytom Odrzański staje na głowie, żeby klub, któremu szefuje kojarzył się z profesjonalizmem. Bytomianie grają na razie w okręgówce, ale na horyzoncie jest już trzecia liga…
Przeciętnego Janusza interesują pieniądze. Ile kasy macie w Bytomiu?
Rok 2021 zamknęliśmy budżetem na poziomie 200 tysięcy. Patrząc na to, jak rozrasta się nasza organizacja, uważam, że to wciąż mało. W trakcie wyborów na prezesa powiedziałem, że budżet powinien być coraz wyższy. Raz, że inflacja, dwa, że koszty idą w górę. Dokładnie oglądamy każdą złotówkę. Sporo oszczędzamy, bo w prowadzeniu Odry pomagają mi ludzie i firmy, z którymi współpracuję prywatnie. Wykorzystuję różne przysługi na rzecz klubu, czasem załatwiam coś za symboliczną kwotę. Rok 2022 chcemy zamknąć na poziomie 300 tysięcy.
Stówa więcej, sporo…
Tak, ale swoje zaangażowanie w Odrę uzależniłem od współpracy i nastawienia miasta. Nie chodzi mi jednak o taką współpracę, że wyciągam rękę i dostaję, co chcę. Chodziło mi o zgodę na wspólne projekty. O to, żeby coś po sobie zostawić. Burmistrz poparł nasze plany budowy Centrum Sportowego Odra. Obiecał, że pomoże ze stadionem. Gdy zobaczyłem, że miasto nas wspiera, uznałem, że powinniśmy zadbać o wyniki sportowe, bo to pomaga przyciągać sponsorów. Kilku partnerów już powiedziało, że w przypadku awansu zaangażują się bardziej. Dbamy o socjal media, więc sponsorzy widzą, że potencjał reklamowy klubu jest spory.
A jak to wygląda procentowo? Jaką część kasy daje miasto, a jaką sponsorzy?
Kiedyś budżet Odry w osiemdziesięciu procentach opierał się na mieście, a w dwudziestu na prywatnej kasie. Teraz mamy pół na pół. Od sponsorów zebraliśmy prawie trzy razy więcej niż kiedyś. Ludzie myślą, że dostajemy większą kasę z miasta, ale to nieprawda. To cały czas 100 tys. Trochę mądrzej jednak liczymy. A jak na koniec trzeba coś dołożyć, to ja, jako prezes, biorę na siebie pełną odpowiedzialność. Zawodnicy przychodzą do nas nie tylko przez super atmosferę, ale też dlatego, że jesteśmy wypłacalni. Pilnujemy terminów i nie uzależniamy wypłat od transz z miasta. Jak trzeba, to sam wyrównuję chłopakom premie.
Wasz sztab trochę się rozrósł. Pojawiły się nowe osoby. To też koszty…
No tak, ale w tej materii też działamy z głową. Od strony fizjo pomaga nam Łukasz Kierul. Gdybyśmy się nie znali, pewnie policzyłby nam za obóz jak za zboże, ale współpracujemy od lat i dostaliśmy dobrą cenę. Wideo robi nam Rafał Baliszewski, świetny fachowiec. To koszt, który większość klubów pomija, ale ja wiem, że wizerunek przekłada na odczucia sponsorów. Do tego żona Marcelego Borowieckiego robi nam zdjęcia. Tak wyszło, że mają z Odrą rodzinny wyjazd, ale zaprosiliśmy też żonę i córeczkę trenera Grzegorza Tychowskiego. Trener długo był na granicy białoruskiej i nie chcieliśmy znów zabierać go najbliższym.
W środowisku mówi się, że słono płacicie zawodnikom. Jak jest z tymi wypłatami?
Mamy premie meczowe uzależnione od wyniku. Przedział tych premii, to 200-400 złotych, w zależności od jakości rywala, a dokładniej od miejsca, które zajmuje w tabeli.
Czyli stałych wypłat nie ma?
Nie. Preferujemy system motywacyjny, a nie taki, w którym nieważne, czy się stoi, czy się leży. Zabrzmię pewnie kontrowersyjnie, ale uważam, że płacimy symboliczne kwoty. Przekonujemy zawodników przede wszystkim rodzinną atmosferą. To nie gra pozorów. Gdzie indziej można dostać więcej. My stawiamy na małe magnesy ? dobre warunki do trenowania, obóz nad morzem. Piłkarzy przyciąga nasza „Buona sera”.
No właśnie, skąd wzięliście tę piosenkę?
Dawno temu puszczał ją Michał Konsewicz. Od dawna kojarzę ją z Bytomiem. Kojarzy mi się też z moim przyjacielem Patrykiem Dudkiem, który miał ją w swoim filmiku, gdy zdobywał mistrzostwo świata juniorów. Szybko przyjęła się w naszej szatni.
W tabeli macie solidną przewagę i tylko kataklizm może wam odebrać awans. Skąd taka ofensywa na rynku transferowym? Cieśla, Krajewski, Rozynek, Chałupka, Żukowski, to mocne nazwiska.
W Bytomiu nie budujemy zespołu na rundę, tylko na cały rok. W przypadku awansu nie chcemy szukać latem pięciu, sześciu zawodników. Chcemy zgrywać ich już teraz. Dajemy sobie czas na analizę i ewentualne drobne korekty.
A to nie jest przypadkiem tak, że budujecie kadrę, żeby od razu wygrać czwartą ligę? W środowisku nie brakuje głosów, że z tym co już macie, bylibyście w czubie.
