Strona główna » Szczęście Budowlanych, szczęście kapitana

Szczęście Budowlanych, szczęście kapitana

przez imperia

Krzysztof Kikoła, kapitan Budowlanych Lubsko ożenił się w sobotę, 17.06. Na weselu bawili się jego koledzy z drużyny, która mimo porażki w ostatnim meczu tego sezonu, utrzymali się w IV lidze.
Ach, co to był za ślub! Na weselu czołowego piłkarza Budowlanych bawiło się blisko 100 osób. Po ceremonii w kościele w Lubsku, para młodych i goście bawili się do rana, w Starej Owczarni, w podżarskim Grabiku.
Krzysztof (31 l.) i Kamila (28 l.) byli parą od pięciu lat. Dwa lata temu piłkarz postanowił się jej oświadczyć.
 – Znaliśmy się z widzenia już dużo wcześniej, ale dopiero na jednej z imprez zaczęła się nasza miłość – mówi „Regionalnej” K. Kikoła. – Kamila pochodzi z Zabłocia.
Na weselu  bawili się również koledzy Krzyśka z zespołu: Paweł Bahyrycz, Tomasz Bahyrycz i Adrian Jeremicz. Jako ostatni dotarli na wesele trener Robert Ściłba i  prezes klubu, Sławomir Słobodzian. A to dlatego, że tego dnia Budowlani grali bardzo ważny mecz w IV lidze, w Górzycy, z miejscową Odrą. W przypadku przegranej i jednocześnie zwycięstwa Korony Kożuchów, spadali do okręgówki.
 Sędzia kalosz!
Z powodu ślubu, już na kilka miesięcy wcześniej było wiadomo, że w Górzycy lubscy piłkarze zagrają bez kapitana. Nie załamywali rąk. Na boisku, z racji kłopotów kadrowych, pojawili się w ich szeregach trener Robert Ściłba i prezes klubu, Stanisław Słobodzian.  W Górzycy Budowlani prowadzili do przerwy 1:0, po strzale Tymoteusza Dynowskiego, ale w drugiej połowie stracili aż cztery gole. Po porażce 1:4, do domu lubszczanie wracali załamani, bo Korona Kożuchów dostała trzy punkty za darmo – jej rywal, Spójnia, nie stawił się na mecz, bo jeden z piłkarzy także brał ślub, a jego koledzy bawili się na jego weselu. 
Trener Budowlanych przyznaje, że jego drużyna w Górzycy została skrzywdzona.
 – Rzadko komentuję pracę sędziego, ale dwie bramki były z niczego. Pierwszą gospodarze zdobyli z ewidentnej pozycji spalonej, drugą z jedenastki, której nie powinno być, bo nasz zawodnik nie dotknął piłki ręką w polu karnym – opowiada R. Ściłba. – Po stracie tego drugiego gola, arbiter nas porządnie wykartkował. Dostaliśmy aż sześć żółtych kartek i trzy czerwone.  Mecz Budowlani kończyli w ośmiu.
 Od smutku do euforii
Budowlani wracali przygnębieni. Trener z prezesem pędzili na wesele kapitana drużyny. – Zaraz po powrocie dotarła do nas informacja, że nasz zespół jednak utrzyma się w lidze, bo z rozgrywek wycofała się Formacja Port 2000 Mostki – dodaje R. Ściłba. – No szczęście w nieszczęściu.
Trener szybko wyskoczył z dresu, aby przywdziać garnitur na wesele kolegi. 
– On i pozostali piłkarze Budowlanych nie mieli tęgiej miny, ale gdy siedliśmy do weselnego stołu, szybko na ich  twarzach pojawił się uśmiech – mówi K. Kikoła.  – Ja osobiście miałem serce rozdarte, bo nie mogłem tego dnia pomóc swojej drużynie.
 Patera od prezesa
Od prezesa klubu, S. Słobodziana kapitan Budowlanych otrzymał pamiątkową paterę z herbem klubu oraz życzeniami  od działaczy i piłkarzy. Z kolei od byłego prezesa, obecnie starosty żarskiego, Janusza Dudojcia – wino i kopertę. 
 – To było szczęście przez łzy. Wydawało się, że już mamy utrzymanie, ktoś nas chciał wyrzucić z ligi, ale my się nie daliśmy – mówi J. Dudojć. – Wynik ostatniego meczu sędzia trochę wypaczył, ale mimo porażki, Budowlanym IV liga się należała, bo osłabieni dzielnie walczyli do końca o zachowanie ligowego bytu. Z drugiej strony dziwię się, że Spójnia nie przyjechała do Kożuchowa rozegrać meczu, choć tylko jeden jej zawodnik brał ślub. Ale szczęście nam dopisało. Budowlani spadli na cztery łapy.
Piłkarskie oczepiny i ciocia z Ameryki
Po piłkarskich emocjach, był czas na weselną zabawę. Najwięcej radości państwu Kikołom przysporzyli właśnie piłkarze Budowlanych. Tomasz Bahyrycz, Paweł Bahyrycz, Adrian Jeremicz i Robert Ściłba odśpiewali im piłkarska piosenkę „Jak długo na Wawelu”.
 -Tę piosenkę zawsze śpiewamy w autobusie czy szatni,  po zwycięskich meczach. Miałem dreszcze, gdy koledzy zanucili ją na weselu – mówi szczęśliwy Kikoła. – W ten dzień, mimo porażki w ostatnim meczu, cieszyliśmy się z utrzymania w lidze. Na początku wesela trener był zdenerwowany, ale im bliżej rana, tym było lepiej. Na poprawinach tryskał już humorem. Dziękujemy wszystkim gościom i „cioci z Ameryki”, która dała wspaniałe show. Tą ciocią był Tomek Bahyrycz, który jak zwykle dał czadu. W podróż poślubną Kikołowie wybierają się nad Bałtyk.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz