Renata Słomian z Pięknych Kątów przełamała lęk wysokości, wspięła się na wysokie rusztowanie i pomalowała ścianę starej stodoły. – Chciałam trochę ozdobić wioskę, żeby było weselej, jaśniej, raźniej – przyznaje w rozmowie z „Tygodnikiem Regionalna”.
Skąd pani się wzięła w Pięknych Kątach?
– Mąż stąd pochodzi. Ja jestem z [paywall] Nowej Soli. W przyszłym roku będziemy obchodzić pięćdziesięciolecie małżeństwa. Przez te wszystkie lata mieszkaliśmy to w Pięknych Kątach, to w Nowej Soli. Ale zawsze przyjeżdżaliśmy na wieś, choćby po to, żeby pomagać w gospodarstwie. Były tu wtedy pola obsiane burakami cukrowymi i zbożem, więc było co robić. Na stałe osiedliśmy tu w 2006 roku. Zaadaptowaliśmy stary kurnik na dom. Do miasta już nie wrócimy, za nic w świecie. Udzielam się tu w kole gospodyń. Śpiewam w zespole Jutrzenka. I odnalazłam dawne pasje. Zawsze dobrze rysowałam. Kilka lat temu dostałam weny i od czasu do czasu, jak coś mi się rzuci w oczy, to maluję olejnymi farbami. Namalowałam na przykład obraz na dożynki. Jako koło gospodyń, wystawiliśmy się ze stoiskiem. I wzięliśmy ze sobą ten obraz. Namalowałam drzwi, okno, kurpiowskie kwiatki i koguta. Sielskie klimaty.
Dlaczego pani namalowała ten mural?
– Niedawno pomyśleliśmy z mężem, że warto coś zrobić ze ścianą stodoły, bo była taka łysa. Stwierdziłam, że ją pomaluję. Chciałam też trochę ozdobić wioskę, żeby było weselej, jaśniej, raźniej. Nasz dom stoi na boku. Tu zawsze było trochę smutno. Teraz może trochę się ożywiło. Ludzie przystają, komentują. Miny mają raczej zadowolone, więc chyba się podoba.
Skąd wzięliście rusztowanie?
– Pożyczone. Sąsiad nam pomógł załatwić. Wspinałam się po nim aż na osiem metrów w górę! A przecież ja się strasznie bałam wysokości. Ale mąż mnie dopingował. „Co? Nie wejdziesz?” pytał. Przymocował to rusztowanie solidnie. Wspinałam się po tych rurkach. I tak się oswoiłam, że jak dzisiaj domalowywałam na muralu swoje imię i nazwisko, to już się nie bałam. Dzięki muralowi przełamałam swój lęk.
Długo pani go malowała?
– Od początku maja do połowy czerwca, ale z przerwami.
Co ten mural mówi o pani? Jaka pani jest?
– Do życia podchodzę optymistycznie. Taki mam charakter. Na pewno biorę to z otoczenia. Mam tu do czynienia z przyrodą, z kwiatami, warzywami. Obok mieszka mama męża, która niedługo skończy 94 lata. Teściowa jest bardzo pozytywną osobą, zawsze uśmiechnięta. I to się udziela nam wszystkim. Mamy tu psa, kota. Dokoła są pola i lasy. To też napawa radosnym nastrojem.
Ma pani nadzieję, że ktoś się zainspiruje tym muralem i stworzy coś podobnego?
– Tak! Nawet na facebooku odezwała się mieszkanka. Napisała, że w naszej gminie jest więcej osób, które ładnie malują, że być może mój mural stanie się dla nich inspiracją. Byłoby pięknie!
17
Poprzedni artykuł