Strona główna » Rekultywacja w Mirocinie Dolnym. Skarga Garbosia odrzucona

Rekultywacja w Mirocinie Dolnym. Skarga Garbosia odrzucona

przez imperia

Józef Garboś, szef firmy Irreco, może wznowić rekultywację składowiska odpadów w Mirocinie Dolnym. Za nieuczciwe jej prowadzenie prawdopodobnie zapłaci jednak ponad pół miliona złotych kary.
Rekultywacja była wstrzymana od kilku miesięcy decyzją Mirosława Ganeckiego, czyli Lubuskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska (w skrócie LWIOŚ). Wcześniej inspektorzy WIOŚ namierzyli cztery tiry wyładowane odpadami, które nie były ujęte w zezwoleniu na przetwarzanie odpadów w ramach rekultywacji, wydanym przez starostę Iwonę Brzozowską. Nie były to odpady niebezpieczne, ale były niewłaściwe, więc przedsiębiorca nie miał prawa ich przyjmować.
Jednak śmierdziało
– Zarządzenie pokontrolne było konsekwencją naszej kontroli na składowisku – przypomina M. Ganecki. Na to zarządzenie Józef Garboś, czyli szef Irreco, poskarżył się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie Wlkp. W środę (6.04) sąd oddalił jego skargę. – Tym samym potwierdzono, że nasze postępowanie było prawidłowe. Wyrok sądu administracyjnego potwierdza wszystkie nasze zarzuty względem Irreco – podkreśla M. Ganecki. – W wyniku kontroli stwierdziliśmy między innymi nierzetelne prowadzenie ewidencji odpadów, prowadzenie rekultywacji niezgodnie z harmonogramem i występowanie uciążliwości zapachowych – wylicza inspektor. Naruszeń było w sumie jedenaście. – Ponadto, w związku z odmową przyjęcia mandatów LWIOŚ skierował wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego w Nowej Soli. Sąd nałożył na prezesa spółki grzywnę, czym również potwierdził stwierdzone wykroczenia. Wyrok jest prawomocny.
LWIOŚ dwukrotnie słał w tej sprawie do starostwa wnioski o cofnięcie zezwolenia na przetwarzanie odpadów. Brzozowska je odrzucała.
Na wspomniane „uciążliwości zapachowe” od miesięcy skarżyli się mieszkańcy Mirocina. Również w starostwie. Przypomnijmy, że wicestarosta Waldemar Wrześniak i podległa mu urzędniczka Marzena Gruchacz-Grzybek w trakcie posiedzenia rady powiatu odpowiedzieli mieszkańcom, że jeździli wokół składowiska samochodem z uchylonymi szybami i im nie śmierdziało. Później winą za ewentualny smród Wrześniak próbował obarczyć okolicznych rolników, którzy nawożą pola.
Bez uprawnienia 
Nieprawidłowości, wykrytych w trakcie postępowania dowodowego prowadzonego przez LWIOŚ, było więcej. – Przesłuchaliśmy pięć osób pracujących przy rekultywacji – kontynuuje M. Ganecki. – Były to osoby niekompetentne, które same nam potwierdziły, że nie miały doświadczenia w zakresie gospodarki odpadami. Nie potrafiły nawet ich rozróżniać!
Zatrudnianie osób niedoświadczonych, to nie wszystko. M. Ganecki skontaktował się z Wojewódzkim Inspektorem Ochrony Środowiska z Wielkopolski, bo na terenie tego województwa działa firma, z której przyjechały cztery tiry z niewłaściwymi odpadami. Nie udało się potwierdzić, że na składowisko trafiło więcej takich śmieci z tej firmy i jakiekolwiek innej. – Rekultywowany teren ma dużą pojemność, przetworzono i wymieszano tam odpady o różnych kodach i różnym składzie, więc jeśli nie złapie się nielegalnego transportu na gorącym uczynku, to później nie sposób wykazać, że taki transport ewentualnie przyjechał – tłumaczy M. Ganecki.
Pół miliona
Choć firma Irreco prowadziła rekultywację w sposób nieuczciwy, choć WIOŚ wykrył kolejne nieprawidłowości, to przedsiębiorca może wznowić prace. Dlaczego? – Przepisy kodeksu postępowania administracyjnego nakazują wątpliwości występujące w sprawie interpretować na korzyść przedsiębiorcy – tłumaczy Ganecki. – W przeprowadzonym postępowaniu dowodowym uprawdopodobniono wywiezienie wszystkich czterech załadunków niedozwolonych odpadów – podkreśla. Zarzucano, że rekultywacją objęto za duży teren. Określała to decyzja lubuskiego marszałka. W środę (6.04) minister klimatu odmówił stwierdzenia nieważności tej decyzji.
– Przedsiębiorca nie może jednak czuć się bezkarnie – zastrzega M. Ganecki. LWIOŚ nałożył kary administracyjne, do tej pory trzy. Pierwsza opiewała na kwotę 10 tys. zł, kolejna na 50 tys. zł. Najnowsza opiewa na pół miliona złotych. Decyzja nie jest prawomocna. Przedsiębiorca złożył odwołanie, które rozpatrzy Główny Inspektor Ochrony Środowiska.Takie rozpatrywanie może potrwać dwa miesiące, ale może też potrwać na przykład rok.
Zapowiada kontrole
Z wyroku sądu administracyjnego, który zapadł w środę, wynika, że przedsiębiorca musi stosować się do wytycznych LWIOŚ, wydanych po kontrolach. Co jeśli się nie zastosuje? – Nadal będziemy nakładać kary, coraz dotkliwsze, w przypadku recydywy nawet maksymalne, więc opiewające na milion złotych – przestrzega M. Ganecki. Zaznacza, że dotyczy to również dalszego zwożenia na składowisko odpadów ściekowych, na których (obok kompostu) inwestor zarabiał najwięcej. WIOŚ chce karać inwestora nawet w sytuacji, gdy ten będzie używał osadów ściekowych do tworzenia tak zwanej wierzchniej warstwy, na co ma zgodę starosty. Inspektor stoi na stanowisku, że można przecież użyć do tego innych odpadów. 
Inwestor poinformował inspektora, że teraz będzie zwoził już tylko odpady pochodzące z rozbiórki starych wałów przeciwpowodziowych na Czarnej Strudze w Nowej Soli, czyli mineralne, głównie ziemię. – Będziemy to wnikliwie kontrolować – zapowiada M. Ganecki.
W kwestii ścieków
Przypomnijmy, że WIOŚ stoi na stanowisku, że na składowisko powinno trafić maksymalnie 1,3 tys. ton odpadów ściekowych. Trafiło ok. 4 tys. ton, bo starosta w swojej decyzji zezwoliła na zwiezienie aż 30 tys. ton rocznie, czyli 90 tys. ton w trakcie trzyletnich prac. Starosta uznała, że grunty nie są ani rolne, ani leśne, że to grunty kategorii inne/przemysłowe. Prawdopodobnie stąd zgoda na takie ilości, które mogłyby w przyszłości negatywnie wpłynąć na środowisko poprzez duże nagromadzenie metali ciężkich. A przecież w pobliżu stoją domy i szkoła.
– Tak duża ilość odpadów ściekowych jest nie do przyjęcia – zastrzega M. Ganecki. – W tej kwestii stanowiska nie zmienimy – zapowiada. – Wydanie zgody na 30 tys. ton rocznie, to brak jakiejkolwiek analizy, brak pomyślunku i zdrowego rozsądku. Sąd w środę przyznał nam rację w kwestii naszych wniosków pokontrolnych, więc utrzymał w mocy również nasze decyzje dotyczące odpadów ściekowych. W tym momencie można się zastanawiać, czy ilość odpadów ściekowych, na zwiezienie której pozwoliło starostwo, nie jest nadużyciem. My stoimy na stanowisku, że jest.
Kwestia dotycząca ilości osadów nie została jeszcze ostatecznie rozstrzygnięta przez kompetentne instytucje. WIOŚ i starostwo są w sporze. Takiego sporu nie ma natomiast w kwestii kompostu, który również śmierdzi. Inwestor, zgodnie z decyzją starosty, może zwieźć nawet 50 tys. ton takiego odpadu rocznie. W 2020 roku zwiózł 15 tys. ton, a w 2021 – blisko 50 tys. ton.
Bez nadzoru
M. Ganecki zwraca uwagę na niedokładne i nieszczelne przepisy prawne. – W przypadku rekultywacji przepisy nie przewidują wewnętrznego inspektora nadzoru kontrolującego jej przebieg. Owszem, jest ktoś taki jak kierownik składowiska, który wcześniej musi zdać test wiedzy merytorycznej przed komisją powołaną przez marszałka województwa. Kierownik ze składowiska w Mirocinie miał te uprawnienia. Ale przyznał się nam, że nie przebywał codziennie na składowisku, że często go tam nie było. Wtedy rekultywacja przebiegała bez nadzoru – kwituje M. Ganecki.
To jest chore
Mieszkańcy Mirocina Dolnego, którzy sprzeciwiali się działalności Irreco w ich miejscowości, są wstrząśnięci informacją o wznowieniu rekultywacji przez tę firmę. Na wieść o wysokości kary, kręcą nosami. Sugerują, że takie kwoty, to pryszcz dla inwestora. – Przecież przez miesiące trwania rekultywacji firma z pewnością zarobiła o wiele więcej – zwraca uwagę Adrian Pikulski, jeden z przedstawicieli społecznego komitetu założonego przez mieszkańców oraz radny gminy Kożuchów. – Zwieziono nam tysiące ton odpadów ściekowych, zwieziono kompost, potwornie śmierdziało, a urzędnicy ze starostwa wmawiali nam, że nie śmierdzi. Były nieprawidłowości, a oni wmawiali nam, że wszystko jest w porządku. Interes społeczny, nasz interes, stawiali na ostatnim miejscu. Dziś nie jesteśmy w stanie im zaufać. Nie jesteśmy w stanie zaufać inwestorowi, który popełnił tak dużo nieprawidłowości. Pozostaje nam uwierzyć, że WIOŚ rzeczywiście będzie wnikliwie wszystko kontrolował, w przeciwnym wypadku, jeśli rekultywacja będzie prowadzona jak do tej pory, możemy zacząć się wyprowadzać – ubolewa. – Czy jednak WIOŚ będzie w stanie sprawdzać dziesiątki ciężarówek dziennie? – pyta retorycznie A. Pikulski. – Nie chcemy tu więcej ani osadów ściekowych, ani kompostu. Jeśli znowu pojawią się te śmierdzące odpady, to ruszymy do urzędów. Zablokujemy też drogi, na większą skalę niż w ubiegłym roku. Na pewno trudno nam będzie teraz spać spokojnie, bo to wszystko jest po prostu chore.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz