Z dymem poszło 8 pawilonów handlowych, straty oszacowano na ok. 80 tys. zł.
Pożar wybuchł w sobotę (26.02.) wieczorem. Ogień wydostający się z dwóch zamkniętych pawilonów zauważyli około godz. 19 handlowcy, którzy właśnie zamykali swoje stoiska. Zanim na bazar dotarła straż pożarna, płonęło już osiem stoisk. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko.
– Sprzyjała temu zwarta zabudowa obiektów handlowych i ich zawartość – wyjaśnia st. kpt. Paweł Hryniewicz, rzecznik prasowy PSP w Żarach. – Zależało nam, by złapać pożar i nie dopuścić do rozprzestrzeniania się go na sąsiednie obiekty. Po 40 minutach ugasiliśmy ogień, akcja dogaszania i częściowej rozbiórki trwała do godziny 22. Pogorzelisko do rana monitorowali ochotnicy z OSP Łęknica.
W akcji uczestniczyło 5 jednostek ochotniczych i zawodowych.
Sprawą zajęła się policja. Biegli mają ustalić przyczynę pożaru, ale niektórzy handlowcy już teraz spekulują, że było to podpalenie. Twierdzą, że na targowisku walczą ze sobą o wpływy dwie rodziny bułgarskie. Często dochodzi między nimi do sprzeczek, a nawet bójek. Innego zdania jest jednak Andrzej Walter, kierownik targowiska. – Znam właścicieli tych stoisk, to miejscowi i nie pamiętam, by kiedykolwiek popadali z kimś w konflikty – zapewnia A. Walter. – Wykluczam też zwarcie elektryczne, ponieważ w budzie, w której wybuchł pożar, nie było prądu – tłumaczy.
Ciemno i wąsko
Według kierownika, zawiniło przypadkowe zaprószenie ognia. Może niedopałek papierosa, może zostawiona przez kogoś świeczka. Handlujący niechętnie rozmawiają, ale zwracają uwagę na zablokowaną przez rozłożone stoły z towarami drogę pożarową.
– Namalowali na alejkach żółte linie, poza które nie wolno wystawiać się z towarem – mówi Leonid, Ukrainiec handlujący odzieżą. – A i tak nikt tego nie przestrzega. Ani policja, ani szefowie targowiska tego nie egzekwują.
– Ani karetka, ani wóz strażacki tędy nie przejadą, gdy tak się rozstawią z towarem – dodaje pani Franciszka.
Handlarze mają pretensje do burmistrza i szefów targowiska. – Ciemno tu, ale burmistrz oszczędza nie tylko na lampach – mówi pani Helena. – Czy nie można tu postawić pojemnika z piaskiem, na wypadek pożaru, albo kilku dostępnych dla wszystkich gaśnic? – pyta. – Wtedy sami ze wszystkim byśmy sobie poradzili, a tak patrzyliśmy, jak ludziom płonie dobytek i nic nie mogliśmy zrobić.
A. Walter zaznacza, że każdy handlowiec ma prawo wystawić stolik w odległości metra od własnego stoiska. Poza tę odległość nie można też wykraczać zadaszeniem. – Musiałbym nad każdym stać i przestrzegać. Gdy kilka lat temu pościnałem im dachy, którymi zabudowali całe alejki, to do sądu chcieli mnie pozwać – wspomina kierownik. – Niech się cieszą, że nikomu nic się nie stało i tylko tak to się skończyło.
Walter zastrzega, że wszyscy właściciele i pracownicy stoisk powinni posiadać gaśnicę na własny użytek i potrafić ją obsłużyć. Trzy lata temu, po pożarze targowiska w Słubicach, straż przeprowadziła na wszystkich bazarach kontrole. Sprawdzano hydranty i drogi dojazdu.
Nie chcą ubezpieczać
Straty po sobotnim pożarze oszacowano wstępnie na 80 tys. zł. Właściciele spalonych stoisk nie chcą rozmawiać. Na 800 punktów handlowych na łęknickim bazarze ubezpieczonych jest niewiele. Powód? Firmy ubezpieczeniowe nie chcą przyjmować takich zleceń, a jeśli już zdecydują się na zawarcie umowy, windują stawki i stawiają takie warunki, że mało kto je spełnia. Podstawowym problemem jest zwarta zabudowa pawilonów i niemożność zastosowania zabezpieczeń.
Miasto obiecało pomóc pogorzelcom. A. Walter zapewnia, że handlowcy, którzy ucierpieli w pożarze, otrzymają nowe blaszaki, by dalej mogli prowadzić działalność.

