Nie dowiemy się czy w meczu Dąb II Przybyszów – Piast Parkovia Trzebiechów doszło do przekrętu. Wydział dyscypliny umorzył sprawę z powodu braku dowodów. Trzebiechów zachował 3 pkt. i utrzymał się w A-klasie.
O A-klasowym meczu drużyn z dołu tabeli pisaliśmy w maju. Obie ekipy walczyły o utrzymanie, więc każde oczko było na wagę złota. Piast wygrał 4:1, ale kilka dni po zawodach przegrana drużyna dowiedziała się, że u gości ponoć dwóch panów nie mogło grać za kartki, ale wystąpili pod innymi nazwiskami.
Dąb całą sytuację opisał w mailu do Lubuskiego Związku Piłki Nożnej. „(…) Na nazwisku Damiana Kowalskiego z numerem 6 grał Marek Cłapka, a za Sebastiana Naskręta z numerem 3 grał Mateusz Bajowski – syn prezesa(również nie było go w protokole)” – napisali i prosili związek o interwencję. Do maila dołączyli krótki film, na którym widać mężczyznę z charakterystyczną łysiną.
„Jako klub czujemy się pokrzywdzeni zaistniałą sytuacją, która jest istotnym narażeniem zasad zdrowej sportowej rywalizacji i rozgrywek w duchu fair play. Postawa klubu Piast Parkovia Trzebiechów jest rażąca i nie powinno być przyzwolenia na tego typu zachowania, nawet na takim poziomie amatorskim, jakim są rozgrywki klasy A. Prosimy o poważne potraktowanie sprawy i wyciągnięcie konsekwencji. Na lubuskich boiskach nie ma miejsca na tego rodzaju zagrywki” – tak klub podsumowali swoją skargę.
To są pomówienia
Antoni Bojowski, prezes Piasta, od początku powtarzał, że do żadnego przekrętu nie doszło. Tymczasem klub po meczu na swojej stronie na Facebooku podał innych strzelców niż są w protokole. Brakuje tam D. Kowalskiego. Prezes tłumaczył, że doszło do pomyłki, bo strzelców bramek podawał przez telefon osobie, która obsługuje klubowego FB. – Nie chciałem później tego prostować, bo ludzie pomyśleliby, że coś kombinujemy – wyjaśnia. Prezes zapewnił nas, że Damian Kowalski grał i strzelił bramkę, a Marka Cłapki w ogóle nie było.
– To są wszystko pomówienia – stwierdził prezes i zapewniał, że ma czyste sumienie.
Róbcie zdjęcia
W Dębie wiedzieli, że dowody nie są zbyt mocne, ale liczyli, że podczas konfrontacji prawda wyjdzie na jaw. Wydział dyscypliny wezwał strony do złożenia wyjaśnień, ale niewiele z tego wyszło. Sędziowie powiedzieli, że mało co pamiętają z meczu więc nie potrafią określić kto grał. – Jesteśmy na takie sprawy wyczuleni, ale Dąb nie dostarczył żadnych dowodów, więc nie mieliśmy innej możliwości jak tylko umorzyć sprawę – tłumaczy Jan Kurłowicz, szef wydziału dyscypliny przy Lubuskim Związku Piłki Nożnej.
– Te środowiska doskonale się znają, jeśli widzieli, że gra nieuprawniony zawodnik, to mogli to zgłosić sędziemu. Niestety nie zrobili tego – dodaje.
Radzi na przyszłość, aby drużyny fotografowały przeciwników. – Gdybyśmy mieli jedno czy dwa zdjęcia z meczu, to byłaby możliwość potwierdzić podejrzenie. A tak nie było możliwości nic zrobić. Wyczulamy kierowników drużyn, że jak tylko mają jakieś podejrzenie, to powinni je zgłaszać sędziemu, nawet żeby wpisał to do protokołu – mówi.
Trzebiechów na koniec rozgrywek miał 33 pkt. i znalazł się na 9 miejscu w nowosolskiej A-klasie. Gdyby odebrano im 3 pkt. za mecz z Dębem to spadliby do B-klasy.
21
Poprzedni artykuł