Grad goli, czerwona kartka i obroniony rzut karny. Tak było w meczu Start Płoty – Moczynianka Moczyń. Pierwsza drużyna już pogodziła się ze spadkiem, druga wciąż jest w grze o pozostanie w okręgówce.
W Płotach wciąż czekają na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Miało ono nadejść w meczu z Moczynianką, w końcu przyjeżdżała drużyna z dołu tabeli, która ma spore problemy z kontuzjami. Dodatkowo gospodarze podchodzili do tego spotkania zmotywowani dobrym wynikiem z Zorzą Ochla (1:1).
Niestety mecz im nie wyszedł i już po 15 minutach zawodnicy Startu krzyczeli do siebie: „Pany co my robimy? Obudźmy się!!! Oddajemy im bramki za darmo!!!”.
Masz go Adi!!!
Strzelanie w 10 minucie zaczął Jakub Iwańczuk. 5 minut później gola dołożył Kamil Malaszewski, a w 38 minucie na listę strzelców wpisał się jeszcze Emilian Kiciński. Wszystkie bramki padły po błędach defensywy. Do przerwy było 3:0 dla gości. W drugiej połowie Płoty zrobiły kilka zmian i ruszyły po gola. Nie udało im się jednak poważnie zagrozić bramce Aleksandra Szweda. Wynik podniosła za to Moczynianka. W 56 minucie znów przypomniał o sobie J. Iwańczuk. Start honorowe trafienie zanotował w 67 minucie. Po składnej akcji na pustą bramkę strzelił Krystian Turoboś. Wydawało się, że mecz jest już tylko do dogrania, ale nic bardziej mylnego. Prawdziwe emocje dopiero miały nadejść. W 85 minucie Moczyninaka wyszła z kontrą. J. Iwańczyk próbował przelobować przed polem karnym bramkarza Płotów. Konrad Motykiewicz zatrzymał piłkę ręką i sędzia dał mu czerwoną kartkę. Start kończył mecz w osłabieniu. Na bramce stanął Adrian Marczenia, zawodnik z pola. Po chwili zakotłowało się w polu karnym, jeden z zawodników Moczynianki został wycięty i sędzia wskazał na 11 metr. Do piłki podszedł E. Kiciński.
– Masz go Adi! – motywowali koledzy z drużyny. Adi rzucił się w lewy i wybronił mocny strzał.
Mecz zakończył się wynikiem 5:1, bo tuż przed końcowym gwizdkiem J. Iwańczuk zaliczył jeszcze jedno trafienie.
Podszedł go psychologicznie
Wojciech Sawicki, trener Moczyninaki, zdradza, że przy karnym wkradła się do drużyny samowolka. – Strzelał nie ten zawodnik, który jest wyznaczony do karnych. Przy 4:1 już widocznie było rozluźnienie, dogadali się między sobą i nie wyszło – mówi szkoleniowiec.
– To była gra psychologiczna – opowiada bohater gospodarzy, czyli A. Marczenia. – Widziałem, że zawodnik patrzył się w mój prawy róg, stwierdziłem, że pójdę psychologią odwrotną i rzucę się w drugi. Udało się, karny wyciągnięty – mówi.
Ze swojej gry Adi nie był jednak zadowolony. – Starałem się dać z siebie wszystko, ale zawaliłem przy trzeciej bramce, bo źle przyjąłem piłkę i wyszedł z tego gol. Takie błędy nie mogą się zdarzać – powiedział. 
Nie jesteśmy leszczami do bicia
– Przyjechaliśmy do rywala, który w ostatnim meczu w Ochli udowodnił, że potrafi grać w piłkę. Zremisował na trudnym terenie, więc byliśmy przygotowani na ciężką przeprawę. Mimo, że Płoty są na ostatniej pozycji, to podeszliśmy z szacunkiem do nich, graliśmy poważny mecz i cieszę się, że udało nam się wygrać – mówi W. Sawicki. Przyznaje, że ostatnio ma problem ze składem. – W Przyborowie posypała nam się drużyna. Tam był złamany bark, skręcona kostka więc wypadło nam dwóch ludzi. Jeden wyjechał teraz do pracy za granicę. Kadra nam się uszczupliła, ale szukamy nowych zawodników, bo chcemy walczyć o utrzymanie. Na dzisiaj je mamy. Górzyn nam ucieka, ale jeszcze go złapiemy – zapewnia trener Moczynianki. 
W Płotach też jest bojowe nastawienie: – Myślimy już tylko o tym, żeby się honorowo pożegnać z okręgówką, ale przebudujemy zespół w A klasie i postaramy się znów awansować do okręgówki, żeby udowodnić, że Płoty nie są leszczami do bicia – zapowiada A. Marczenia.
W najbliższą sobotę (14.05.) Płoty czeka wyjazdowy mecz z Chynowianką. Moczynianka tymczasem podejmie u siebie Łęknicę.
19
Poprzedni artykuł