Gdy ojciec czteroletniej Ani szalał z niepokoju o jej życie, policjant zagroził, że mu „przypier…”
Mieszkający przy ul. Okrzei 46 w Żarach ludzie opowiadali o strasznym wypadku, o tym, że mała dziewczynka wypadał z okna i coś się jej stało. Nic podobnego. Mama dziewczynki, Maria Wiśniewska, była zszokowana, gdy usłyszała wersję sąsiadów. – Musiałam tłumaczyć się policji, bo ludzie głupoty opowiadali – ucina spekulacje. Do żadnego wypadku nie doszło, choć 4-letnią Anię zabrało pogotowie. Następnie specjalnym helikopterem przetransportowana została na oddział dziecięcy w Zielonej Górze.
Wdziałem, jak twarz Ani zaczyna sinieć
– Ania jest nadzwyczaj zdrowym dzieckiem – opowiada jej mama. Nie ma pojęcia co się tak naprawdę stało. W poniedziałek 18 lipca, podczas zabawy na podwórku, dziewczynka nagle zasłabła i straciła przytomność. Rodzice natychmiast zareagowali. Eugeniusz Wiśniewski, mąż Marii, próbował ocucić córkę. W tym czasie jego żona zadzwoniła pod nr 112 i po chwili na miejscu pojawiła się karetka i patrol policji. W międzyczasie ojciec dziewczynki nie stał bezczynnie. – Wdziałem, jak twarz Ani zaczyna sinieć, bez zastanowienia podniosłem ją do góry nogami, po chwili obróciłem i położyłem na boku. Wówczas nadjechała pomoc – opowiada Eugeniusz.
„Zrób tak jeszcze raz, to ci przypier…”
Dzięki pomocy ratowników Ania odzyskała przytomność, ale trudno było ustalić, dlaczego zasłabła. – Chciałem zobaczyć, co się dzieje z córką – relacjonuje Eugeniusz. – Zdenerwowany podszedłem do policjanta. Chwyciłem go za nadgarstek i odtrąciłem, a wtedy usłyszałem z jego ust coś, czego nie zapomnę. Wycedził przez zęby: „Zrób tak jeszcze raz, to ci przypier…” – opowiada ojciec Ani. Wspomina, że był w szoku, myślał tylko o córce, a policjant zamiast wziąć go na stronę i uspokoić, jeszcze bardziej go wystraszył.
Była przytomna, płakała
Mała Ania została przewieziona na oddaloną o 200 metrów polanę, gdzie straż pożarna zabezpieczyła miejsce lądowania helikoptera medycznego. Dziewczynka była przytomna, płakała. Mamie nie pozwolono lecieć z córką. Po chwili przybiegł jej ojciec. Gdy śmigłowiec odleciał, rodzice zbierali się, żeby jak najszybciej dotrzeć do Zielonej Góry.
Na oddziele dziecięcym zielonogórskiego szpitala dziewczynka przebywała do czwartku (21.07.), wtedy też odwieziono ją do Żar, gdzie będzie miała kolejne badania, które mają wyjaśnić przyczynę zasłabnięcia.
Złoży skargę
Żarska policja odmawia komentarza odnośnie zachowania funkcjonariusza. Nie chce podać jego nazwiska, zasłaniając się ochroną danych osobowych. Pan Eugeniusz zamierza złożyć skargę na policjanta.
22
Poprzedni artykuł