Już raz się na takich deklaracjach przejechałem. Jak zostałem prezesem buńczucznie mówiłem o awansie. Po prostu jestem nauczony, że gra się po to, by wygrywać. Faktycznie chciałbym zrobić historyczny awans do trzeciej ligi. Tym bardziej, że to wszystko może się zgrać z powstaniem stadionu. To jedno z moich większych marzeń. Żona śmieje się, że inni marzą o dużych domach i super furach, a ja o awansie do trzeciej ligi. Chciałbym to dać naszemu miastu, gminie i powiatowi. Dla chłopaków z Bytomia też byłaby to wielka sprawa. Nie chce wchodzić do czwartej ligi i do ostatniej kolejki drżeć o utrzymanie. Chciałbym w niej coś znaczyć. O ile Warta nie spadnie, a Stilon awansuje, to wyścig o 3 ligę może być ciekawy.
Miasto, gmina, powiat…brzmi pan jak przyszły burmistrz…
O nie, to nie dla mnie. Chociaż muszę przyznać, że nie pierwszy raz słyszę to pytanie. Wolę zostać przedsiębiorcą, wolnym ptakiem. Nie nadaję się do samorządu, bo lubię być niezależny. Nie podoba mi się, że w samorządzie jest tak dużo niezasadnej krytyki. Poza tym każdy, kto przejmie schedę po burmistrzu Sauterze, będzie miał ciężko, bo to dobry gospodarz.
Wróćmy do piłki. Krajewski i Rozynek, to zawodnicy Dozametu, Cieśla ma papiery w Koronie. To lokalni rywale. Uda się dopiąć te transfery?
Na wszystkich chłopakach bardzo mi zależy. Specyfika zimowych transferów jest jednak trudna,. Prezesi mogą wołać tyle, ile chcą…
Kożuchów latem zawołał za Cieślę 6 tysięcy i Dozamet zapłacił…
No właśnie. Nie powiem, ile Dozamet chce za Przemka Krajewskiego i Tomka Rozynka, ale to podobne kwoty. Zależy mi na tych zawodnikach, ale to nie jest tak, że będziemy się godzić na wszystko. W Bytomiu nie ma Eldorado. Potrafię dobrze liczyć. Zwłaszcza, że za pół roku ci piłkarze będą do wzięcia za ekwiwalent albo za darmo. Z Koroną negocjacje są zaawansowane. Jesteśmy umówieni, że po obozie dopniemy kwoty. Negocjacje z Dozametem rozpoczęliśmy, ale nie mogę powiedzieć, że jesteśmy blisko mety. Raczej dopiero rozpoczynamy wyścig.
Rozumiem, że liczy pan na jakiś rabat w Koronie?
Trochę tak, ale wiem, że w Kożuchowie decyzje zapadają kolegialnie. W animozje między klubem a zawodnikiem nie wnikam. Patrzę tylko na dobro mojej drużyny. Chciałbym zrealizować transfery, ale nie za wszelką cenę. Chłopaki to rozumieją. Wiedzą, że będziemy szukali możliwości dogadania się. W rozmowach z Koroną mamy małą kartę przetargową, bo oddaliśmy do nich naszego bramkarza ? Alana Stankiewicza.
Słyszałem, że trener Janik zamiast Alana wolał Sebastiana Żukowskigo…
Faktycznie doszły mnie takie słuchy, ale akurat potrzebowałem Sebastiana w Bytomiu. Mamy dużo kreatywnych zawodników w środku, więc do kompletu potrzebny był jeszcze typowy walczak z dobrym rozegraniem. Sebastian ma te cechy i jest doświadczonym zawodnikiem, mimo że wciąż jest przed trzydziestką. Jak jest okazja, żeby pozyskać takiego piłkarza, to trzeba z niej korzystać. Nie jest też tajemnicą, że mamy dobre układy z Lechią. Gdyby Seba chciał grać gdzie indziej, nowy klub musiałby płacić. Do nas przyszedł za darmo. W Zielonej Górze pamiętają, że Mykitę Łobodę oddaliśmy bez kasy. W ten sposób zainwestowałem w przyszłość. Jak za pół roku będę się borykał z problemem młodzieżowca, to pierwsze kroki skieruję do Lechii.
Jak oceni pan kadrę Odry przed wiosną?
Mamy po dwóch ludzi na każdej pozycji. Rywalizacja jest niesamowita. Po treningach na obozie zawodnicy od razu padali na boisko, tak duża była intensywność. Zdarzały się oczywiście podostrzone sytuacje, faule, ale chłopaki od razu zbijali piątki. Patrzę na zespół i widzę jakość.
Słyszałem, że w Kołobrzegu obowiązywał specjalny regulamin. Co tam zapisaliście?
Proste rzeczy. Zawodnicy już przed wyjazdem wiedzieli, że nie jedziemy na wielką integrację. Nikt nikomu po pokojach nie chodził, ale nie chcieliśmy nieporozumień. Wspólną zabawę zaplanowaliśmy na ostatni dzień, a wcześniej miała być praca. Zresztą, gdyby ktoś miał odstawać na treningu przez procenty, to lepiej, żeby nie przychodził w ogóle. To nie była lista 70 zakazów. Parę punktów, np. kary za spóźnienia.
Klubowa kasa mocno schudła po obozie? Ile kosztował was tydzień pracy w Kołobrzegu?
Jakieś 40 tysięcy, ale trzeba pamiętać, że zabraliśmy 31 osób.
W drugiej, wiosennej kolejce gracie z Dozametem. Zapytam z przymrużeniem oka ? wpuszczą pana na stadion? W końcu chce pan wyciągnąć z Nowej Soli kluczowych zawodników…
Zarząd Dozametu może być na mnie zły, ale podejrzewam, że w odwrotnej sytuacji zrobiliby to samo. Miarą faceta jest skuteczność. I ja jestem skuteczny. Na bramce mi nie wychodziło. Dobrze, że wychodzi chociaż teraz.