Milion złotych rocznie zarabiał EkoAs na segregowaniu odpadów.
Władze Pekomu dopuściły, żeby mieszkańcy Żar nabijali kasę spółce EkoAs, zajmującej się segregacją śmieci. Dzięki publikacjom „Gazety Regionalnej” coraz więcej szczegółów dotyczących skandalicznego zarządzania żarskimi spółkami miejskimi wychodzi na światło dzienne. Ręce opadają, gdy czyta się dane przedstawione radnym przez Krzysztofa Nowakowskiego, prezesa Pekomu. W 2010 roku spółka miejska zapłaciła EkoAsowi za segregację odpadów 2 mln 270 tys. zł netto. Natomiast EkoAs za składowanie przesortowanych śmieci zapłacił Pekomowi 1 mln 220 tys. zł netto. Ponad milion złotych został w EkoAsie.
Niekorzystna umowa
– Umowa była tak skonstruowana, że nie było właściwie możliwości jej rozwiązania – przekonuje K. Nowakowski.
– To nieprawda – ripostuje Marek Rapacz, były prezes Pekomu, który podpisał umowę z EkoAsem. Według niego, była możliwość rozwiązania umowy za rządów Zdzisława Czekalskiego w Pekomie, gdy EkoAs zaczął zasypywać żarskie składowisko odpadami z Żagania. – Można było to zrobić w oparciu o punkty w umowie, które gwarantowały, że sortownia zwiększy żywotność składowiska. Gdy EkoAs zaczął dostarczać na składowisko więcej odpadów, niż było produkowanych w Żarach, to był moment, że można było ją rozwiązać. Zdzisław Czekalski zamiast to zrobić, podpisał aneks, na mocy którego EkoAs dostawał dużo większe pieniądze przy odbiorze odpadów do sortowania – wyjaśnia M. Rapacz.
– Miało to zmniejszyć ilość oddawanych odpadów na składowisko – tłumaczy się Z. Czekalski.
Sprytny przedsiębiorca, nieporadny prezes
Nieporadność prezesów Pekomu skrzętnie wykorzystywał Stanisław Decker, prezes EkoAsu. Spółka, w której ma 80 proc. udziałów (pozostałe 20 proc. należy do Pekomu), z roku na rok zwiększała obroty i zysk. W 2008 roku sprzedaż EkoAsu wyniosła blisko 1 mln 500 tys. zł, a zysk netto – 50 tys. zł. W 2009 roku sprzedaż wzrosła do 3 mln 500 tys. zł, a zysk netto przekroczył 550 tys. zł, czyli przy zaledwie dwukrotnym wzroście sprzedaży, zysk netto zwiększył się aż 11 razy. Co ciekawe, o wynikach spółki nie ma pojęcia K. Nowakowski, prezes Pekomu, udziałowca EkoAsu. – Nie mogę się doprosić o wyniki finansowe od prezesa EkoAsu – tłumaczy się K. Nowakowski.
– Prezes powinien wiedzieć, jakie ma prawa, a jak nie wie, to powinien sięgnąć do kodeksu spółek handlowych – krytykuje niefrasobliwość szefa Pekomu Stanisław Krasko, prawnik i przewodniczący Rady Miasta.
Pekom ma 1/5 udziałów w spółce EkoAs, tym samym 20 proc. zysku spółki za 2009 rok, czyli ponad 100 tys. zł, należy do Pekomu. Szkoda, że prezes Nowakowski nic o tym nie wie.
Bo nie było kasy
Dochodowa sortownia EkoAsu powstała za rządów w Pekomie M. Rapacza. – Myślałem o tym, żeby to Pekom sam wybudował sortownię, ale pod warunkiem, że za nową kwaterę składowiska zapłaci Łużycki Związek Gmin. Tak się nie stało i wszystkie wolne środki musiałem inwestować w wysypisko – tłumaczy M. Rapacz.
Wtedy pojawił się S. Decker, który zgodził się wyłożyć pieniądze na budowę sortowni. – Trzeba uszanować przedsiębiorcę, który zdecydował się zainwestować własne środki w sortownię, a zarobił tyle, ile mu pozwoliły poprzednie władze miasta – uważa Aleksander Czerwonajcio, radny PO, przedsiębiorca.
Ciekawe, że żarskie wysypisko chce teraz odkupić od Pekomu Zakład Zagospodarowania Odpadów, który wyłonił się z Łużyckiego Związku Gmin, tego samego, który nie chciał wcześniej dać pieniędzy na składowisko M. Rapaczowi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jeżeli chodzi o mienie komunalne, częściej chodzi o rozgrywki biznesowe i personalne niż o dobro spółek nim zarządzających.
Siedzą na stołkach
Prezesa Rapacza już nie ma, ale prawniczka firmy, Barbara Małusecka, która opiniuje dokumenty dla Pekomu, ciągle jest ta sama. Podobnie jak większość pracowników zajmujących najważniejsze stanowiska w spółkach miejskich.
– Najlepiej bić we mnie. Jak coś złego w Pekomie, to winny Rapacz. Nikt nie dostrzegał dobrych stron – żali się M. Rapacz. Ujawnia również kulisy powołania Z. Czekalskiego na prezesa Pekomu. – Był ogłoszony konkurs na prezesa Pekomu. Wygrał go nieżyjący już Edward Wypych. Nie dostarczył jednak aktualnych zaświadczeń lekarskich i wtedy bez żadnego konkursu prezesem został Czekalski, obecny prezes Zakładu Wodociągów i Kanalizacji – opowiada M. Rapacz. Mówi również, że od tamtej pory S. Decker kontaktował się bezpośrednio z Czekalskim i to z nim ustalał szczegóły aneksu do umowy, który pozwolił mu zdecydowanie zwiększyć zyski. M. Rapacz, jako ówczesny wiceprezes, był już pomijany.
Pekom tracił
Niestety, zyski EkoAsu przełożyły się na straty Pekomu. Okazuje się, że spółka miejska przez to, że musiała korzystać z sortowni, tylko w 2010 roku straciła 200 tys. zł. Korzystniej byłoby wcale nie sortować śmieci. Od stycznia tego roku niekorzystna umowa pomiędzy EkoAsem i Pekomem przestała obowiązywać. S. Decker zwolnił większość pracowników sortowni, bo K. Nowakowski nie przedłużył istniejącej umowy i do sortowni zaprzestano dowożenia śmieci. Propozycja nowej umowy, jak zapewnia prezes Pekomu, jest dużo korzystniejsza dla komunalnej spółki. Nie tylko pozwoli zmniejszyć straty, ale pozwoli również Pekomowi zarobić. Problem polega na tym, że na takie warunki nie chce się zgodzić S. Decker, argumentując, że mu się to po prostu nie opłaca.
Będą kary?
Przepychanki trwają już prawie dwa miesiące. – Zaistniała sytuacja jest skandaliczna. Niesortowane odpady zapełniają żarskie składowisko – denerwuje się A. Czerwonajcio. Radny podejrzewa, że Pekom będzie musiał za jakiś czas płacić z tego powodu dodatkowe kary.
Ostatnie dni sortowni
Dni sortowni są już policzone, bo w połowie 2013 roku rozpocznie działanie Zakład Zagospodarowania Odpadów w Marszowie. Czy jednak sortownia EkoAsu dotrwa do tego czasu?
Trwają rozmowy na temat sprzedaży żarskiego składowiska Zakładowi Zagospodarowania Odpadów w Marszowie. – To kwestia 2 miesięcy – uważa Mariusz Iżyk, prezes ZZO.
– Mogę podpisać nową umowę z EkoAsem tylko do czasu sprzedania składowiska – podkreśla K. Nowakowski.
M. Iżyk wcale nie ma zamiaru kontynuować współpracy z EkoAsem, po przejęciu składowiska. Chce kupić mobilne sito do segregacji mechanicznej odpadów i pominąć EkoAs. Koszt zakupu takiego urządzenia to 400 tys. zł. Przyjmując zyski, jakie czerpie z sortowni firma EkoAs, zwróci mu się to po pół roku. Szkoda, że na taki pomysł nie wpadł prezes Pekomu i od stycznia sam nie segreguje śmieci.
Spółki miejskie, zamiast wykonywać potrzebne dla miasta usługi, stają się miejscem rozgrywek personalnych i politycznych oraz niejasnych układów biznesowych. Poraża nieporadność kolejnych prezesów, którzy nie potrafią zadbać o nasz wspólny majątek. Coraz częściej pojawia się pytanie, czy Pekom jest potrzebny?



