„Sklep przemysłowy”, od 32 lat znajdujący się w żarskim Rynku, wkrótce zniknie z handlowej mapy miasta. Wszystko przez zbyt wysokie koszty utrzymania. Właścicielka nie ukrywa smutku.
Irena Szmania sklepowi poświęciła sporą część swojego życia. Dziś decyzja o jego zamknięciu już zapadła. Będzie czynny do końca roku. Powodem są wysokie koszy utrzymania działalności.
– Podjęliśmy decyzję o likwidacji ze względu na brak płynności finansowej. Nie jesteśmy w stanie się utrzymać. To smutne – wzdycha z żalem pani Irena. – ZUS jest coraz wyższy, płace za pracownika również, tak samo jak koszty energii. Ale zamykamy się nie tylko my, bo sąsiedzi z podobnej branży również – przyznaje pani Irena.
Sklep niestety padł ofiarą trudnego czasu handlowego.
– Ciągle jesteśmy poddenerwowani, że nie możemy zapłacić dostawcy, że rachunki nie są opłacone w terminie. Po prostu się wypalamy. Myślę, że powinniśmy zamknąć się już w ubiegłym roku. Mimo to do końca tego roku zatowarowujemy sklep, żeby nie było pusto – zapewnia.
Lokal pozostanie jednak w rękach rodziny, bo kupił go bratanek pani Ireny. Możliwe, że w tym miejscu powstanie knajpka.
Odważne wyzwania
Zanim pani Irena otworzyła sklep w rynku, przebyła długą drogę.
– Po szkole średniej studiowałam w krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Ukończyłam ją z tytułem chemik-ceramik. Moją pierwszą pracą były Mirostowickie Zakłady Ceramiczne, gdzie byłam technologiem. Odpowiadałam za innowacje. Potem, za chlebem, przeniosłam się do szczecińskiej Selfy. Pracowałam tam 18 lat, w zupełnie innej dla mnie branży. Prowadziłam oddział w Mirostowicach, a dyrekcję miałam w Szczecinie – tłumaczy pani Irena.
Gdy pracowała w ceramice, każdy produkt musiał być zatwierdzany przez Ministerstwo Handlu Wewnętrznego.
– Na okrągło wędrowałam z Żar do Warszawy i z powrotem. Gdy przyjeżdżałam do stolicy, moje pierwsze kroki kierowałam do Cepelii. Tam zaopatrywałam się w piękne rękodzieło – wspomina. I dodaje: – Zamarzyło się nam wprowadzenie na nasz rynek wyrobów polskiej produkcji, takich, które idą na cały świat.
Zanim pani Irena odważyła się na ten krok, podjęła się nowego wyzwania. Wraz z mężem otworzyli hurtownię w Kunicach, a w 1991 roku – sklep w żarskim Rynku.
Tylko polskie produkty
Pani Irena zjednywała sobie klientów przez wiele lat. Jakością polskich produktów i atmosferą, która panowała w sklepie.
– Długo pracowaliśmy na markę sklepu. Wprowadziliśmy dużo ciekawych usług, na przykład pakowanie zakupionych produktów na prezent i obszywanie gratis. Wszystko, żeby pozyskać klienta – mówi. – I wydaje mi się, że się nam udało.
Wszystkie artykuły dostępne w sklepie są polskiej produkcji i wysokiej jakości.
– Żeby zadowolić klienta, musi być absolutnie wszystko, a przede wszystkim polskie – przekonuje pani Irena. – Gdy się zamkniemy, w mieście będzie brakowało dobrej bawełny i wełny. Mamy mnóstwo produktów z certyfikatami i patronatami. Od początku wiązaliśmy się z konkretnymi firmami, które je posiadają – zapewnia.
Miejsce słynie z pięknej sklepowej witryny.
– Synowa, Beatka, potrafi bardzo ładnie wyeksponować towar. Dowodem jest to, że przychodzą do nas ludzie i opowiadają, że gdy wybierają się na spacer, zawsze idą zobaczyć, jak wygląda nasza wystawa – mówi z sentymentem pani Irena. I wspomina: – Kiedyś przyjechało do nas małżeństwo z Gdańska, byli zachwyceni. Zrobili piękne zakupy i powiedzieli, że takich sklepów już nie ma.
Pani Irena zwraca uwagę na fakt, że coraz więcej osób robi zakupy przez internet, a następnie narzeka na niską jakość.
– Ziemia ma już dużego garba od składowania rzeczy, które nie nadają się do użytku. Zwycięża bylejakość – kwituje ze smutkiem.
Nadzieja nas opuściła
Według pani Ireny, najtrudniejsze będzie rozstanie z klientami.
– Pożegnanie jest bardzo trudne, ale po prostu nie da się inaczej. Bardzo się do nich przyzwyczailiśmy i będziemy mocno tęsknić. To były niemal przyjaźnie. Znali nasze problemy, a my ich. Bardzo często dzwonili, nawet jeśli mieszkali gdzieś dalej – wspomina.
Podkreśla, że jest wdzięczna za te ponad 30 lat.
– Dziękujemy naszym wiernym od lat klientom i odwiedzającym. Za wszystko. Za to, że zawsze byli z nami i przychodzili nawet w czasie pandemii, żeby dać nadzieję. W tej chwili nadzieja już nas opuściła, wielka szkoda – wzdycha pani Irena.
Do końca grudnia na kupujących będą czekały promocje.
– Myślę, że już w październiku będzie można zakupić prezenty pod choinkę, a do tego oferujemy pakowane na miejscu z dużą dozą serca i dobrej energii – zaprasza pani Irena.
Blisko natury
Pani Irena nigdy się nie poddawała. A z trudnościami spotykała się nie tylko w biznesie. Życie też ją doświadczyło. Straciła męża, a w tym roku – syna. Przyznaje, że w takich tragicznych chwilach dużo wsparcia zawsze dawali jej ludzie. I kontakt z naturą.
– Staram się nie narzekać i ukojenia szukać w przyrodzie. Rano muszę wypuścić kury, nakarmić koty, zobaczyć, który kwiat się rozwinął, pogłaskać go i powiedzieć, że pięknie wygląda. To mi daje siłę – przyznaje. I dodaje: – Kocham klimaty wiejskie i folkowe. Dla mnie liczy się wszystko, co proste i naturalne.
Po zamknięciu sklepu zyska dużo wolnego czasu.
– Mam wiele pasji i niezałatwionych spraw, kochanych sąsiadów, z którymi spędzam czas, mam duży ogród z kwiatami i warzywami. Bardzo lubię robić także kompozycje kwiatowe, wianuszki i stroiki – mówi. I zapewnia: – Staram się niczego nie żałować. Mimo ciężkich chwil, nic bym nie zmieniła.
