Strona główna » Pani dyrektor lubi placki

Pani dyrektor lubi placki

przez PS

Urząd Miasta wysłał kontrolę do Przedszkola nr 2 w Nowej Soli. Pracownicy, na czele z dyrektorką, traktowali je jak jadłodajnię.

O tym, co dzieje się w Przedszkolu nr 2 w Nowej Soli, opowiedziała nam pracownica, która w placówce jest zatrudniona jako pomoc kuchenna. Chodzi o to, jak personel, a głównie dyrektorka, korzystają z posiłków przygotowywanych dla dzieci. W przedszkolu jest kuchnia, w której codziennie panie przygotowują śniadania, obiady i podwieczorki dla przedszkolaków. Te posiłki mogą też kupować pracownicy. 

– Płacili za nie 6 zł – mówi pracownica przedszkola i potwierdza to także Urząd Miasta. Warto w tym miejscu przypomnieć, że od 1 marca stawka żywieniowa w Nowej Soli wzrosła z 10 do 12 zł. Tyle muszą zapłacić rodzice. Ale to stawka za pełne wyżywienie, a pracownicy kupowali tylko obiad. 

Pracownica przedszkola opowiada, że z kuchni w dość szczególny sposób korzystała pani dyrektor. 

– Menu było ustawiane pod nią. Pani dyrektor lubiła pompuchy, placki ziemniaczane, gołąbki, pierogi ruskie. Rano o 10.30 odbierała królewskie śniadanie, czyli kanapeczki z warzywkami, ale bez sera, bo pani dyrektor nie lubiła sera – opowiada pracownica. 

Dodaje, że posiłki pani dyrektor zabierała także do domu. 

– Pakował najlepsze kąski. Po obiadek przyjeżdżała do przedszkola nawet na urlopie, ale co się dziwić. Gdzie by zjadała w Nowej Soli za taką cenę? Niedawno w internecie widziałam ogłoszenie, że ktoś ulepi pierogi 1 zł 90 gr za sztukę, a tu za 6 zł był cały talerz pierogów, przy czym dzieci dostawały tylko dwa i trzeci na dokładkę – mówi pracownica i na dowód pokazuje zdjęcie jak przygotowywane były porcje. Wylicza, że tygodniowe wyżywienie pani dyrektor w przedszkolu to 30 zł. A trzeba przy tym pamiętać, że przedszkolne kuchnie mają wyższe standardy niż wiele restauracji. – Gotujemy dla dzieci, więc wszystko musi być świeże, smaczne i codziennie muszą być inne potrawy – mówi pracownica.   

Sprawa zamieciona pod dywan? 

Pracownica w sierpniu poszła ze sprawą do Łukasz Stachura, kierownika ds. obsługi przedszkoli w Nowej Soli. Zaproszono ją następnie na spotkanie z Pawłem Juckiewiczem, naczelnikiem wydziału oświaty. 

– Panowie byli przejęci tym, co opowiedziałam. Naczelnik powiedział, że o wszystkim poinformuje prezydent i że w przedszkolu będzie kontrola – opowiada kobieta. 

Po kilku tygodniach, kiedy nie mogła się doprosić informacji, jaki był wynik kontroli, poszła do prezydent Beaty Kulczyckiej. 

– Prezydent była zdziwiona, o niczym nie wiedziała, kazała wezwać naczelnika – mówi pracownica. 

Ostatecznie odpisano jej, że komisja inwentaryzacyjna nie ujawniła braków ani niedoborów w magazynie żywności. Potwierdzono, że w regulaminie jest zapis, że „nie dopuszcza się wynoszenia poza stołówkę posiłków przygotowanych przez kuchnię przedszkolną” i że dyrektorka przyznała się, że w tym zakresie regulamin był naruszany. Zorganizowano spotkanie i przypomniano pracownikom, że nie wolno wynosić jedzenia do domu. Pismo zakończono zdaniem, że właściwą osobą do wyciągnięcia konsekwencji służbowych w tej sprawie jest dyrektor przedszkola, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, jak śmiesznie to brzmi, bo to dyrektorka wynosiła jedzenie. Musiałaby więc sama siebie ukarać.   

– W ten sposób zamieciono sprawę pod dywan, bo dyrektor od lat traktuje przedszkolną kuchnię jak jadłodajnię – ocenia pracownica. Nie kryje rozczarowania. – Poszłam z tym do urzędu, bo miałam nadzieję, że coś się wreszcie zmieniło w tym mieście. Pani prezydent mówiła w kampanii, że skończy z tymi wszystkim nowosolskimi układami. Głosowałam na nią, bo w nią wierzyłam, ale się zawiodłam, bo sprawę wyciszono i to ze mnie zrobiono tę najgorszą – mówi. 

Czy wiedzą o tym rodzice? 

W tej sprawie zadzwoniliśmy do Alicji Lisieckiej, dyrektorki Przedszkola nr 2. Odpowiedziała nam, że wszystko wyjaśnił urząd i nie ma czasu na ten temat rozmawiać.  Poprosiła o pytania na piśmie, a później odpisała, że odpowiedzi udzieli urząd. Prezydent Beata Kulczycka też nie miała ochoty rozmawiać o tym, co dzieje się w przedszkolu. Kazała kontaktować się z jej rzecznikiem. Podobnie o pytania na maila poprosił Ł. Stachura. Zgodnie z tym zaleceniem, wysłaliśmy pytania do urzędu. 

Otrzymaliśmy na piśmie potwierdzenie, że po zgłoszeniu pracownicy przeprowadzono kontrolę w przedszkolu, chociaż urząd wytknął, że kobieta „pominęła drogę służbową”, bo powinna się najpierw zgłosić do dyrektorki. Brzmi to kuriozalnie, bo donos dotyczył właśnie przełożonej. Kontrola nie wykazała żadnych nieprawidłowości, poza tą, że pracownicy i dyrektorka brali jedzenie na wynos. 

– W okresie objętym czynnościami sprawdzającymi nie odnotowano korzystania przez panią dyrektor z posiłków w trakcie przebywania na urlopie wypoczynkowym – odpisano nam.

Co do menu, to kontrola nie ustaliła, żeby było układane pod panią dyrektor. Jadłospis jest planowany w cyklu 10-dniowym i wywieszany dla rodziców i pracowników. Podlega on kontroli Sanepidu i jest zatwierdzany przez dyrekcję. 

– Menu było układane w gabinecie pani dyrektor wspólnie z intendentką i kucharką. Później od intendentki dostawaliśmy informacje, co lubi jeść pani dyrektor. Sama pani dyrektor też do nas schodziła i mówiła, żeby sobie zjadała placki ziemniaczane – wspomina pracownica. 

O kontroli nie informowano rodziców. Zamiast tego zrobiono spotkanie w przedszkolu z pracownikami i przypomniano im, że nie wolno brać obiadków na wynos. W końcu przedszkole to nie jadłodajnia. Temat został poruszony także na spotkaniu ze wszystkimi dyrektorami przedszkoli w Nowej Soli. 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz