Był świadkiem ciężkiego wypadku. Do dyspozycji miał tylko swoje doświadczenie i wiedzę.
Dorota Banaszewska (42 l.) ze Szprotawy wracała z pracy, gdy u zbiegu ul. Żagańskiej z obwodnicą miasta jej forda fiestę staranowało bmw. Zderzenie było silne, kobieta została uwięziona w aucie.
Maciej Maćków, strażak z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Żarach, przejeżdżał przypadkiem, był po pracy.
– W zasadzie widziałem ten wypadek – tłumaczy. Nie wahał się ani chwili.
Odłączył akumulator we wraku auta. Szybko się zorientował, że poszkodowana kobieta została uwięziona. W samochodzie miał tylko rękawice.
– Najważniejsza była jego obecność. Że był przy mnie. Tamci próbowali uciekać. Tak bardzo się bałam – płacze pani Dorota.
M. Maćków szybko ocenił, że obrażenia pani Doroty są poważne. Wsiadł do jej auta, na tylne siedzenie. Chwycił oburącz głowę. Cały czas do niej mówił. Wspierał.
W tym czasie inni świadkowie zadzwonili po pomoc.
– Ja miałem zajęte ręce, nie mogłem puścić, żeby nie doszło do poważniejszych obrażeń – tłumaczy. Trzymał tak długo, aż przybyła pomoc. A nawet dłużej.
– Bardzo go prosiłam, żeby mnie nie zostawiał, gdy strażacy rozcinali blachy samochodu. To było dla mnie bardzo ważne – przeciera oczy pani Dorota.
– Dobrze wiem, jak ważne jest wsparcie psychiczne. Gdy usłyszałem, że będą ciąć, musiałem zostać w środku – tłumaczy pan Maciej.
Ranna została przetransportowana śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Zielonej Górze. Miała uraz brzucha, biodra i przedramienia.
Blizny jak pamiątka
Pani Dorota pokazuje duże blizny na rękach.
– Lekarze musieli umieścić tam śruby. Ale jestem już w dobrej formie, choć czas po wypadku był bardzo ciężki. Jestem przekonana, że te pierwsze chwile bardzo pomogły. Miałam wsparcie, nie było we mnie rezygnacji. Stąd siła, by walczyć – tłumaczy D. Banaszewska.
– Obiecaliśmy sobie, że musimy odnaleźć człowieka, który tak bardzo pomógł. Jesteśmy mu wszyscy bardzo wdzięczni – mówi Piotr Błaszuk, ojciec pani Doroty.
– Mnie nawet trudno znaleźć słowa, którymi mógłbym wyrazić wdzięczność – wzrusza się Tomasz Banaszewicz, mąż pani Doroty.
I to właśnie od nich przełożeni M. Maćkowa dowiedzieli się o całym zdarzeniu, bo on sam… o tym w pracy nie wspomniał.
– Komuś chyba mówiłem, ale rzeczywiście może jakoś specjalnie nie opowiadałem – tłumaczy bohaterski strażak.
To najważniejsze
W żarskiej komendzie wszyscy wiedzą, że M. Maćków jest bardzo skromny.
– Bycie strażakiem zawsze było moim marzeniem. W służbie jestem od 6 lat. To taka praca, że nie przestaje się służyć ludziom po zdjęciu munduru – dodaje.
– Postawa pana Maćków jest doskonałym przykładem, że rota ślubowania jest głęboko w sercu każdego strażaka, bez względu na okoliczności, czas i miejsce zdarzenia. Jest wzorem do naśladowania dla wszystkich funkcjonariuszy – mówił (20.01.) na uroczystej zbiórce mł. bryg. Mariusz Morawski, komendant powiatowy PSP w Żarach. Zapewnił też, że wystąpi do komendanta wojewódzkiego o przyznanie nagrody panu Maćkowi.
– Dla mnie najważniejsze jest, że pani Dorota odzyskała zdrowie. To największa satysfakcja – kończy M. Maćków.
21
Poprzedni artykuł