Strona główna » Posłanka przestrzega: Jeśli dojdzie do erupcji, zginą ludzie

Posłanka przestrzega: Jeśli dojdzie do erupcji, zginą ludzie

przez imperia

Burmistrz Barbara Wróblewska ściągnęła do Otynia przedstawicieli instytucji, które powinny zająć się rozbrojeniem bomby ekologicznej w Zakęciu. Wszyscy bezradnie rozkładali ręce.

W stół uderzyła posłanka Anita Kucharska-Dziedzic. Przypomniała, do jakiej tragedii doprowadziła bierność w sprawie Przylepu. – Jeśli w Zakęciu dojdzie do erupcji, to będą nie tylko ogromne straty finansowe, ale też trupy – przestrzegła. – Przecież obok tej bomby są domy. Zginą ludzie. I wtedy wszyscy powiedzą „ale to nie my”.
Skąd wziął się problem Zakęcia, wsi położonej w gminie Otyń? Przypomnijmy – przed laty wydobywano tam gaz i ropę. Powstał górotwór. Później wydano pozwolenie spółce DPV, żeby zatłaczała do tego górotworu odpady. Oficjalnie zwożono solanki. Nieoficjalnie, jak twierdzą mieszkańcy – różne świństwa. Spółka w międzyczasie zmieniła właściciela – najprawdopodobniej na słupa. Górotwór porzucono. Ślad po nowym właścicielu zaginął. W grudniu 2021 roku doszło do rozszczelnienia. Z górotworu na powierzchnię wydostały się substancje ropopochodne.
– Mamy dokumenty i badania, która wskazują, że to zagraża ludziom i środowisku – powiedziała burmistrzyni B. Wróblewska w trakcie spotkania. Przypomniała, że substancje, które wydostały się wtedy na powierzchnię, są rakotwórcze. – Aż strach pomyśleć, co będzie, jeśli dojdzie do kolejnej awarii, jeszcze poważniejszej – przestrzegła. – Zainteresowała mnie ta sprawa, bo samochody wjeżdżały i wyjeżdżały. Wysłałam pismo do spółki. Zapytałam, czy mają koncesję. Po dwóch miesiącach okazało się, że koncesja właśnie została cofnięta. Od tamtej pory z mieszkańcami jesteśmy pozostawieni z tym problemem sami – wytknęła.
Bezsilność, bezradność, wstyd
Wróblewska zaprosiła do rozmów przedstawicieli wszystkich instytucji, które powinny rozbroić bombę w Zakęciu. W imieniu wojewody, reprezentanta rządu w terenie, przybył Grzegorz Dłubek, jego doradca. Przyjechała Anita Jakubaszek, lubuska wojewódzka inspektor ochrony środowiska. Przybył Robert Nowak, dyrektor Okręgowego Urzędu Górniczego w Poznaniu, a także przedstawiciele Starostwa Powiatowego w Nowej Soli, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Sanepidu, radni.
Przyjechała również Anita Kucharska-Dziedzic, lubuska posłanka.
– Ta bezsilność, bezradność, to jest wstyd – powiedziała Wróblewska do gości. – Poza tym, że wszyscy postarzeliśmy się o 11 lat, nic nie zrobiliśmy – wytknęła. – Ktoś wydał koncesję. Ktoś powinien to nadzorować. A Urząd Górniczy bezradnie rozkłada ręce – w tym momencie Wróblewska spojrzała na dyrektora Nowaka.
Właściciela nie ma 
– Temat ciężki – westchnął Nowak. – Cały czas występujemy do sądu o ustanowienie kuratora – poinformował.
– Który rok? – dopytała Wróblewska.
– Czwarty – odpowiedział. – Wspomaga nas w tym prokuratura. Ale niestety sąd odrzucał nasze wnioski o ustanowienie kuratora. W końcu przyjął. Ale teraz trwa przepychanka między sądami, który jest władny podjąć decyzję. Miesiąc za miesiącem upływa. Złożyliśmy na to zażalenie i czekamy – narzekał Nowak.
– Ten kurator do jakich czynności ma być? – dopytał Dłubek. – Bo ja nie rozumiem, dlaczego, pomimo nieustanowienia kuratora, nie można prowadzić egzekucji zastępczej – zauważył, na myśli mając zniesienie użytkowania wieczystego, żeby teren wrócił do Skarbu Państwa.
– Nie można prowadzić z prostej przyczyny – DPV to prywatna firma – odpowiedział Nowak.
Tymczasem ślad po właścicielu spółki wiedzie do Budapesztu i Moskwy. Jest nieuchwytny. Nie wiadomo nawet, czy żyje.
Nie ma prawa 
– Wojewoda jest przerażony niemocą instytucji państwowych – powiedział Dłubek. – Piłka leży dziś po stronie Urzędu Górniczego, natomiast z problemem została gmina i jej mieszkańcy – wytknął urzędnik. – Gdyby nie doszło do erupcji (w 2021 roku – red.), to nie wiem, czy byście się w ogóle jako Urząd Górniczy tym jakkolwiek zainteresowali – dodał, kierując te słowa do Nowaka.
Nowak próbował zrzucić z siebie winę – na Urząd Wojewódzki, na nieudolne prawo.
– Ja czegoś nie rozumiem – wtrąciła Wróblewska. – Ministerstwo wydało koncesję na wtłaczanie, a nadzór nad działalnością powinien prowadzić Urząd Górniczy. Gdzie wy byliście? – zapytała.
Nowak oburzył się na taki zarzut.
– Dlaczego koncesja została cofnięta, skoro, jak panowie twierdzicie, wszystko hulało i było dobrze? – zapytała retorycznie Wróblewska.
Nowak znowu zrzucił z siebie winę, tym razem na ministerstwo.
– Zatem Urząd Górniczy nie może nic – podsumowała Wróblewska.
– Działamy na podstawie przepisów prawa – odpowiedział Nowak.
Przecież obok tej bomby są domy
Ostro do sprawy odniosła się posłanka A. Kucharska-Dziedzic.
– Jesteśmy w punkcie wyjścia – oceniła Kucharska-Dziedzic. – Przyjechałam tu jako reprezentantka lubuskiego zespołu parlamentarnego – zaznaczyła. – W kwestii Zakęcia wybieramy się do ministry klimatu – zapowiedziała.
Posłanka przypomniała o tragedii w Przylepie. W 2023 roku doszło tam do pożaru chemikaliów składowanych nielegalnie w beczkach przez kilka lat. Wcześniej kolejne urzędy odpychały ten problem od siebie – zupełnie jak teraz odpychają problem Zakęcia. Kucharska-Dziedzic, jeszcze jako radna, toczyła z nimi wojnę. Urzędy nic nie zrobiły. W Przylepie doszło do pożaru. Trujący dym unosił się nad Zieloną Górą i okolicą.
– W 2014 roku usunięcie odpadów z Przylepu wyceniano na 4 mln zł, a dziś, po pożarze, starty szacowane są na dwa miliardy – przypomniała posłanka. I przestrzegała, żeby podobnego losu nie podzieliło Zakęcie. Tu zabezpieczenie bomby również wyceniane jest na kilka milionów złotych i nikt nic nie robi.
– Jeśli dojdzie w Zakęciu do erupcji, to będą nie tylko ogromne straty finansowe, ale też trupy – przestrzegła posłanka. – Przecież obok tej bomby są domy. Zginą ludzie. I wtedy wszyscy powiedzą „ale to nie my”. Proszę państwa, musimy znaleźć wyjście, żeby ten problem zlikwidować! – zaapelowała.
WIOŚ nie kontroluje 
Głos zabrała A. Jakubaszek, lubuska wojewódzka inspektor ochrony środowiska.
– Należy to składowisko zamknąć – przyznała.
WIOŚ stworzył ranking dotyczący miejsc nagromadzenia odpadów w województwie lubuskim.
– Takich składowisk jest dziesięć – poinformowała Jakubaszek. – Właśnie Zakęcie, a także hałda w Nowej Soli, to są dwa miejsca, które w naszym odczuciu trzeba zabezpieczyć jak najszybciej – zastrzegła.
Spółka DPV nie posiada już koncesji.
– Dlatego nie prowadzimy już działań kontrolnych w Zakęciu – wyjaśniła Jakubaszek. Zatem WIOŚ, podobnie jak Urząd Górniczy, nie kontroluje tej bomby.
Spółka wciąż widnieje w KRS.
– Dlatego jest problem z zamknięciem składowiska – kontynuowała Jakubaszek. – Jest nas tu dziś wiele urzędów i nie mamy takiej mocy sprawczej, nie mamy takich kompetencji – rozłożyła bezradnie ręce. – Jeżeli sąd nie chce, żeby wykreślić spółkę z KRS, to należałoby się zastanowić, co zrobić – zasugerowała.
To kabaret
Jedni urzędnicy, którzy przybyli do Otynia, siedzieli cicho. Inni narzekali, że nic nie mogą. Podkreślali, że prawo jest złe. Zwalali winę jedni na drugich. Cytowali różne definicje. Przytaczali zapisy prawne. Prześcigali się w przywoływaniu trudnych paragrafów. Zgodnie ocenili, że bombą w Zakęciu będzie można się zająć dopiero, gdy zniesione zostanie użytkowanie wieczyste i teren wróci do Skarbu Państwa. To obecnie jest niemożliwe. Drugą możliwością jest powstanie stanu wyższej konieczności.
– To może pani burmistrz wynajmie jakiegoś żula, który rozszczelni to urządzenie i będziemy mieli stan wyższej konieczności – zaproponowała posłanka Kucharska-Dziedzic.
– Zostaje nam ten żul – zgodziła się burmistrzyni Wróblewska.
– Będzie stan wyższej konieczności, trzeba będzie to kryzysowo zlikwidować i wtedy wszyscy podejmą decyzję – kontynuowała Kucharska-Dziedzic, śmiejąc się gorzko, a wypowiedzi przedstawicieli kolejnych instytucji porównując do kabaretu. – Państwo polskie traci swoją powagę – wytknęła, wskazując nie tylko na brak rozwiązań, ale też brak chęci w tych instytucjach do wprowadzania zmian.
– W lepszym składzie nie mogliśmy się tu spotkać – dodała Wróblewska. – To jest aż niemożliwe, że nie jesteśmy w stanie wypracować normalnego rozwiązania. W ministerstwie byłam. Nie chcą rozmawiać. To gdzie ja mam pojechać? Kogo mam prosić o pomoc?

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz