„Leczył” ludzi naturalnie, czyli odwodził od standardowej medycyny, diagnostyki, za to sprzedawał za ciężką kasę suplementy, środki do odrobaczania, a nawet rozcieńczalnik. W dodatku prokuratura nie widziała w tym nic złego, bo się do niczego nie przyznał. Teraz sprawa ruszyła ponownie. I tak oto 25-letni Oskar D., szarlatan z Nowogrodu Bobrzańskiego trafił do aresztu.
Kolejna odsłona historii szarlatana, który czerpał krociowe zyski, naciągając schorowanych ludzi, dając złudną nadzieję na ratowanie zdrowia i życia. We wtorek, 4 lutego, 25-latek został zatrzymany w Nowogrodzie Bobrzańskim. Usłyszał prokuratorskie zarzuty, a następnego dnia w środę, 5 lutego, decyzją Sądu Rejonowego w Zielonej Górze został aresztowany na okres 3 miesięcy.
-Przyczyną zastosowania tymczasowego aresztowania wobec Oskara D., była obawa matactwa, obawa ukrywania się lub ucieczki oraz grożąca surowa kara. Tymczasowe aresztowanie zostało zastosowane na 3 miesiące, do 4.05.-informuje Małgorzata Dobiecka Woźniak, sędzia Sądu Rejonowego w Zielonej Górze.
Przypomnijmy. O 25-letnim mieszkańcu Nowogrodu Bobrzańskiego pisaliśmy w poprzednim wydaniu. Mężczyzna zrobił sobie przynoszący kokosy biznes z naturopatii, zachwalając się jako publicysta, autor sześciu bestsellerów o leczeniu naturalnym.
Dowiedzieliśmy się, że jeszcze pod koniec września 2022 r. miał szukać pracy w okolicach Manchesteru, w Anglii. Wcześniej miał prowadzić firmę sprzedającą części samochodowe. Z Anglii miał wrócić do Polski i wówczas się przebranżowił. W grudniu 2022 r. miał przyjmować chorych jako „doświadczony” naturopata.
„Leczył” suplementami, środkami do odrobaczania, a nawet rozcieńczalnikiem. Jedna z „leczonych” przez niego pacjentek, 64-letnia pani Ewa, zmarła na raka po tym, jak poprzestała na jego terapii, rezygnując z diagnostyki i leczenia onkologicznego. Kupowała za to polecane przez niego specyfiki. Za grube tysiące złotych. Płaciła za nie z góry, podobnie jak za konsultacje poprzez messengera. Córka kobiety zawiadomiła Rzecznika Praw Pacjenta, Izbę Lekarską, w końcu poszła na prokuraturę.
Zaprzeczył, to umorzyli
Sprawę w tej chwili prowadzi Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze. Ale początek był trudny. Bo o sprawie niemal przed rokiem Prokuraturę Rejonową w Zielonej Górze poinformował zaalarmowany przez córkę kobiety Rzecznik Praw Pacjenta.
– Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w tej sprawie złożone zostało pismem z 20 lutego 2024 r. do Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze. Dotyczyło ono czynu polegającego na udzielaniu, w celu osiągnięcia korzyści majątkowych, świadczeń zdrowotnych w postaci rozpoznawania chorób oraz ich leczenia bez uprawnień. Zawiadomienie zawierało się na 5 stronach. Zawierało argumentację merytoryczną oraz odesłania do materiałów dowodowych – informuje Anna Hernik-Solarska, rzecznik prasowy Rzecznika Praw Pacjenta.
Na niewiele się to zdało. Bo po dwóch miesiącach sprawa została zamknięta.
– Postanowieniem z 23 kwietnia 2024 r. prokuratura umorzyła postępowanie. Ten dokument nie zawierał uzasadnienia. Po zapoznaniu się z aktami okazało się, że w sprawie prokurator przesłuchał jedynie tego pana, który wszystkiemu zaprzeczył. To w zasadzie wystarczyło do umorzenia postępowania – komentuje A. Hernik. Z biura Rzecznika Praw Pacjenta poszło zażalenie do sądu na decyzje prokuratora.
– Rozprawa obyła się we wrześniu 2024 r. w Sądzie Rejonowym w Zielonej Górze. Specjalnie na to posiedzenie pojechał radca prawny z biura Rzecznika Praw Pacjenta, specjalizujący się w błędach medycznych oraz prawie medycznym. Sąd po zapoznaniu się z naszą argumentacją uchylił postanowienie prokuratury. Z informacji, które posiadamy, wynika, że postępowanie zostało zabrane do innej prokuratury, wyspecjalizowanej w tego rodzaju sprawach – dodaje A. Hernik-Solarska.
