Cztery razy wpadał z bronią do drogerii w Żaganiu i wymachiwał nią, strasząc pracowników i klientów.
Relacje świadków brzmią jak z filmu kryminalnego. Mężczyzna pierwszy raz wpadł do drogerii przy ul. Warszawskiej w sobotę, 26 marca. – Wyciągnął coś, co przypominało pistolet i krzyczał, że wszystkich pozabija – opowiada Weronika, jedna z pracownic. – Wyzywał nas od dziwek i kurew. Wrzeszczał jak jakiś psychol. Gdy zaczął do nas mierzyć z broni, przerażone uciekłyśmy z koleżanką i klientami na zaplecze. Przykro, że nie zareagował nikt z ochrony sklepu naprzeciwko. Pomógł nam za to jeden z przechodniów i napastnik uciekł.
Były w szoku
Pracownice mają pretensje do policji. – Nie chcieli przyjechać. Tłumaczyłyśmy im, że miał broń – dodaje Paula. – Gdy w końcu się zjawili, zbagatelizowali całą sytuację i nawet nie mieli zamiaru spojrzeć na zapis z monitoringu. Poprosili nas o podanie rysopisu, ale byłyśmy w szoku i nie potrafiłyśmy dokładnie go opisać. Zresztą wszystko było nagrane.
– Policjant zakomunikował: „Ja tu decyduję i będziemy robić tak, jak ja chcę” – relacjonuje klientka, która była w sklepie podczas napadu. – Radiowóz szybko odjechał i sprzedawczynie zostały z tym same. Wydaje mi się, że jeśli pojawia się szaleniec z bronią, to cała policja powinna zostać postawiona na nogi, by go jak najszybciej złapać i by ludzie byli bezpieczni. A oni nawet nie przeszli się po okolicy, by rozpytać o niego w pobliskich sklepach.
Jeszcze trzy razy
Kolejny raz szaleniec pojawił się w drogerii dwa dni później, w poniedziałek, 28 marca. Do sklepu wchodził aż trzykrotnie. Tym razem wymachiwał nożem. W końcu przerażone ekspedientki zamknęły drzwi i ponownie wezwały pomoc.
Policjanci ujęli szaleńca jeszcze tego samego dnia. Okazał się nim 36-letni Krzysztof Ś., jak się dowiedzieliśmy – psychiczne chory. Został tymczasowo aresztowany. Odpowie za groźby pozbawienia życia.
– Ustalamy, czy miał prawdziwą broń, czy atrapę – mówi podinspektor Sylwia Woroniec, oficer prasowy KPP Żagań. Rzeczniczka odpiera zarzuty napadniętych kobiet. Zastrzega, że policjanci swoją pracę wykonywali zgodnie z procedurą, a poszukiwania mężczyzny rozpoczęli po pierwszym zgłoszeniu.
Drogeria wynajęła ochronę.


