Dobrze mieć takich kolegów jak Tomasz Czajkowski, radny powiatu żarskiego. Kumple z rady nie zgodzili się na obniżenie mu pensji. Nic dziwnego. Łatwo wydawać czyjeś pieniądze.
T. Czajkowski (radny z PiS) od maja 2008 roku był dyrektorem Lubuskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Zielonej Górze. Na początku 2010 roku został przeniesiony na stanowisko kierownika żagańskiego inspektoratu LZMiUW.
Z nowym, niższym stanowiskiem wiązało się naturalnie niższe o 2 tys. zł wynagrodzenie. Zgodnie z przepisami, aby zmienić warunki płacowe radnego, nowy dyrektor musiał uzyskać zgodę Rady Powiatu. Ta jednak nawet nie podjęła uchwały w sprawie. Radni zdecydowali, że nie chcą brać odpowiedzialności – 15 zagłosowało przeciwko uchwale, 2 się wstrzymało i 2 było przeciw. Jako jedyny głos zabrał Edward Skobelski, który wcześniej był w podobnej sytuacji, gdy Wacław Maciuszonek, burmistrz Żar, za zgodą powiatowych radnych, zwolnił go z funkcji prezesa Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej.
– Mnie nie dano możliwości wyjaśnień. W przypadku pana Czajkowskiego uważam, że nie należy mieszać polityki ze sprawami zawodowymi. Jego konflikt z pracodawcą powinien rozstrzygnąć sąd pracy – mówi E. Skobelski.
Rada umywa ręce
W ten sposób radni nie zgodzili się, aby ich kolega zarabiał mniej. T. Czajkowski jest zatem już prawie dwa lata kierownikiem z dyrektorską pensją. Dzięki wstawiennictwu pozostałych radnych zarabia miesięcznie prawie 7 tys. zł brutto. Jako kierownik, zgodnie z decyzją pracodawcy, powinien otrzymywać nieco ponad 4 tys. 900 zł. Przez rok inkasuje zatem 82 tys. zł. Doliczając do tego diety radnego (17 tys. 820 zł), otrzymujemy niezłą sumę. A przecież LZMiUM, pracodawca nietykalnego radnego, mógłby wydać te pieniądze zupełnie na coś innego. Dlatego pozwał Radę Powiatu do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Sprawę wygrał.
– Pan Czajkowski pobiera pensję wyższą, niż przewiduje to jego grupa zaszeregowania. Proponowałem mu rozwiązanie tej sytuacji za porozumieniem, jednak do tego trzeba było zgody rady, w której pan Czajkowski pełni mandat. Rada powinna podjąć jakąś decyzję, a tymczasem umyła ręce – ocenia Janusz Marciniak, dyrektor LZMiUM.
Radni, mimo porażki w sądzie, nie odpuścili i złożyli kasację do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
– Jeśli rada wydałaby decyzję, że zgadza się na obniżkę zarobków pana Czajkowskiego, to nie musiałby oddawać nadpłat w pensji – dodaje J. Marciniak. Suma z nadwyżki pensji T. Czajkowskiego przydałaby się np. na rachunki telekomunikacyjne LZMiUM czy też szkolenia pracownicze.
Sąd sobie, radni sobie
Dyrektor Marciniak, szef Czajkowskiego, wyjaśnia, że gdyby rada odmówiła wyrażenia zgody na obniżkę wynagrodzenia kolegi, to taką decyzję należałoby zaskarżyć do sądu.
– Praca pana Czajkowskiego w LZMiUM nie jest związana z pełnieniem przez niego funkcji radnego. A rada, odmawiając wydania decyzji, nie ponosi żadnych sankcji – kończy J. Marciniak.
Podobnego zdania jest Janusz Dudojć, przewodniczący Rady Powiatu. – Sprawa w sądzie dotyczy bezczynności rady, a nie pensji pana Czajkowskiego. Złożyliśmy kasację od wyroku. Uważam, że radny nie jest świętą krową . Dlatego też głosowałem przeciw uchwale, aby nagłośnić ten problem. Chciałbym, aby każdy radny miał świadomość i obowiązek niezakrywania się immunitetem w sprawach zawodowych czy wręcz prywatnych.
Tajne spotkanie z marszałkiem
Decyzję w sprawie kasacji wyroku NSA ma podjąć w połowie stycznia 2012 roku. Do tego momentu T. Czajkowski, kierownik z pensją dyrektora i radny w jednym, może spać spokojnie.
– Rada wydała przecież opinię. Jednak nie spodobała się ona dyrektorowi LZMiUM. Na sesji radni uznali, że nie ma sensu podejmować tego tematu. Wówczas dyrektor Marciniak pozwał radę do sądu o bezczynność. Nie wiem dlaczego? – dziwi się Czajkowski. I tłumaczy: – Byłem dyrektorem LZMiUM. Ówczesny marszałek województwa, Marcin Jabłoński, wezwał mnie do siebie na rozmowę. Poprosił mnie, abym szczegółów spotkania nie wyniósł poza drzwi gabinetu. Mogę tylko powiedzieć, że dostałem propozycję. Miałem zostać przesunięty na inne stanowisko (kierownika działu ds. realizacji projektów unijnych – przyp. red.), ale z taką samą pensją. Przyjąłem propozycję. Los sprawił, że zmarł kierownik inspektoratu w Żaganiu. Od pana Jabłońskiego otrzymałem kolejną propozycję. Ale chodziło tylko o zmianę miejsca pracy.
Cudze łatwo dzielić
Żarscy radni, którzy z hojnością dzielą czyjeś pieniądze, mają też swoją teorię, że cała sytuacja ma podłoże polityczne. T. Czajkowski startował do wyborów samorządowych z komitetu PiS, natomiast J. Marciniak to przedstawiciel KW PO. Czy w tej sytuacji ma to znaczenie? Czy może warto się zastanowić, że sporu pracownika z szefem nie powinni rozstrzygać radni i to nie oni powinni dzielić kasę, na którą nie zapracowali.
T. Czajkowski problem widzi inaczej.
– Uważam, że moje zarobki nie są dyrektorskie. Po dwóch latach dyrektorzy zarabiają obecnie więcej – kwituje T. Czajkowski.