Faktem jest, że sprawę przejęła nadrzędna Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze.
– Z końcem września oraz 5 lutego biuro rzecznika przekazało prokuraturze kolejne materiały w sprawie. Okazało się, że poszkodowanych osób może być znacznie więcej – uzupełnia A. Hernik-Solarska.
Skończył zaledwie gimnazjum
Co o sprawie mówi dziś Prokuratura Okręgowa?
– Zebrany w toku śledztwa materiał dowodowy wskazuje, że podejrzany, nie posiadając wykształcenia medycznego, prowadził działalność sugerującą profesjonalne usługi zdrowotne. Wcześniej zajmował się handlem częściami samochodowymi, lecz w 2023 roku zarejestrował działalność gospodarczą pod nazwą sugerującą specjalizację medyczną. Jako oficjalny zakres działalności wskazał naturopatię, choć wymagane w tym zakresie kursy ukończył dopiero pod koniec 2024 roku – wylicza Ewa Antonowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. Śledczy wiedzą już dziś, że mężczyzna legitymuje się wykształceniem… zaledwie gimnazjalnym.
Reklamował się na Facebooku, Instagramie i TikTok-u.
– Tam publikował treści sugerujące jego rzekomą wiedzę medyczną. Posługiwał się tytułami, które mogły wprowadzać pacjentów w błąd. Na nagraniach występował w kitlu lekarskim. Miało to uwiarygadniać jego kompetencje. Oferował odpłatne konsultacje online, w ramach których udzielał porad dotyczących leczenia różnych chorób – od schorzeń dermatologicznych po choroby onkologiczne- wyjaśnia E. Antonowicz.
Pseudomedycyna i podatki
W ramach czynności przeprowadzone zostały dwa przeszukania. Dziś już wiadomo na pewno, że policjanci weszli do miejsca jego zamieszkania, gdzie zabezpieczone zostały nośniki elektroniczne. Kryminalni przetrząsnęli także siedzibę firmy, czyli jego rodzinny dom w Nowogrodzie Bobrzańskim. Tam natknęli się na suplementy oferowane pacjentom. To trafiło do laboratorium w celu badań.
– W jednym z udokumentowanych przypadków podejrzany udzielał konsultacji pacjentce onkologicznej, dokonując samodzielnej interpretacji badań obrazowych i zalecając przyjmowanie niezweryfikowanych naukowo preparatów, w tym rozpuszczalnika chemicznego – dimetylosulfotlenku (DMSO). Jednocześnie namawiał pacjentkę do rezygnacji z biopsji nowotworowej oraz kontynuacji leczenia onkologicznego – tak przytoczoną historię 64-latki komentuje E. Antonowicz.
W aktach jest już opinia biegłego z zakresu medycyny sądowej, który napisał w niej, że działania podejrzanego mogły narazić pokrzywdzoną na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.
Ale to nie wszystko, bo jak się okazuje, zbijając fortunę na zaufaniu i desperacji ciężko chorych ludzi, kantował też państwo, wykazując zaniżone dochody.
Wałki na miliony
– Podejrzany czerpał znaczne profity z prowadzonej działalności. Z informacji od Generalnego Inspektora Informacji Finansowej wynika, że od stycznia 2023 roku do grudnia 2024 roku na jego konto wpłynęło 4 mln 169 tys. 200 zł, pochodzące z konsultacji i sprzedaży suplementów. Część była przelewana na inne rachunki bankowe oraz inwestowana, co stanowiło element procederu prania brudnych pieniędzy. Ustalono, że podejrzany podejmował działania mające na celu ukrycie źródeł pochodzenia środków oraz uniknięcie ich konfiskaty – podaje dalsze szczegóły E. Antonowicz.
Analiza deklaracji podatkowych nie pozostawiła wątpliwości, że cwany „przedsiębiorca” zaniżał wysokość podstawy opodatkowania. Za lata 2023-2024 wykazywał dochód w wysokości 2 mln 198 tys. 156 zł. Faktyczne wynosił on ponad 4 mln 100 tys. zł.
Mężczyzna nie przyznał się do winy. Wiadomo, że prokuratura zablokowała jego dziewięć rachunków bankowych. Do tej samej sprawy została zatrzymana jeszcze jedna osoba, ale prokuratura nie ujawnia żadnych szczegółów.
– Zarzuty, które usłyszał, to narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, prowadzenie działalności medycznej bez uprawnień, pranie brudnych pieniędzy oraz oszustwa podatkowe – podsumowuje E. Antonowicz.
44