Okrutni bracia z zimną krwią zarżnęli 27 tuczników. Później spokojnie zapakowali zakrwawione świńskie zwłoki do busa i zawieźli do swojej stodoły.
Od dawna w powiecie żagańskim i ościennych gminach ginęły zwierzęta. – Kury, kaczki, a nawet świnie i krowy – wymienia Sławomir Nierychlewski (48 l.) z Gaworzyc, który ostatnio padł ofiarą szajki rzeźników. Była noc z 22 na 23 czerwca, kiedy do jego chlewu zakradli się bracia Remik W. (23 l.) i Adam W. (27 l.) z Mycielina w sąsiedniej gminie Niegosławice.
Krew tryskała na sufit
– To jacyś barbarzyńcy! – rolnik łapie się za głowę na wspomnienie widoku, który rano zastał w swoim chlewie. Podłoga, ściany, a nawet sufit były umazane krwią zaszlachtowanych tuczników. – Aż dziw, że nikt nie słyszał kwiku zabijanych zwierząt. To musieli być zawodowi oprawcy. Gdybym wtedy wpadł im w ręce, pewnie skończyłbym jak moje świnki – nie ma złudzeń S. Nierychlewski.
Po brutalnym zabiciu 27 prawie stukilowych tuczników, bracia W. zapakowali zdobycz do busa i zawieźli do swojego gospodarstwa. Tam, w stodole, mieli urządzoną nielegalną masarnię z profesjonalną windą, wannami na krew i rzeźnickimi stołami. Remik i Adam nie marnowali czasu, od razu wzięli się do ćwiartowania zwłok. Kiedy jeszcze tego samego dnia namierzyła ich polkowicka policja, zdążyli się już uporać z 17 świniami.
Łączne straty pana Sławomira wyniosły ponad 13 tys. zł. – Dla mnie to tragedia. Było bardzo gorąco i mięso już zaczynało gnić, dlatego weterynarz kazał je utylizować – wzdycha rolnik.
Cała wieś wiedziała?
W Mycielinie oficjalnie „nikt nic nie wie i nic nie słyszał”. – Panie, nikt pary z gęby nie puści, bo skończy jak te świniaki. Lepiej stąd spier…, bo i wam się oberwie. Pół wioski to ich rodzina – powiedział nam wprost około 40-letni mężczyzna, którego zapytaliśmy o braci W. Dopiero starsza kobieta, którą spotkaliśmy koło wiejskiego cmentarza, okazała się bardziej wylewna. – Cała wieś wiedziała, że Remik i Adam kradną zwierzęta i potem oprawiają w stodole. Wszyscy cicho siedzą, bo po co komu problemy? Zresztą u nas nie grasowali, a każdy pilnuje swojego nosa – wzruszyła ramionami.
Mieszkańcy okolicznych wsi uważają, że bracia z Mycielina od kilku lat zajmowali się rzeźnickim procederem. – Możliwe, że dwa lata temu padłem ich ofiarą. Ale wtedy się chyba dopiero uczyli rabować, bo ukradli mi sześć świń w dwóch turach – zdradza Tadeusz Rygiel z Mieszkowa.
Sprawa rozwojowa
Jak policja namierzyła rzeźników z Mycielina? Prawdopodobnie dostała cynk od kogoś „życzliwego” lub po prostu pojechała śladem krwi lejącej się z pełnego świńskich zwłok busa. Ani prokuratura, ani policja dla dobra śledztwa nie udzielają informacji na ten temat. Na razie zarzuty kradzieży usłyszeli dwaj bracia, którzy przyznali się do winy. Najprawdopodobniej niedługo podobne zarzuty usłyszą dwie kolejne osoby.
– Sprawa jest rozwojowa. Podejrzanym grozi pięć lat więzienia – informuje Daria Solińska z polkowickiej policji. Służby śledcze badają m.in., kto mógł być odbiorcą przerabianego przez W. mięsa, bo trudno uwierzyć, aby kradli na własne potrzeby.
20
Poprzedni artykuł