Dariusz Straus we wtorek przestanie być wójtem gminy Siedlisko, bo przegrał z kretesem wybory z Danielem Kołtunem i mieszkańcami, którzy od kilku lat patrzyli Strausowi na ręce. Pewne jest jedno. Ustępujący wójt długo nie da o sobie zapomnieć.
Ostatnio napisaliśmy o zadłużeniu Samorządowego Zakładu Budżetowego na kwotę 200 tys. zł. To jedno z wielu kukułczych jaj, które ekipa rządząca Siedliskiem przez minione ćwierć wieku zostawia swoim następcom.
Wielkie sprzątanie
Straus wreszcie [paywall] zlecił wysprzątanie gminnej działki, a w zasadzie jej fragmentu, który się ostał po wykopaniu przed laty wielkiej dziury. Na wspomnianym fragmencie działki, który znajduje się za podstawówką w Siedlisku, Straus urządził dzikie wysypisko. Od dawna po różnego rodzaju remontach choćby dróg i chodników pozwalał na zwożenie tam odpadów, czyli różnego rodzaju resztek gruzu, szlaki, ziemi itd. Bardzo dużo tego typu odpadów trafiło tam w minionych miesiącach, gdy trwały remonty gminnych dróg za pieniądze z Polskiego Ładu.
O wysprzątanie skrawka działki walczyły tradycyjnie Danuta Wojciechowska i Jolanta Mokwińska, mieszkanki Siedliska. I ku ich wielkiemu zdziwieniu, Straus kilka dni temu zarządził pospieszną wywózkę odpadów, tak jakby chciał zdążyć przed 7 maja, kiedy to opuści gabinet w urzędzie gminy, który okupował przez ponad ćwierć wieku. Radość Wojciechowskiej i Mokwińskiej z udanej interwencji jest jednak połowiczna.
Drugie dno
Wywożenie odpadów ma swoje drugie dno. Trafiają na prywatną działkę jednego z mieszkańców – dobrego kolegi wójta, pracownika urzędu gminy. Ta działka znajduje się przy hydroforni. Odpady z budowy dróg często są nasączone różnymi szkodliwymi substancjami. Stąd obawy Wojciechowskiej i Mokwińskiej, że siedliskowe odpady również są nasączone i z czasem zatrują gminną wodę.
O sprawie powiadomiliśmy WIOŚ. Czekamy na kontrolę.
21