Strona główna » Radni na diecie

Radni na diecie

przez imperia

Mieszkańcy nie znają swoich radnych, a radnym nie bardzo zależy, by to zmienić. Najmniej znani są radni powiatowi, ale w mieście i gminach wcale nie jest lepiej.
Magdalena Garbowska z Lubanic, zapytana o nazwisko radnego powiatowego ze swojego okręgu, wzruszyła tylko ramionami. – Nie mam pojęcia, kto to taki – powiedziała po chwili zastanowienia.
W Żarach ze znajomością nazwisk radnych powiatowych nie jest lepiej, choć mieszkańców miasta w radzie reprezentuje aż osiem osób: Marek Cieślak, Kazimierz Drozd, Marek Femlak, Małgorzata Issel, Elżbieta Łobacz-Bącal, Stefan Łyskawa, Danuta Madej, Edward Skobelski.
Na dziesięciu pytanych rozmówców, zaledwie jeden znał nazwiska swoich reprezentantów w Radzie Powiatu, jednak kojarzył ich bardziej dzięki pracy w Urzędzie Miejskim (Elżbieta Łobacz-Bącal), komunalnej spółce (Edward Skobelski) czy też szkole (Danuta Madej).
Wiesław Kiejsamieszka w Żarach od zawsze, ale nie ma pojęcia, kto jest jego radnym, a tym bardziej – za co bierze dietę. Podobnie Aneta Dziurdziewicz. – Na to, co radni biorą za zjawienie się w urzędzie kilka razy w miesiącu, ludzie muszą pracować cały miesiąc – wytknęła nasza czytelniczka. – Pojęcia nie mam, czym się zajmują.
Robert Ocipka, choć udziela się na rzecz miasta, z wymienieniem nazwiska swojego radnego też miał problem. Długo myślał i nie wymyślił.
 
Przecież jesteśmy znani – bronią się radni
Adam Agacki z Lubska jest najmłodszym radnym powiatowym i ze swoimi wyborcami ma kontakt na forum internetowym. – Jestem w kontakcie z sołtysami. Nie wiem, czemu ludzie mówią, że nas nie znają, zwłaszcza że w wyborach na burmistrza otrzymałem ponad 2200 głosów. Może dlatego, że nie interesują się polityką. Dopiero buduję swój kapitał wyborczy i wezmę to pod uwagę – obiecał A. Agacki.
Irena Dudek, radna powiatowa z Przewozu, gminy Żary i Lipinek Łużyckich, poproszona o skomentowanie wyniku przeprowadzonej przez nas sondy, nie znalazła czasu na rozmowę. – Jestem na zwolnieniu lekarskim i dziękuję – skwitowała.
Zaskoczona była za to Anna Ślawska z tego samego okręgu. – Jestem wyjątkowo aktywną radną, organizuję spotkania opłatkowe, jasełka, jestem koordynatorem budowy hospicjum – wyliczyła. – Może to ci, którzy nie chodzą na wybory. 
E. Łobacz-Bącal zaskoczyliśmy podczas zwolnienia lekarskiego. – Wcale nie twierdzę, że mnie znają – powiedziała. Zapytana, co zrobi, by być bardziej aktywną, wymigała się od dalszej rozmowy. – Jestem w Poznaniu, w dużym ruchu miejskim i słabo słyszę, proszę zadzwonić kiedy indziej – usłyszeliśmy.
 
Na diecie, ale nieodchudzającej
Najwięcej dostają radni powiatowi. Na szczycie rankingu jest Żagań. Tu przewodniczący Leon Cuprych inkasuje na rękę 2.190 zł miesięcznie. Godziwie wynagradzany jest też Henryk Janowicz, etatowy członek zarządu powiatu – 1.925 zł, a wiceprzewodniczący rady (Andrzej Chodań i Anna Michalczuk) i przewodniczący komisji stałych dostają po 1.377 zł. Szeregowy radny otrzymuje nieco ponad 1.100 zł na miesiąc. Porównywalne kwoty otrzymują radni powiatowi w Żarach; przewodniczący Janusz Dudojć – 2.027 zł, a nieetatowy członek zarządu (Małgorzata Issel, Marek Femlak i Józef Radzion) – 1.577 zł. 
W Szprotawie przewodniczący Rady Miasta ma 1.800 zł co miesiąc, a wiceprzewodniczący – 1.200 zł. Przewodniczący komisji otrzymują po 750 zł, a szeregowi radni – po 600 zł. W Lubsku szeregowemu radnemu przysługuje 900 zł. Przewodniczący zarabia 1.689 zł, a przewodniczący komisji – 970 zł miesięcznie. W gminie wiejskiej Żary przewodniczący pracuje za 1.300 zł, jego dwóch zastępców otrzymuje co miesiąc po 1.000 zł, tyle samo otrzymują przewodniczący komisji stałych. Zwykli radni dostają po 750 zł.
 
Co w zamian
Radny powinien uczestniczyć w sesjach (zwykle raz w miesiącu) i w posiedzeniach komisji, do których się zgłosił. Poza tym nie ma innych obowiązków, narzuconych mu odgórnie. To, czy i jak zajmuje się sprawami gminy, swoimi wyborcami, zależy tylko od jego dobrej woli. Ponowny wybór nie jest prostą konsekwencją jego aktywności. Skuteczniejsze jest miejsce na liście i w partyjnym rankingu.
– Nie wiem, kto reprezentuje Lubsko w powiecie. Jeśli już ktoś decyduje się tam pracować, powinien to robić społecznie – mówi Danuta Wanner z Lubska. – Przecież spotykają się raz, góra dwa razy w miesiącu.
Podobnego zdania jest Elżbieta Maciejewska. Wspólnie z mężem ma 1.600 zł renty. Po opłaceniu rachunków, na życie zostaje im 1.000 zł. – Nikt mnie nie pyta, czy mi wystarcza. A oni co miesiąc biorą tyle, że przy każdym spotkaniu za nasze pieniądze się najedzą i napiją, ale o swoich wyborcach zapominają. Który z nich ogłasza dyżury i przyjmuje mieszkańców? Czasem nawet telefonu nie chce im się odebrać. To skandal!
Stawnik, mała wieś w gminie wiejskiej Żary, nie ma swojego przedstawiciela nawet w gminie. – Radni z Mirostowic Dolnych i Górnych się nami nie interesują – mówi Helena Mierzwa, właściciela sklepu spożywczego. – Cały dzień muszę stać za ladą, by zarobić na chleb, a oni za to, że raz albo dwa razy pojadą do gminy, biorą po 750 zł. To już nasz sołtys więcej się nabiega z podatkami.
 W większości gmin, za nieusprawiedliwioną nieobecność na posiedzeniach komisji czy sesjach przewidziane są kary – od 10 do 25 procent podstawowej diety radnego. – Dlatego w mojej gminie radni nie chorują, a jeśli już choroba zwali ich z nóg, dzwonią i usprawiedliwiają się. Kary pieniężne to najlepszy sposób na ich zdyscyplinowanie – przekonuje Ryszard Klisowski, wójt Przewozu.
 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz