Helena Biedrzyńska z Bielaw jest najstarszą mieszkanką gminy Siedlisko. 8 stycznia skończyła 101 lat. – Trzeba kochać, szanować, dbać, póki z nami jest – podkreślają córki.
Pani Helenie coraz trudniej mówić. Słabo słyszy. Za to wzrok ma dobry. Dlatego córki komunikują się z mamą przy pomocy kartek. Gdy chce wiedzieć, jaki jest dzień tygodnia, to sięgają po odpowiednią i wskazują na przykład na wtorek – słowo napisane wyraźnie, czarnymi literami. Żeby nie zapomniała imion dzieci, podsuwają przed nos kartkę z taką informacją: „Twoje córki Helcia, Janka, Irka. Twoje syny Edek, Stasiek, Kazik i Romek”. Na kolejnej karteczce – imiona wnuków. Jest też napis „Rok 2025”. I jeszcze taki: „Masz 101 lat”. Na pewno nie dożyłaby tylu, gdyby nie córki, które troskliwie [paywall] opiekują się mamą na co dzień.
Odkąd potknęła się i upadła, nie wychodzi z domu. Całe dnie spędza w łóżku. Świat ogląda w telewizorze i przez okno w pokoju. Jest chora, ale nie sama. Od kilkunastu lat mieszka z nią córka Janina.
– W kwietniu miną trzy lata, odkąd mama upadła i przestała chodzić, bo wcześniej była bardzo samodzielna, długo sama korzystała z łazienki, po domu poruszała się z chodzikiem – wspomina.
Gdy pani Helena podupadła na zdrowiu, z Siedliska sprowadziła się najstarsza córka, czyli Hela.
– Z siostrą dzielimy się obowiązkami. Jak jedna gotuje, to druga pali w piecu, albo sprząta. Sama nie dałabym rady – przyznaje Janina.
– We trójkę jest nam łatwiej i raźniej – potwierdza Hela.
Dieta? A może geny?
Pani Helena budzi się za pięć siódma. Dostaje wtedy ściereczkę. Przemywa twarz. Wyciera dłonie. Na śniadanie je wszystko to, co córki – w tygodniu kanapki, a w niedzielę najczęściej kiełbasę na gorąco, przeważnie śląską. Nie jest niejadkiem. Jak na obiad dostanie tylko zupę, to pyta „A drugiego nie ma?”.
– Ile człowiek by dał, tyle mama by zjadła – przyznają córki. – Musimy wręcz mamę ograniczać, bo w tym wieku nie jest wskazane dużo jeść. Pije dużo wody. A od święta to i troszeczkę szampana wypije, albo naleweczki. Dosłownie odrobinkę.
Przy herbacie i cieście rozmawiamy o długowieczności.
– Czy wpływ na długie życie mogła mieć odpowiednia dieta? – pytam.
– Kiedyś jedzenie było zdrowsze – przyznaje Janina.
– Na polach nie było tyle nawozów, co teraz – potwierdza Hela. – Mleko było od krowy, mięso i warzywa swoje – wylicza. – Tu był piec chlebowy. Mama piekła chleby w okrągłych koszyczkach.
Zdaniem Grażyny Pocztańskiej, wykwalifikowanej opiekunki, która przychodzi codziennie rano i popołudniu, żeby pomóc na przykład w toalecie i przy ubieraniu, długowieczność zależy od organizmu. Córki pani Heleny są zgodne, że to muszą być geny.
– Mamy siostra, ta z Francji, też długo żyła, bo 94 lata, a ciotka Maryśka ponad 90 – podkreślają.
Paryżanka
– W chustce nasza mama nie chodziła – zastrzega Hela.
– Zawsze w kapeluszu – dodaje Janina.
– Z mojego dzieciństwa pamiętam panią Helenę, jak idzie w granatowym kapeluszu i chabrowej garsonce do kościoła – potwierdza Grażyna.
– A skąd w pani Helenie takie zamiłowanie do kapeluszy i eleganckich strojów? – pytam.
– Bo to jest nasza paryżanka! – odpowiadają chórem.
Pani Helena urodziła się w 1924 roku we Francji. Jej rodzice wyjechali z Polski za chlebem. Mieszkali w Ostricourt.
– Mama chodziła we Francji do szkoły. Do Polski wrócili w 1936 roku. Zamieszkali w Bojanicach, za Lesznem. Miała wtedy 12 lat – wspominają córki.
– Mnie się zdaje, że jako dziecko napatrzyła się we Francji na eleganckie kobiety i zostało w niej to zamiłowanie do eleganckiego ubioru. W ten sposób chciała pewnie umilić sobie życie w Polsce, które wtedy nie rozpieszczało – podejrzewa Grażyna.
Pani Helena przeżyła w Polsce wojnę. Wyszła za mąż. A po wojnie przyjechała z mężem do Bielaw.
– Tata chciał mieć gospodarstwo, bo był tak nauczony, więc rodzice uprawiali buraki cukrowe, ziemniaki, ogórki – opowiadają córki. – Ciężko pracowali. Na pole jeździli aż nad Odrę. Krowy trzeba było paść. Mama szyła. Na drutach swetry robiła i sukienki. Wszystko potrafiła! Była dla nas, jako dzieci, troskliwa i opiekuńcza. A teraz my jesteśmy takie dla mamy, bo ona jest jak dziecko – Hela kreśli palcem okrąg w powietrzu. – Kółko jest okrągłe – mówi, mając na myśli przebieg czasu.
– Pani Hela była też charakterna, miała swojego pazura – wtrąca Grażyna.
– Nawet pani doktor mówiła, że mama jest charakterna – potwierdza Janina.
– Mama była ciekawa świata. Żeby jeździć na wycieczki, dorabiała w kołchozie (Państwowym Gospodarstwie Rolnym – red.) – przypomina Hela. – A jak czytać lubiła! Do niedawna potrafiła jeszcze czytać po francusku i zaśpiewać francuską piosenkę – podkreśla.
Pani Helena od czasu do czasu mówi coś po francusku do dziś.
– Jak przychodzi Dagmara od rehabilitacji, to mama mówi do niej merci madame – opowiada Janina.
– Do mnie też tak mówi! – śmieje się Grażyna.
Trzeba celebrować!
Panią Helenę z okazji jubileuszu odwiedzili nie tylko wójt i sołtys, ale też rodzina. 101 urodziny obchodziła 8 stycznia. W swoim długim życiu wychowała siedmioro dzieci, doczekała 11 wnuków, 13 prawnuków i dwoje praprawnuków.
13
Poprzedni artykuł