Łukasz Mejza (PiS) to niezwykły poseł. Potrafi wygłosić swoje przemówienie nawet do pustej sali. Nie zależało mu jednak na atencji, ale na tym, żeby jego słowa usłyszał bliski przyjaciel z PiS, który siedział za kratami.
Posłowi PiS nie można odmówić wytrwałości. Była już godz. 22.50. Normalnie o tej porze ludzie leżą już w łóżkach, tymczasem Łukasz Mejza siedział w ławie poselskiej i czekał cierpliwie na swoją chwilę. Przygotował sobie przemówienie i chociaż nie został już nikt na sali, to chyba nie chciał, żeby się zmarnowało. Co było tak ważnego, że poseł czekał z tym prawie do zgaszenia światła? Chodziło o kolegę, a wiadomo, że męska przyjaźń jest w stanie przetrwać największe przeciwności. Ten kolega jest w potrzebie, bo siedzi za kratkami. Można go wspomóc i wpłacić pół miliona kaucji, ale nasz poseł sam na długi, więc postanowił wspomóc przyjaciela choćby dobrym słowem.
Tym kolegą jest Dariusz Matecki, który trafił do aresztu w związku ze śledztwami w sprawie nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości i jego fikcyjnym zatrudnieniu w Lasach Państwowych. Ł. Mejza do pustej sali powiedział, że dzień jego zatrzymania był jednym z najbardziej haniebnych w historii polskiego parlamentaryzmu. Ciężko podążyć za logiką posła PiS, ale według niego to zatrzymanie było spowodowane nie rzekomymi przekrętami D. Mateckiego, ale tym, że rząd chciał „przykryć to, co chce zgotować polskim kobietom wpuszczając do Polski hordy migrantów”.
Nadciąga noc komety
– Darku, przyjacielu. Wytrzymaj jeszcze trochę – dało się słyszeć nutę żalu i tęsknoty w głosie Ł. Mejzy. [paywall] – Jestem przekonany, że ci polityczni bandyci już wiedzą, że nadciąga noc komety i to jest ich koniec. Wkrótce nadejdzie wolna Polska i to oni zostaną rozliczeni przez prawdziwy wymiar sprawiedliwości. Jeszcze chwila. Zwycięży Polska, wolna Polska – powiedział ku pokrzepieniu serca kolegi z PiS.
Przypomnijmy, że Ł. Mejza też niedawno usłyszał zarzuty. Na jego szczęście prokurator nie wnioskował o areszt.
Ł. Mejza w tej kadencji Sejmu przemawiał z mównicy 10 razy. Rekordzistą jest Władysław Dajczak z PiS, który zabierał głos aż 107 razy. Na mównicy często jest także Elżbieta Polak – 59 razy, Maja Nowak – 31 razy czy Krystyna Sibińska – 30 razy. Na drugim biegunie są ci posłowie, którzy rzadko przemawiają w Sejmie: Stanisław Tomczyszyn – 8 razy, Robert Dwohan – 5 razy czy Jerzy Materna – 3 razy.