Rodzice Niny chcą poznać prawdę i ukarać winnych śmierci swojej córki. – Codziennie przeżywamy ogromny ból. Ból, który zostanie z nami już na zawsze – mówią Monika i Sławomir Sienkiewicz.
Po ściągnięciu zwłok Niny z Holandii do Polski i pochowaniu czternastolatki na cmentarzu w Żaganiu (we wtorek, 8 kwietnia) Monika i Sławomir Sienkiewicz wynajęli śledczych z Centrum Badań Kryminalistycznych Modus Spectrum. Ci zlecili biegłemu z zakresu informatyki odblokowanie telefonu Niny i zgranie danych z SMS-ów, komunikatorów internetowych, maila, portali społecznościowych. Udało się im odblokować telefon Niny w środę, 23 kwietnia.
– Teraz czeka ich żmudne zgrywanie wszystkich danych. Będziemy je mieli po majówce – mówi S. Sienkiewicz. – Potrwa to chwilę, bo śledczy chcą też przywrócić skasowane przez córkę dane.
Odciął ją brat
Przypomnijmy, czternastoletnia Nina powiesiła się we własnym domu w Helmond w Holandii, gdy rodzice byli w pracy, a brat w szkole. Jej pochodzący z Żagania ojciec, matka oraz brat twierdzą, że padła ofiarą hejtu. Była gnębiona, wyzywana, upokarzana i wyśmiewana przez rówieśników. Nina powiesiła się na linie, którą przymocowała do balustrady. Martwą 14-latkę we wtorek, 1 kwietnia, znalazł jej starszy brat Beniamin, gdy wrócił ze szkoły.
Dzień wcześniej dziewczynka „ćwiczyła” węzły. Jak powiedziała mamie – w ramach przygotowań do zajęć ze skautingu. Mama przyłapała ją na tym, gdy przyjechała niespodziewanie do domu, bo dowiedziała się, że Nina kolejny raz nie poszła do szkoły. Jak się okazuje, bała się, że znowu będą ją dręczyć „koledzy” z jej klasy. Na schodach przy martwej dziewczynce leżał jej notes, telefon i nóż. Nina zostawiła też w różnych miejscach w domu dwa listy pożegnalne – w tym jeden przedarty na pół, w miejscu, gdzie narysowała serduszko.
W poszukiwaniu różowego notesu
Być może powody samobójstwa kryje też w sobie różowy notes Niny, którego jej rodzice ciągle poszukują w domu.
– Córcia zwierzała się w nim ze swoich sekrecików i przemyśleń. Aby go odnaleźć, codziennie przeszukujemy pokój Niny, szuflada po szufladzie, kartka po kartce. Wiemy, że robiła w nim notatki jeszcze dzień przed śmiercią, będąc na obiedzie u naszej znajomej, pani Eli. Nie znaleźliśmy też drugiego skrawka listu pożegnalnego, z przedartym na pół serduszkiem. W pokoju natrafiliśmy jedynie na pojedyncze kartki z napisem typu „Karma wraca”. Strasznie bolą takie słowa, bo tak naprawdę ta zła karma, którą skierowała do swoich dręczycieli, bardziej boli nas, niż tych łotrów – opowiada pani Monika.
Rodzice 14-latki nie wykluczają też, że różowy notes mógł być w jej szkolnej szafce, ale ktoś go przed nimi ukrył i zniszczył.
Ukarać winnych!
Rodzice Niny zapewniają, że nie podarują tym, którzy mogli przyczynić się do śmierci ich córeczki.
– Jeśli będziemy mieli mocne dowody na dręczenie córki i konkretne nazwiska uczniów, złożymy zawiadomienie na policję i prokuraturę, zarówno w Holandii, jak i Polsce – zapowiadają. – Z drugiej strony przykre jest to, że holenderskie służby nie zajęły się wyjaśnieniem sprawy tak, jak to robi polska prokuratura. Śledczy z Helmond od razu wykluczyli udział osób trzecich, nie podejmując żadnych dodatkowych czynności. Nasze mieszkanie zostało bardzo pobieżnie przeszukane, nikt z jej rówieśników nie został przesłuchany.
Takie prawo
Rodzice Niny zmagają się nie tylko z żałobą po stracie córki, ale i bezdusznością systemu.
– Co ciekawe, niedawno policja pojawiła się u nas w domu, chyba bardziej wyczuć nasze nastroje – dodaje pani Monika. – Zapewniali nas, że takie dręczenie i prześladowanie, czyli pośrednie wpływanie na próbę samobójczą, nie jest karalne w ich kraju. I nic nie mogą zrobić. Wtedy Sławek zapowiedział, że mając imiona tych chłopaków, zapyta ich, dlaczego dręczyli naszą córkę. Na to policjanci się strasznie oburzyli. Nasz syn Beniamin dostał ostrzeżenie od dyrekcji szkoły, że jeśli wypomni „kolegom” swojej siostry śmierć Niny, to wystąpią o zakaz zbliżania się do placówki.
Rodzice Niny przyznają, że żyją w strasznym cierpieniu.
– Codziennie dręczy nas pytanie, czy można było temu zapobiec. Jak córka wymyśliła sobie to samobójstwo? Nam nigdy nie przyszło do głowy, że ona myśli o tak skrajnym rozwiązaniu – podkreśla pani Monika. – Ich chciała ukarać, ale to nas bardziej skrzywdziła. Ból zostanie na całe życie. Ogromny ból. Każdy dzień przynosi nam kolejne cierpienie. Wróciliśmy do pracy, aby tak dużo nie myśleć. Z drugiej strony trudno się skupić na pracy. My już z tym bólem zostaliśmy na zawsze.
Do tematu wrócimy.
111
Poprzedni artykuł