Strona główna » Promień wygrał, ale szampany zostały w lodówce. Awans jeszcze musi poczekać

Promień wygrał, ale szampany zostały w lodówce. Awans jeszcze musi poczekać

przez Małgorzata Fudali-Hakman

To miał być dzień świętowania. Promień Żary zrobił wszystko, co do niego należało, pokonując ŁKS Łęknica 2:0 w 28. kolejce zielonogórskiej klasy okręgowej. Problem polegał na tym, że do pełni szczęścia potrzebna była jeszcze pomoc z Krosna Odrzańskiego. Ta jednak nie nadeszła.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zrobiło się nerwowo. Spotkanie rozpoczęło się z piętnastominutowym opóźnieniem, bo jeden z arbitrów utknął z powodu awarii samochodu. Studencki kwadrans zaliczony, sędzia dojechał, a mecz ostatecznie ruszył.

Wieści z Krosna były bezlitosne

W Żarach wszyscy doskonale wiedzieli, że równolegle rozgrywa się drugie, nie mniej ważne spotkanie. Tęcza Krosno Odrzańskie podejmowała Zorzę Ochla, bezpośredniego rywala Promienia w walce o awans do IV ligi. Żarscy kibice zerkali więc nie tylko na murawę, ale również na telefony. Wieści z Krosna nie były jednak dobre. Ochla wygrała aż 4:0 i pierwszy warunek awansowej układanki przestał istnieć.

Na boisku długo nie było wiadomo, kto właściwie ma przejąć kontrolę nad wydarzeniami. ŁKS Łęknica przyjechał do Żar bez wielkich deklaracji, ale też bez zamiaru całowania gospodarzy po herbie. Goście kilka razy poważnie zagrozili bramce Marcela Sadowskiego. W jednej z akcji piłka przeleciała przez całe pole bramkowe, a na stadionie przez moment zrobiło się cicho. Tak cicho, jakby wszyscy czekali na najgorsze.

Promień również miał swoje okazje, lecz między słupkami bardzo dobrze spisywał się Marcin Kozdroń. Do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis, który bardziej cieszył gości niż gospodarzy.

Promień w końcu znalazł drogę do siatki

Po zmianie stron zaczęło być widać coś, czego nie pokazują statystyki. Łęknica miała krótką ławkę rezerwowych, a żarska murawa nie należy do tych, które wybaczają braki kondycyjne. Im dłużej trwał mecz, tym wyraźniej gospodarze przejmowali inicjatywę.

W 52. minucie Michał Kochanowski najlepiej odnalazł się w zamieszaniu pod bramką ŁKS-u i w końcu otworzył wynik spotkania. Gol uspokoił sytuację tylko na chwilę. Goście ruszyli do odrabiania strat, zostawiając coraz więcej miejsca rywalom i jednocześnie coraz więcej sił na boisku.

Nadzieja dla Łęknicy pojawiła się, gdy za drugą żółtą kartkę z boiska wyleciał Dorian Ochmański. Teoretycznie Promień miał problem. Praktycznie wyglądało to tak, jakby gospodarze poczuli się urażeni samym faktem gry w osłabieniu.

Bryczkowski zamknął temat

Dziewięć minut później Rafał Bryczkowski zrobił to, co potrafi najlepiej. Wyszedł najwyżej do dośrodkowania, wygrał walkę w powietrzu i strzałem głową podwyższył prowadzenie na 2:0. Obrońcy mogli tylko odprowadzić piłkę wzrokiem.

Później liczebność na boisku ponownie się wyrównała. Olivier Wojnicki pojawił się na murawie i zdążył zagrać zaledwie dwie minuty. Faul ratunkowy tuż przed polem karnym oznaczał bezpośrednią czerwoną kartkę i bardzo krótki występ rezerwowego.

Końcowy wynik nie uległ już zmianie. Promień wygrał 2:0, dokładnie takim samym rezultatem jak jesienią w Łęknicy. Zadanie zostało wykonane. Trzy punkty zostały w Żarach. Tyle że futbol po raz kolejny przypomniał, że czasami można zrobić wszystko jak należy i nadal nie dostać nagrody od razu.

Awans do IV ligi jest coraz bliżej, ale w sobotę szampany musiały wrócić do lodówki.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz