Mieszkańcy gminy Kolsko mówią o katastrofie. Z kanału Obrzyckiego odłowiono setki śniętych ryb. WIOŚ uspokaja i mówi, że to „przyducha”, czyli naturalne zjawisko.
– Szczupaki, liny, okonie, wszystko można znaleźć – mówi Henryk Paryż, kiedyś sołtys wsi Tatarki. Martwe ryby dryfowały na kanale Obrzyskim tuż pod mostem.
– Jest gorąco, woda zaczyna kisnąć, a cały tlen zabierają niewykoszone rośliny. Lin siedzi zwykle w mule, szczupak też jest przy dnie, a w tej chwili wszystko wypływa, żeby złapać tlen. Wczoraj kolega odgarnął śnięte ryby i do ręki złapał 20-centymetrowego szczupaka. Przy większych upałach to się już kilka razy u nas zdarzyło. Ale jak nie ma normalnego przepływu wody, to co się dziwić – mówi H. Paryż.
Śmiertelna przyducha
We wtorek (22.08.) na miejscu pojawiły się służby. Strażacy rozwinęli zaporę, a Wody Polskie wspólnie z przedstawicielami Gospodarstwa Rybackiego Sława i Polskiego Związku Wędkarskiego z okręgu zielonogórskiego odławiały śnięte ryby. We wtorek wyciągnięto jej około 60 kg. – Głównie drobnica. Setki małych rybek – słyszymy od strażaków. Akacja ma potrwać jeszcze przez kilka dni, bo woda na kanale stoi i prąd jest bardzo słaby.
Na miejscu byli też inspektorzy WIOŚ. W trzech miejscach pobrali próbki wody do badań laboratoryjnych.
– Na miejscu przebadaliśmy parametry wody. Najprawdopodobniej do śnięcia ryb doprowadził zakwit sinic. To zjawisko naturalne, które jest konsekwencją zjawisk atmosferycznych. Jest niski stan wody i wysoka temperatura – tłumaczy Joanna Michalik-Pietraszak, rzeczniczka lubuskiego WIOŚ.
– Prawdopodobną przyczyną śnięcia ryb była tak zwana przyducha, a więc niskie natlenienie wody oraz zakwit glonów, co w tym rejonie, o tej porze roku ma miejsce rokrocznie – mówi Jarosław Garbacz, rzecznik Wód Polskich.
– Podczas dokonanej wizji terenowej zarówno z tafli wody, jak i z brzegów, nie stwierdzono masowego zjawiska śnięcia ryb, a martwe sztuki w pojedynczych skupiskach były niewielkich rozmiarów – dodaje. Żeby poprawić sytuację otwarto jeden z jazów, a także dokonano częściowego zrzutu wody zgromadzonej w Południowym Kanale Obry. Wymusiło to ruch wody w jeziorze i jego ujściu na odcinku w stronę miejscowości Tatarki. Ma to zwiększyć natlenienie. 
Zaniedbana Obrzyca
Kamila Florczak, radna z Kolska, we wtorek była na Obrzycy.
– Katastrofa – komentuje. W okolicach Jesionki też były śnięte ryby. Potwornie zaniedbana jest też rzeka w Konotopie. Radna była na tzw. Lączkach, czyli mostku na Głuszycę. Tam woda wygląda jak zupa. Mało tego, pływają śmieci i opona.
– Reklamujemy się turystyką i słusznie, bo rzeka jest urokliwa. Problem w tym, że strasznie zaniedbana. Więc nie dziwmy się, że wyławiamy śnięte ryby i co roku mamy problem z niskim stanem wody. Nam się tu marzy, żeby po Obrzycy można było pływać kajakami. Jeszcze wczesną wiosną to możliwe, ale latem to nawet niebezpieczne, bo się ugrzęźnie na mieliźnie, a wystarczy pojechać do Kargowej, czy do Wolsztyna, żeby przekonać się, jak tam dbają o rzekę i jak przygotowali infrastrukturę pod turystykę – tłumaczy K. Florczak. Radna wie co mówi, bo na wiosnę wspólnie ze swoim stowarzyszeniem „Wiedźmy z Kolska” i wolontariuszami na kajakach czyścili Obrzycę ze śmieci. – Znaleźliśmy nawet martwego dzika – mówi.
Jej zdaniem sytuacji nie uratuje samo koszenie. – Potrzebne jest pogłębienie i odmulenie rzeki – mówi K. Florczak.
31
Poprzedni artykuł