Strona główna » Odszedł Edmund Kotlarski

Odszedł Edmund Kotlarski

przez imperia

W wieku 79-lat zmarł Edmund Kotlarski. Był wicestarostą, kandydował na wójta, działał w Samoobronie, prowadził hurtownię rowerów, a nawet dyskotekę w Otyniu. O mężu opowiedziała nam więcej Barbara Kotlarska.

Edmund Kotlarski zmarł poza Nową Solą.

 – Był już po trzech zawałach. Pojechał do sanatorium, gdzie kolejny raz zatrzymało się krążenie – mówi Barbara Kotlarska, wdowa po Edmundzie. 

Zmarł we śnie. 

– Mąż miał poważne problemy ze zdrowiem. Jego serce działało tylko na 20 proc. Musiał mieć wszczepiany konwerter. Nigdy jednak nie dawał po sobie znać, że jest chory. Nawet mi nigdy nie narzekał – wspomina pani Barbara. 

Ostatni raz rozmawiała z mężem przez telefon. 

– Powiedział, że się słabo czuje, że nie będzie się forsował, chce się położyć i odpocząć. Rano dowiedziałam się, że zmarł – wspomina. 

E. Kotlarskiego pochowano na cmentarzu w Nowej Soli. W związku z tym, że przez cztery lata zajmował stanowisko wicestarosty, zaproszono władze miasta i powiatu. 

– Nie wiem, czy był ktoś z władz Nowej Soli, ale była delegacja ze starostwa. Ksiądz kilkakrotnie pytał, czy ktoś chciałby zabrać głos i powiedzieć coś o zmarłym, choćby cześć jego pamięci, ale nikt nie podszedł do mikrofonu – mówi pani Barbara. 

 

Nowa Sól znała Kotlarskiego 

Tymczasem o Edmundzie „Mudku” Kotlarskim można by napisać książkę. [paywall] W latach 2002-2006 był wicestarostą powiatu nowosolskiego. 

O E. Kotlarskim zawsze było głośno na mieście. Kilka razy próbował wrócić do polityki. W 2018 roku bezskutecznie startował na wójta Kolska. Chciał także startować w wyborach uzupełniających na prezydenta Nowej Soli, ale nie udało mu się zebrać wymaganej ilości podpisów. W trybie wyborczym pozwał wtedy komitet Wadima Tyszkiewicza. Z byłym prezydentem miał na pieńku przez głośną sprawę „studenta” z 2008 roku. Wtedy to prokuratura w Nowej Soli przeprowadziła śledztwo w sprawie tajemniczego internauty, który obsobaczył w sieci E. Kotlarskiego. Śledczy odkryli, że wpisy powstawały na laptopie prezydenta, ale żadnego oskarżenia nie było. E. Kotlarski pozwał W. Tyszkiewicza cywilnie. Prezydent się nie przyznał. 

– Mówił, że do laptopa miało dostęp więcej osób. Sugerował, że autorem wpisu może być np. jego syn. Adwokat doradził mi, żeby zawrzeć ugodę, bo sprawa będzie się ciągnęła latami – opowiadał na łamach „Regionalnej” E. Kotlarski. 

Były wicestarosta miał też swój epizod w Samoobronie. 

– Był nawet na spotkaniu z Lepperem, jak ten przyjechał do Nowej Soli. Byliśmy też nad morzem u Leppera – opowiada pani Barbara. 

Ostatnimi czasy był członkiem „Suwerennego Narodowego Rządu Polski”. To ruch stworzony przez Teresę Garland, samozwańczą prezydent Polski. Pani Teresa przysłała wdowie po E. Kotlarskim list pożegnalny, w którym określiła E. Kotlarskiego „mianem polskiego patrioty, człowieka prawdy, uczciwości i honoru”.   

56 lat małżeństwa 

– To był bardzo pracowity człowiek. Jak się za coś wziął, to musiał to zakończyć. Był dobrym mężem i ojcem, bo cały czas walczyliśmy o naszego niepełnosprawnego syna i postawiliśmy go na nogi – opowiada pani Barbara. 

Wspomina, że małżeństwem byli przez 56 lat. Poznali się w Technikum Odlewniczym, gdzie chodzili do jednej klasy. Mówiła na niego „Mundek”, podobnie jak wszyscy bliżsi znajomi i krewni. 

Pani Barbara wspomina, że zanim mąż zajął się polityką, pracował jako kierownik odlewni w Dozamecie. Wspólnie w 1992 roku otworzyli hurtownię rowerów. Interes prowadzili do 2010 roku. Sklep istnieje do dziś przy ul. Wojska Polskiego, ale już z innym właścicielem. W 1993 roku wspólnie z żoną założył także dyskotekę „Relax” w Otyniu. 

– Był taki czas, że palca nie można było tam wsadzić – opowiada B. Kotlarska. Dyskotekę zamknęli po 7 latach. – Mąż był przedsiębiorczy, a ja byłam zawsze małym hamulcem. Po latach sama się zastanawiam, jak myśmy tyle obowiązków potrafili pogodzić i jeszcze mieliśmy czas, żeby odpowiedzieć na wszystkie zaproszenia. Praca była dla niego bardzo ważna, ale nigdy nie przedkładał jej nad rodzinę, a już szczególnie lubił jeździć w rodzinne strony – mówi B. Kotlarska. 

 Zapamięta go jako pogodnego człowieka.

– Nawet jak coś mu dolegało, miał jakieś zmartwienie, to nigdy nie dał po sobie poznać – wspomina pani Barbara. Opowiada, że potrafił godzinami siedzieć przed komputerem i czytać ustawy i rozporządzenia. Czasem siedział przy tym całe noce i mawiał, że musi być na bieżąco. 

– Myślę, że obserwuje mnie z góry i nie chciałby, żeby o jego odejściu było cicho. Będzie mi go bardzo brakowało – mówi pani Barbara.  

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz