Strona główna » Promień Żary wygrał z TS Przylep Zielona Góra 3:0. Decydujące zmiany i dublet Olkiewicza

Promień Żary wygrał z TS Przylep Zielona Góra 3:0. Decydujące zmiany i dublet Olkiewicza

przez Małgorzata Fudali-Hakman

Pierwszy mecz po zimowej przerwie bywa jak pierwsza kawa po długiej podróży, człowiek wie, że musi zadziałać, tylko organizm potrzebuje chwili, żeby to zrozumieć. W Żarach było podobnie. Promień Żary przez ponad godzinę grał swoje, atakował, próbował, momentami nawet się złościł na własną nieskuteczność, aż w końcu trener postanowił przewietrzyć skład. Sześć zmian, świeże nogi, trochę nowej energii i nagle okazało się, że mecz można zamknąć w kilka minut. Najlepiej wiedział o tym Michał Olkiewicz, który pojawił się na boisku i zrobił to, co napastnicy lubią najbardziej – dwa razy trafił do siatki.

Rozruch po zimie
Trzymiesięczna przerwa w lidze to nie jest coś, co można odkręcić jednym gwizdkiem sędziego. Boisko przy Zwycięzców znów zobaczyło ligową piłkę, ale na początku było widać, że nogi zawodników dopiero przypominają sobie, do czego właściwie służą w tempie meczowym.
Promień od pierwszych minut przejął inicjatywę i ustawił spotkanie tak, jak drużyna aspirująca do awansu ustawiać powinna. Piłka częściej gościła na połowie rywali niż w środkowej strefie, akcje budowano cierpliwie, czasem nawet aż nazbyt cierpliwie, a pod bramką przyjezdnych zaczęło się robić gorąco.
Jedynym problemem była skuteczność. Sytuacje były, strzały też, tylko piłka jak zaczarowana omijała to, co w futbolu najważniejsze.
Do czasu.
W 10 minucie Adam Durys spojrzał na to wszystko z dystansu, dosłownie i w przenośni, uderzył sprzed pola karnego, piłka skozłowała tuż przed bramkarzem i wpadła w długi róg. Czasem futbol nie potrzebuje filozofii, wystarczy dobre uderzenie i odrobina współpracy ze strony murawy.

Goście spróbowali raz
Pięć minut później zawodnicy z Przylepu zebrali się na odwagę i po raz pierwszy przekroczyli środkową linię z czymś, co można było nazwać akcją ofensywną. Jak się później okazało była to jednocześnie ich najgroźniejsza próba w całym meczu.
Marcel Sadowski mógł więc przez większość spotkania pełnić rolę uważnego obserwatora wydarzeń, a nie bohatera dramatycznych interwencji.

Mur i ciężkie nogi
Po przerwie mecz nieco zwolnił, bo i trudno było oczekiwać, że po zimie piłkarze będą biegać jak w środku sezonu. Duże, trawiaste boisko zrobiło swoje, powietrze zaczęło schodzić z płuc obu drużyn, a goście ustawili przed własną bramką coś na kształt piłkarskiej barykady.
Promień nadal próbował, konstruował akcje, szukał przestrzeni, tylko że przez dłuższą chwilę wyglądało to jak próba znalezienia drzwi w ścianie, która z założenia drzwi nie posiada.

Sześć zmian i świeży wiatr
W końcu trener zdecydował się na coś, co w takich meczach bywa najlepszym lekarstwem – zmiany. I to nie jedną czy dwie, lecz aż sześć w drugiej połowie.
Na boisko weszły świeże nogi, pojawiła się dynamika, trochę więcej odwagi w grze do przodu i nagle okazało się, że mur rywali wcale nie jest tak nie do ruszenia, jak jeszcze chwilę wcześniej wyglądał.
Najlepszym dowodem był Michał Olkiewicz, który pojawił się na murawie w 63 minucie.
Najpierw w 73 minucie znalazł się tam, gdzie napastnik znaleźć się powinien, czyli w polu karnym i dołożył nogę do dośrodkowania Kacpra Michalczuka, podwyższając wynik. Trzy minuty później było już po wszystkim, bo po precyzyjnym dograniu Bartka Pruchniaka Olkiewicz wyskoczył najwyżej i głową posłał piłkę do siatki.
Dwie bramki w kilka minut. Klasyczne wejście smoka.

Zrobili co powinni
Ostatecznie Promień Żary pokonał TS Przylep Zielona Góra 3:0 i zrobił dokładnie to, co drużyna myśląca o awansie robić powinna – wygrał mecz, który przez dłuższy czas nie chciał się rozwiązać sam.
Bo czasem w piłce jest tak, że przez godzinę wszystko idzie pod górę, aż w końcu ktoś otwiera okno, wpuszcza świeże powietrze i nagle okazuje się, że gra zaczyna oddychać.
W Żarach tym powiewem były zmiany. A twarzą tego powiewu został Michał Olkiewicz.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz