Powiesił się w ruinach żarskiego pałacu. – Adam miał dopiero 23 lata. Mógł jeszcze długo żyć – ubolewa jego matka.
Na długim sznurze, zaciągniętym na pierwszej kondygnacji ruin żarskiego pałacu, wisi ciało Adama K. Nogi znajdują się ponad metr nad ziemią. Z ulicy, zwłoki można ledwie dostrzec przez dziurę po oknie. Dopiero podchodząc bliżej zauważamy wiszącego człowieka, ubranego w ciemne spodnie i ciemną koszulkę z krótkim rękawem.
– Ostatni raz widziałam go po godz. 20 we wtorek. Rozmawiał ze mną. Mówił, że pójdzie jeszcze do altanki – z płaczem wspomina pani Irena, matka chłopaka. Gdy nie wracał, zaczęła się niepokoić. – Wzięłam latarkę i szukałam go, ale nie znalazłam – wspomina. Ciało Adama K. wisiało całą noc.
Miał wszystkiego dosyć
Matka zauważyła jego zwłoki około południa w środę (20.07.). Chłopak od kilku miesięcy mieszkał razem z nią i jej konkubentem w pałacu.
– Denerwował się i mówił, że właściciel pałacu nie dał mu kontraktu, a on za darmo nie będzie robił – wspomina ostatnie spotkanie z synem pan Jerzy, ojciec Adama. – Był bardzo nerwowy. Wielokrotnie odgrażał się, że się powiesi, że ma wszystkiego dosyć, że podpali ten zamek – dodaje pan Zygmunt, brat Adama.
Nie miał nic wspólnego
O śmierci Adama K. wie Marin Kwiatkowski z zarządu sieci hoteli Pietrak, do której należy żarski pałac. Zaprzecza jednak temu, że chłopak u niego pracował. – Nie miał z nami nic wspólnego. Nie powinien być wpuszczany na teren pałacu. W najbliższym czasie wynajmiemy firmę ochroniarską, która będzie pilnowała obiektu. Jak tylko dostaniemy wymagane pozwolenia, ruszamy z remontem elewacji i dachu – zapewnia M. Kwiatkowski. Zabytek od 2005 roku należy do sieci hoteli Pietrak. Właściciele od lat obiecują remont, ale do tej pory nic nie zrobili. Dopiero interwencja lubuskiego konserwatora zabytków zmusiła ich do rozpoczęcia jakichkolwiek prac renowacyjnych.
Śniła mu się zmarła chrzestna
– Adam był taki młody, miał przed sobą całe życie – pani Irena nie może się pogodzić z samobójstwem syna. – Dzień wcześniej śniła mu się jego nieżyjąca chrzestna Ewa. Mówiłam mu: „Nie przejmuj się, synuś” – wspomina matka.
21
Poprzedni artykuł