Strona główna » Piłkarz chciał uderzyć sędziego! Co wydarzyło się na meczu Iskry Jabłoniec z Zielonymi Drożków?

Piłkarz chciał uderzyć sędziego! Co wydarzyło się na meczu Iskry Jabłoniec z Zielonymi Drożków?

przez Adam Sommerfeld

Dantejskie sceny rozegrały się na meczu Iskry Jabłoniec z Zielonymi Drożków w żarskiej B-klasie. Pod koniec spotkania jeden z zawodników Ikry Jabłoniec, strzelec gola, rzucił się z pięściami do sędziego zawodów Pawła Horożanieckiego. Tylko dzięki interwencji trenera i kolegów z zespołu, krewki piłkarz nie dopadł swojej ofiary i został odprowadzony do szatni.
23 marca rozegrano pierwszą kolejkę w rundzie rewanżowej żarskiej B-klasy. Iskra Jabłoniec zremisowała na własnym boisku z Zielonymi Drożków 1:1. Bramkę dla gości strzelił w ostatniej minucie pierwszej połowy Łukasz Żółtański. Wyrównanie padło w drugiej połowie, a strzelcem był Paweł Owsiany.
To spotkanie przejdzie do historii nie tylko z powodu awantury, ale także z dlatego, że arbiter spotkania Paweł Horożaniecki pokazał w meczu aż 17 kartek w tym 4 czerwone, bijąc swój poprzedni rekord, który był gorszy o jeden kartonik.
W pierwszej połowie mecz upływał w prawie sielskiej atmosferze, co prawda piłkarze używali języka kolokwialnego, najeżonego soczystymi potoczyzmami, ale to tylko „bundesliga” i każdy wie, że tutaj nie przebiera się w słowach. Po jednej z akcji trochę się zagotowało, ale szybka reprymenda trenera Iskry, Patryka Michajluka ostudziła gorące głowy i jakoś obie drużyny dociągnęły do końca pierwszej połowy, Zielonym nawet udało się strzelić piękną bramkę do szatni. Nic nie wskazywało, że w drugiej połowie będzie taki ogień i to nie bynajmniej z powodów sportowych.
Gospodarze powrócili na boisko z mocnym postanowieniem wdeptania wszystkiego, co żyło, w ziemię. Ostro zabrali się do roboty, nie przebierając w środkach. W 67. minucie doprowadzili do wyrównania i wtedy się zaczęło.
Osiągnięcie remisu kosztowało Iskrę sporo sił, dlatego inicjatywę przejęli goście, a gospodarzom zaczęły puszczać nerwy. Mnożyły się faule, za które arbiter rozdawał hojną ręką kartki. Najpierw żółte, a następnie czerwone. Z minuty na minutę zawodników gospodarzy było coraz mniej na boisku i sytuacja stawała się rozpaczliwa. Pretensje do sędziego się mnożyły i nikt już nie bawił się w dyplomację. Najpierw boisko opuścił Jacek Siwak za drugą żółtą kartkę. Gdy w 86. minucie karę za podważanie decyzji sędziego słowami: „Jaki faul kur…! Co ty gwiżdżesz!” , dostał strzelec bramki, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Po pokazaniu Pawłowi Owsianemu czerwonej kartki, ten rzucił się w kierunku arbitra z pięściami, krzycząc „Ty kur…o jeb…a, zaje….cię ty chu…u”. Wściekłego zawodnika odciągnęli piłkarze i trener.
Co prawda do końca meczu zostało tylko kilka minut, ale atmosfera na boisku była podgrzana do czerwoności. W 87. żółty kartonik obejrzał kapitan Iskry, Grzegorz Francke, a zaraz po nim drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną, dostał Tomasz Siwak. Napięcia nie wytrzymał też trener Iskry, któremu w ostatniej minucie puściły hamulce i poczęstował Pawła Horożanieckiego tekstem: „Jaki to kur… faul! Ja pier…ę!”. Iskra skończyła mecz z ósemkę i tylko cudowi zawdzięcza, że wynik remisowy utrzymał się do końca pojedynku.
Co doprowadziło zawodników i trenera do takiej furii? Piłkarze Iskry mówią, że sędzia ich prowokował i podpuszczał. Główny winowajca twierdzi, że był zaczepiany słownie przez Pawła Horożanieckiego, który ciągle mu dogryzał, a bramkarz Iskry-Krystian Lipiński stwierdził, że arbiter powiedział do niego w czasie meczu, że jeszcze jest czerwony po sobocie.

Jednak czy można usprawiedliwić agresję słowną i odreagowanie frustracji rękoczynami, tym że ktoś kogoś podpuszcza?  Czy narastająca przemoc na naszych boiskach, nie jest zjawiskiem niepokojącym?
Paweł Horożaniecki to doświadczony, drugoligowy arbiter oraz przewodniczący Lubuskiego Kolegium Sędziów, który z niejednego pieca chleb jadł, ale jak sam twierdzi nikt go jeszcze nie zaatakował fizycznie. -Pierwszy raz w swojej przygodzie z gwizdkiem mierzyłem się z czynnym atakiem zawodnika na moją osobę. Na szczęście nie zbliżył się do mnie dzięki szczelnemu murowi stworzonemu przez zawodników obu drużyn oraz trenera gospodarzy, który złapał napastnika i go trzymał. Gdyby nie oni najpewniej zostałbym pobity. Ten młody człowiek był w takim amoku, że aż piana szła mu z ust-relacjonuje P. Horożaniecki. -Po takim meczu, jak ten w Jabłońcu, 8 na 10 młodych adeptów sztuki sędziowskiej, rzuca gwizdek i zajmuje się czym innym-twierdzi Horo.
Zawodnicy obu ekip schodzili z boiska zniesmaczeni tym co się wydarzyło.
– Zawodnikom Iskry w pewnym momencie ewidentnie puściły nerwy, co owocowało kolejnymi czerwonymi kartkami. Większość dostali za dyskusje z arbitrem lub faule, co często zdarza się na boiskach serie b. Jednak zachowania jednego z zawodników Iskry wolę nie komentować, bo czegoś takiego nie powinno się oglądać nawet na boiskach B-klasy-stwierdził Łukasz Żółtański, strzelec jedynego gola dla Zielonych Drożków.

-Na temat sędziowania nie chciałbym się zbyt wiele wypowiadać, kto był na meczu ten widział, co się działo i jak moi zawodnicy byli traktowani przez głównego arbitra, przez co zarówno mi jak i większości drużyny puściły nerwy w końcówce spotkania. Nic więcej nie powiem, w takich sporach to kluby są zawsze na przegranej pozycji, tym bardziej, jeśli są to takie małe kluby, jak nasz -skomentował Patryk Michajluk, trener Iskry.
Wydział Dyscypliny Lubuskiego Związku Piłki Nożnej, na posiedzeniu w czwartek, 27 marca ukarał trenera Iskry naganą, a wobec Pawła Owsianego wszczął postępowanie dyscyplinarne.

 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz