– Gdyby nie Dorota, sąsiadka z piętra wyżej, to ja nie wiem, co by ze mną było. Ona mnie uratowała – mówi Alicja Burnecka, 84-latka z Nowego Miasteczka, która mieszkała w kamienicy zniszczonej tydzień temu przez pożar.
Pożar w kamienicy w Nowym Miasteczku wybuchł 14.05. To, czego nie zniszczył ogień, zniszczyła woda użyta do jego gaszenia. Ucierpiały trzy rodziny, które same, bez wsparcia, nie staną na nogi. Bo straciły wszystko i muszą na nowo ułożyć sobie życie.
Zbiórka dla pani Alicji:
https://zrzutka.pl/grt3yd
Przez okno w kuchni pani Alicja zobaczyła dużo dymu na podwórzu.
– Zdziwiłam się, że o tej porze ktoś tak w piecu napalił i nakopcił – mówi. – Na myśl mi nie przyszło, że to może być pożar. Nagle usłyszałam, jak ktoś wali w drzwi. Mam problemy ze słuchem, więc pukania bym nie usłyszała – zaznacza 84-latka. – Pomyślałam, że to listonosz. Z trudem chodzę. Powolutku podeszłam do drzwi. Otworzyłam. Tam była Dorota, cała roztrzęsiona. „Sąsiadko, uciekamy, bo się palimy!” krzyczała do mnie. Złapała mnie za ramiona i wypchnęła na ulicę. W tym czasie z góry leciał już na nas ogień. Ona uratowała mi życie.
Boże! Żeby ich uratowali!
W pierwszej chwili, gdy stała już na chodniku, do pani Alicji nie docierało, że jej dom się pali.
– Dopiero później, jak kazali nam się odsunąć pod ścianę, bo leciały dachówki, dotarło do mnie, że wybuchł pożar – opowiada. – Sąsiadka z ostatniego piętra uciekła z synem przez okno. Wisieli na parapecie. To było straszne. „Boże, żeby ich uratowali! Żeby ich uratowali!” Modliłam się tak. I dzięki Bogu ich uratowali. Strażacy gasili, jak mogli. Ale dla domu nie było już ratunku.
Pracownice OPS zapytały panią Alicję, czy ma gdzie się podziać.
– Powiedziałam, że tak, że syn mnie zabierze do siebie. I każdy z nas, mieszkańców tego domu, poszedł w swoim kierunku. Usnęłam dopiero dwa dni po pożarze.
W domu zostawiła wszystko
Po tragedii poszła do kamienicy z synem.
– Spojrzałam na dom. Pomyślałam „Boże, co to się porobiło?”. Zamiast dachu był tylko szkielet. Zabrałam z mieszkania dokumenty i trochę odzieży. Reszta rzeczy nie nadaje się do niczego. Nie było czego ratować. Ogień nie zniszczył mojego mieszkania, tylko woda. To stare poniemieckie budownictwo. Woda wsiąkła jak w gąbkę. Podłogę w kuchni aż wybrzuszyło. Woda tryskała spod paneli. W łazience i w pokoju też pełno wody. Smród dymu był okropny. Aż wsiąkł w mury. Na korytarzu odpadły sufity. Żałowałam, że tam poszłam. Matko Boska kochana! Aż mnie tu tak ściska. Całe moje życie poszło z wodą – pani Alicja załamuje ręce. I płacze.
Jak ja to przetrzymam?
W kamienicy przy Słowackiego zamieszkała ponad 50 lat temu. Pracowała wtedy w GS-ie.
– Mieszkanie dostaliśmy, gdy urodziła się córka – wspomina. – Nie było nam lekko. Zaczęłam pracę w restauracji. Byłam kelnerką. Powolutku to mieszkanie żeśmy sobie urządzali. Tam było całe moje życie. Odchowaliśmy tam z mężem dzieci. Podorastały i poszły na swoje. Mąż zmarł. A ja zostałam w mieszkaniu sama. Jak moja mama zachorowała, to na kilka lat wyprowadziłam się do niej. Osiem lat byłam u niej. Jak zmarła w 2018 roku, to wróciłam do mieszkania. Bo to było moje miejsce na ziemi. To był mój dom – podkreśla. – Tęskniłam. A teraz nie mam już domu. Nic nie zostało. Muszę się z tym pogodzić. Tylko jak? Mówią, że starych drzew się nie przesadza. A ja mam 84 lata i muszę wszystko zaczynać od nowa. Jak ja to przetrzymam? Nie wiem. Wszystko w rękach Boga. Jest mi jeszcze ciężej, bo niedawno byłam w szpitalu. Wykryli u mnie guza z przerzutem do płuc. Czekam na kolejne wyniki i w duchu się modlę, żeby nie był złośliwy. Bo chciałbym jeszcze pożyć. Dla dzieci i wnuków. Gdyby nie oni, to gdzie ja bym poszła? Co by ze mną było?
Zbiórka dla pani Alicji dostępna jest pod linkiem:
https://zrzutka.pl/grt3yd
16