Piłkarze z Brzeźnicy w drugim meczu z rzędu prowadzili 2:0 i drugi raz zeszli z boiska, z wielkim niedosytem. Z UKS-em w Witkowie zremisowali 2:2.
Scenariusz niedzielnego meczu (1.09.) przypominał te, sprzed tygodnia, jaki Zorza Brzeźnica rozegrała z Beskidem. – Tam też prowadziliśmy 2:0 i mieliśmy mnóstwo sytuacji na podwyższenie. Ale nie wykorzystaliśmy ich, za to rywale strzelili trzy gole i zeszliśmy z boiska pokonani – opowiada Paweł Najdek, trener Zorzy.
Podobnie było w Witkowie. Piłkarze Zorzy pierwszego gola strzelili już w 6. minucie, za sprawą Adama Sowińskiego. Na 2:0 podwyższył w 31. minucie Kacper Toczka. Wydawało się, że tym razem podopieczni Najdka wyjadą z kompletem punktów. Nic z tego. Osłabieni gospodarze rozegrali kapitalne zawody w drugiej połowie, odrabiając straty. Obie bramki strzelił Wojciech Melski (w 70 i 85. min.). – Mecz mógłby się inaczej potoczyć, gdyby tuż po wznowieniu gry, sędzia dopatrzył się faulu w polu karnym na szarżującym Sowińskim i podyktował rzut karny. Był jednak innego zdania. Szkoda, bo byłoby już 3:0. Zamiast sześciu punktów mamy tylko jeden – skwitował Najdek po meczu.
– Punkt cieszy, tym bardziej, że w tym sezonie nasz zespół jest mocno osłabiony. Do Sprotavii Szprotawa odszedł od nas najlepszy strzelec, Damian Zięba a także trzech innych kolegów: Damian Chodor, Adrian Kapłon i Szymon Zarzycki – mówi prezes UKS -u i zarazem jego piłkarz Łukasz Szałęga, który sam nie może grać z powodu kontuzji.
Piłkarze z Witkowa ostatni sezon podejmują rywali na kiepskim boisku, bez porządnego zaplecza – szatni bez toalet, wody i prądu, z fatalną drogą dojazdową. Obecnie trwa budowa nowego boiska, przy drodze na Borowinę. -To ostatni sezon w tak spartańskich warunkach. Nowe boisko będzie miało szatnię z toaletami, oświetleniem i ciepłą wodą – dodaje Szałęga.
19
Poprzedni artykuł