Strona główna » Odesłała dziecko z gorączką

Odesłała dziecko z gorączką

przez imperia

Półtoraroczna Karolinka dostała wysokiej gorączki. Bolał ją brzuszek i głowa. – Wystraszyłam się, bo tyle się teraz mówi o sepsie i innych okropieństwach – mówi jej mama Beata. Ale lekarka się nie przejęła.
Pani Beata przyjechała do rodziców w Żaganiu na tygodniowe odwiedziny. Kilka dni wcześniej miała kolizję. – Bolała mnie ręka, więc postanowiłam pójść do lekarza – opowiada Beata Mały. Naprzeciwko domu jej rodziców, przy ul. Kolejowej, jest przychodnia Kor-Med, w której przyjmuje ich lekarz rodzinny. Pani Beata postanowiła się tam wybrać. Ale odesłano ją z kwitkiem. – Pani doktor stwierdziła, że mnie nie przyjmie, bo ona nie jest od skierowań do chirurga – twierdzi kobieta. – Zdenerwowana wyszłam z gabinetu, nie sądząc, że jeszcze raz będę musiała do niej się zgłosić.
W poniedziałkowe popołudnie, 27 czerwca, półtoraroczna córeczka pani Beaty źle się poczuła. – To była prawdziwa gehenna. Cała noc nieprzespana. Karolinkę bolał brzuszek i głowa. Miała wysoką gorączką. Wystraszyłam się, bo tyle mówi się o sepsie. Nad ranem poszłam z nią do przychodni – wspomina. – Moja mama chciała zarejestrować Karolinkę i weszła na chwilę do gabinetu pani doktor, żeby zapytać, czy przyjmie osobę spoza Żagania. W odpowiedzi usłyszała, że osób „z ulicy” pani doktor w żadnym wypadku nie przyjmuje i mamy sobie szukać innego lekarza.
– Dla mnie to karygodne! Jak można tak traktować pacjenta? – oburza się Zenona Libuda, mama pani Beaty.
 
Nie jest pediatrą
B. Mały pojechała z dzieckiem do szpitala przy ul. Żelaznej. Tam usłyszała, że do ambulatorium może zgłosić się dopiero po godzinie 18, a do tego czasu dzieckiem powinien zająć się lekarz rodzinny, do którego chodzą jej rodzice. – Czyli pani doktor, która odesłała mnie i córkę z kwitkiem! To jakiś cyrk! – kwituje pani Beata. 
Lekarz Ewa Malczewska nie ma sobie nic do zarzucenia. – Ja nie jestem od skierowań do chirurga. Tym bardziej, że ta pani wypadek miała tydzień wcześniej – odpiera. – Co do badania dziecka, ja nie jestem pediatrą, tylko internistą. Poza tym nie wiem, kim jest ta pani. Ale gdyby bardzo poprosiła, nalegała, to bym ją przyjęła, bo ja od 23 lat nie odmówiłam nikomu pomocy – zarzeka się.
B. Mały jest zażenowana takim tłumaczeniem. – Gdybym prosiła!? Miałam uklęknąć i ją błagać, aby zbadała moje dziecko? – pyta retorycznie. – A może czekała, że załatwię sprawę  „prywatnie”?
Kobieta złożyła już skargę do Okręgowej Izby Lekarskiej i Narodowego Funduszu Zdrowia w Zielonej Górze. A z córeczką wybrała się na prywatną wizytę do lekarza, któremu musiała zapłacić. 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz