Marzenia o byciu mamą przerwał tragiczny wypadek. Zginął w niej nienarodzony synek, Klaudii Janiszewskiej (32 l.) z Drzeniowa. Ona sama walczy o powrót do zdrowia.
Tragicznego październikowego wieczoru nie zapomni do końca życia. Bo zmienił je już na zawsze.
Klaudia Janiszewska jechała z Lubska do Drzeniowa (gmina Tuplice) 11.10. Była w ciąży. Dokładnie za tydzień, 18.10., miała urodzić wyczekiwanego synka, Nikodema. Tego dnia była u lekarza. Usłyszała, że synek jest zdrowy i dobrze się rozwija.
W Nowej Roli, na głównym skrzyżowaniu w centrum wsi kia, którą jechała, mocno poobijana wylądowała w kępie drzew i krzewów na skrzyżowania w pobliżu kościoła. Było po godz. 19.
– Nie pamiętam wypadku. Kojarzę tylko moment, jak wyjeżdżałam z Lubska. Potem już nic – mówi Klaudia.
Trafiła do Szpitala na Wyspie. Gdy tylko dotarła, wykonano cesarskie cięcie. Niestety, życia dziecka nie udało się uratować. Lekarze mówili, że wskutek wypadku oderwała się macica. Maluszek wykrwawił się na śmierć.
Klaudia została przetransportowana helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Zielonej Górze.
Miała złamany bark oraz miednicę. Doznała krwotoku wewnętrznego. Lekarze przetoczyli jej ponad trzy litry krwi. To wywołało późniejsze komplikacje. Ponad trzy tygodnie leżała w śpiączce farmakologicznej. Pojawiały się kolejne problemy spowodowane odmą płucną, ciężkie zapalenie płuc i zapalenie krwi.
– Gdy się ocknęłam po wypadku, najpierw byłam zaskoczona, dlaczego nie przyszli do mnie z Nikodemem – zniża głos pani Klaudia. Po jej twarzy płyną łzy.
Od dawna mieli imię dla dziecka. Kupowali rzeczy, wszystkie drobiazgi.
Czas działa na niekorzyść
Ze szpitala została wypisana dopiero z końcem listopada. Potem jeszcze była tam przez kilka dni w styczniu. Pokazuje wielkie blizny na brzuchu, na nodze. Ale nie to jest najgorsze.
Wcześniej była samodzielna. Pracowała. Teraz sama wciąż nie może się poruszać, funkcjonuje tylko dzięki pomocy partnera, Marka Buko oraz taty, Henryka Janiszewskiego.
Obok jej łóżka stoi przenośna toaleta, do której jest w stanie się zsunąć. Porusza się na wózku inwalidzkim.
Pan Henryk zrezygnował z pracy, żeby pomagać córce. Pan Marek pracuje w energetyce. Opiekują się Klaudią na zmianę.
– Tata miał stan przedzawałowy. Bardzo się o niego martwię – tłumaczy cicho pani Klaudia.
Przeszła dwie operacje zespolenia biodra, ale lekarze orzekli, że musi mieć wszczepioną endoprotezę stawu biodrowego.
– Na razie słyszymy, że trzeba czekać, że się jeszcze wszystko dobrze nie pozrastało. Jeszcze gorzej jest z barkiem. Bo powiedzieli, że najpierw trzeba zrobić biodro. Okazuje się, że operacja mogłaby być w 2027 r. – rozpacza pan Henryk.
Do tego problemy z płucami. Przede wszystkim z oddechem. Zwłaszcza gdy Nikoś staje jej przed oczami.
Pojechać na grób
Do tego Klaudia bardzo źle znosi czas, kiedy w najdrobniejszej sprawie musi prosić o pomoc.
Jeszcze kilka miesięcy temu była w pełni samodzielną osobą. Pracowała w sklepie obuwniczym, znanej sieciówce. Potem razem z Markiem czekali na upragnione dziecko.
Gdy usłyszała od lekarzy, że może wstać, pierwsze, o czym pomyślała, to, że musi pojechać na grób synka. Nikodem pochowany jest w Starej Wodzie. Nie mają tam grobów rodzinnych, ale już postanowili, że w przyszłości będą.
– Rodzice wykupili miejsce obok Nikosia. Chcą leżeć koło niego – płacze Klaudia.
Trudno jej żyć ze świadomością, że nigdy nie przytuli synka.
Pragnienie, by być mamą
Teraz martwi się też o pracę.
– Umowę mam do lutego. Trudno powiedzieć, czy mi ją przedłużą. Tak bardzo chciałabym wrócić do pracy – w jej oczach pojawiają się łzy.
Do tego dochodzi świadomość upływającego czasu.
– Nie mogę być rehabilitowana, bo wyjazdy wiążą się z bólem. A gdy pytaliśmy o rehabilitację w domu, to usłyszeliśmy, że NFZ płaci tyle, że na paliwo rehabilitantowi nie wystarczy – tłumaczy ze smutkiem.
Ratunkiem mogłaby być prywatna rehabilitacja. Na to nie mają pieniędzy. Bo oszczędności już stopniały. Na codzienne dojazdy do szpitala, po lekarzach. Martwią się też odległym terminem operacji.
– Chcemy szukać pomocy u kolejnych specjalistów. Ona po prostu nie może tyle czekać, bo każdy kolejny dzień jest coraz trudniejszy. A co tu mówić o latach? Liczymy, że znajdą się ludzie z wielkim sercem. Że zechcą pomóc młodej dziewczynie, której jedynym marzeniem jest powrót do sprawności – dodaje H. Janiszewski.
Na portalu Pomagam.pl została założona zrzutka na leczenie i rehabilitację Klaudii.
– Wszystkim bardzo serdecznie dziękuję. Za każdą złotówkę i za każde dobre słowo. Teraz tym bardziej wiem, że nie mogę się poddać – kończy K. Janiszewska.
