Strona główna » Sędzia wywalczył sprawiedliwość

Sędzia wywalczył sprawiedliwość

przez Adam Sommerfeld

Piłkarz, który opluł sędziego, ma mu zapłacić zadośćuczynienie. Tak orzekł Sąd Okręgowy w Zielonej Górze. Czy po tym wyroku zawodnicy będą się bardziej hamować na boisku?
Od pamiętnego meczu Cuprum Czciradz – Piast Trzebiechów minęły już trzy lata. W tym czasie drużyna z Czciradza przestała istnieć. Pamiętnego dnia sędzia Wojciech Ganczar już w pierwszej połowie zakończył spotkanie. Po tym, jak podyktował rzut karny dla Piasta, na boisku zrobiło się nerwowo. Młody arbiter twierdził, że został zwyzywany i opluty przez doświadczonego zawodnika Cuprum. Czuł się zagrożony, więc zakończył zawody. Sprawę opisał w protokole. Zajął się nią Wydział Dyscypliny w Lubuskim Związku Piłki Nożnej. Piast dostał walkowera, a zawodnik Czciradza – trzyletnią dyskwalifikację i grzywnę 500 zł. W. Ganczar złożył zawiadomienie do prokuratury. Wydawało się, że sędziowie piłkarscy są pod specjalną ochroną i śledczy z większą uwagą podejdą do tematu, tymczasem umorzyli sprawę, stwierdzając niską szkodliwość czynu.
Wyrok korzystny dla sędziego
Sędzia założył zawodnikowi sprawę cywilną. Przed sądem w Nowej Soli zostali przesłuchani zawodnicy Cuprum (większość nic nie widziała i nic nie słyszała), a także arbitrzy, którzy pomagali tego dnia W. Ganczarowi. Ci akurat słyszeli i widzieli, co działo się na boisku. Opowiadali, że sędzia został opluty. 
W Nowej Soli zapadł wyrok korzystny dla sędziego. Piłkarz odwołał się do Sądu Okręgowego w Zielonej Górze. 
– Na posiedzeniu czytał z kartki oświadczenie, że nie zgadza się z wyrokiem pierwszej instancji, ale sędzia powiedział mu, że ma tylko zbadać, czy postępowanie odbyło się bez błędu. Powiedział, że polskie prawo zaczyna walczyć z piratami drogowymi i tak samo powinno zacząć walczyć z piratami boiskowymi – opowiada W. Ganczar. 
Sąd w Zielonej Górze podtrzymał wyrok sądu w Nowej Soli. Część sentencji mówi o tym, że wyrok ma być opublikowany na stronie Lubuskiego Związku Piłki Nożnej. Tam można się z niego dowiedzieć, że piłkarza uznano winnym oplucia i obrażania arbitra. Ma zapłacić odszkodowanie sędziemu Ganczarowi i pokryć koszt jego prawnika. 

Trzy lata walki o sprawiedliwość 
W. Ganczar z wyroku jest zadowolony. Nadal sędziuje, chociaż przyznaje, że kiedy doszło do tej sytuacji, to bił się z myślami, czy tego nie rzucić. Nie ma co mu się dziwić. Tuż po zdarzeniu rozpętała się medialna afera. Nawet w ogólnopolskiej telewizji były programy o tym, do jakich ekscesów dochodzi na boiskach. Arbitrzy z całej Polski opowiadali, że w niższych ligach sędziują za parę złotych. Są wyzywani i obrażani, dochodzi też do rękoczynów. Narzekali, że nie mają ochrony, a kary zawieszenia dla zawodników są śmieszne. Związki broniły się, że wcale tak nie jest i że kary dla zawodników są surowe, bywają nawet dożywotnie zawieszenia. Jednocześnie słychać było narzekanie, że jest coraz mniej sędziów.
 Historia W. Ganczara pokazała, że o sprawiedliwość musiał walczyć sam. Nie mógł liczyć na organy ścigania. Związek też nie kwapił się, żeby iść do sądu z zawodnikiem w obronie de facto swojego pracownika. Ilu sędziów by odpuściło? Pewnie większość. [paywall] Z jednej strony W. Ganczar pokazał, że boiskowi bandyci nie są bezkarni. Z drugiej strony, obnażył system, który wcale nie chroni sędziego, a który polską piłkę prowadzi do samozagłady. Sędziów w niższych ligach już jest jak na lekarstwo, a po tej historii na pewno ich nie przybędzie. Jak któryś z nich zostanie opluty, to już wie, że po trzech latach doczeka się sprawiedliwości. Albo i nie. To daje do myślenia, czy warto w ogóle wychodzić na boisko. 
W. Ganczar mówi, że od incydentu, do którego doszło w Kożuchowie, sędziuje mu się dobrze. Nie miał żadnej podobnej sytuacji. Podczas rundy wiosennej znów zobaczymy go na boiskach.  
 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz