Był słaby, półprzytomny. Ktoś go otruł.
Pracownik urzędu w Jasieniu zgłosił (30.05), że w gnieździe na kominie budynku należącego do miasta jest chore pisklę bociana. Strażacy przy pomocy podnośnika dostali się do gniazda i zabrali pisklaka. Trafił do weterynarza.
– Miał drgawki neurologiczne. Wyglądało to strasznie, jakby agonia – mówi pan Grzegorz z Żar, z zawodu budowlaniec, fascynat bocianów. Popędził do Jasienia, by zabrać ptaka do Klekusiowa w Tomaszowie Bolesławieckim, do Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt. Tam dochodzi do siebie.
To była trucizna
– Najprawdopodobniej jeden z rodziców przyniósł mu zatruty pokarm. Ludzie sypią truciznę na ślimaki, na krety, nie zastanawiając, jakie mogą być konsekwencje – dodaje pan Grzegorz.
Walka była dramatyczna, bo to nie byłoby pierwsze utracone bocianie dziecko z tego gniazda.
– Jaj było sześć. Jeden odszedł z dwa dni po wykluciu, drugi miał kłopot z przyjmowaniem pokarmu. Nie pomogło podrzucanie dżdżownic. A ten najmłodszy był silny i najsprytniejszy – dodaje pan Grzegorz.
Pisklaki miały niedługo dostać imiona. W tym roku – od polskich kwiatów.
– Ale ten uratowany będzie miał przydomek Szczęściarz, czyli będzie Szczęściarz – Mieczyk. Mieczyk to kwiat, który niesie symbolikę pasującą do naszego szczęściarza – kończy pan Grzegorz.
17
Poprzedni artykuł