Strona główna » Noworodek w szambie

Noworodek w szambie

przez imperia

Chciała urodzić czy zabić? Wypadek czy zaplanowane działanie?
Dramat rozegrał się w nocy z soboty na niedzielę (16.01.) w Jasieniu w mieszkaniu  przy ul. Lubskiej. Mieszkających na piętrze lokatorów obudziły trzy radiowozy zatrzymujące się z piskiem opon. Gdy podjechał pogrzebowy karawan, domyślili się, że wydarzyło się coś złego. 
– Wyjrzałam przez okno i powiedziałam mężowi, że ona musiała zabić to dziecko. Nogi się pode mną  ugięły, gdy zobaczyłam, że oświetlają podwórko i zaglądają do wychodka – opowiada Lucyna Ćwikłowska.
Natalia i Andrzej Matysiakowie mieszkają w sąsiedztwie Ćwikłowskich. Widok radiowozów i karawanu przeraził ich. Noc mieli z głowy.
– Myśleliśmy że ktoś się zaczadził, ale gdy zobaczyliśmy, że wynoszą do karawanu jakieś zawiniątko, wiedzieliśmy co się stało. Trzeba mieć serce z kamienia, by coś takiego zrobić. Ludzie mówią, że zrobiła to, bo nie miała z czego żyć – mówi poirytowana N. Matysiak. – Do pośredniaka nie miała czasu pójść się zarejestrować, ale po alkohol biegała do sklepu kilka razy dziennie.
– W środę rano widziałam ją z matką w mieście – opowiada pani Lucyna. –  Dziecko na świat się nie prosiło. Mogła je przecież urodzić i zostawić w szpitalu. Tyle porządnych rodzin ludzi czeka na adopcję. – Widok zwiniętego maleństwa śni mi się po nocach. Noworodek miał czarne włoski. Nie zdążył się zanurzyć w tym szambie. Tam nikt tego od lat nie czyścił. Gówna na pływały pod samą deską.
– Ona chciała urodzić to dziecko.Termin miała dopiero na lutego. To musiał być wypadek. Starała się, jeździła na wieś, brała dorywcze prace- opowiada pani Jadwiga, matka Agnieszki.- Jest zrozpaczona, nie chce rozmawiać o szczegółach. Nie wiem co z nią będzie. Obiecałam że jej pomogę w pochowaniu dziecka. Nie wiem nawet czy to dziewczynka czy chłopczyk.
L. Ćwikłowska widziała roześmianą Agnieszkę M. kilka godzin wcześniej na podwórku.
 
 
Matka
Agnieszka (40 l.) nie ma dobrej opinii u sąsiadów. Związała się z 10 lat starszym mężczyzną. Sąsiedzi opowiadają, że całonocne libacje i awantury były tam na porządku dziennym. Częste interwencje policji niewiele dawały. Twierdzą, że zaawansowana ciąża nie przeszkadzała 40-latce w upijaniu się do nieprzytomności. W przeddzień z konkubentem bawiła się na zakrapianej imprezie do białego rana.
 W Jasieniu zawrzało. Od plotek zaczęło huczeć na całej Lubskiej,  po tym, jak zauważono ją na wolności. Ustaliliśmy, że Agnieszka M. przebywała w szpitalu do wtorku.
Prokuratura ani policja nie udzielają w sprawie żadnych informacji. Nie chcą komentować wyników sekcji zwłok noworodka ani powodów dla których kobieta, która wyrzuciła noworodka do latryny jest na wolności. Wszystko dla dobra śledztwa. Informację o zwłokach przekazała osoba, której nazwisko znane jest policji.  Regionalna dowiedziała się, że we środę policja kolejny raz odwiedziła mieszkanie konkubenta niedoszłej matki.
– Czegoś szukali, przewrócili im tam, wszystko do góry nogami- opowiada L. Ćwikłowska-  bez winy nie jest też ten jej konkubent.
Sugeruje, że wizyta policji i rewizja nie były przypadkowe. Czego szukali? Może łożyska.
Jego ślady byłyby w mieszkaniu, gdyby to tam odbył się poród. Tu nasuwają się kolejne pytania: kto pomagał ciężarnej i czy dziecko w chwili narodzin żyło? Odpowiedzi pozwolą winnym tego bestialstwa postawić zarzuty. Sekcja zwłok obyła się w Zielonej Górze.
– Badamy sprawę, sprawdzamy każdy szczegół, za wcześnie na informacje- powiedział Grzegorz Szklarz z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze- Jeśli  dziecko urodziło się żywe, matka odpowie za dzieciobójstwo, pod zarzutami pomocnictwa mogą stanąć osoby, które pomagały jej w porodzie, przeniesieniu ciała i ukrywaniu przestępstwa. Jeśli noworodek był martwy i wyrzuciła go ze strachu  do – nic jej nie grozi.
Eligiusz Kaczmarek, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego Szpitala na Wyspie w Żarach przyznaje, że 8-miesięczny płód  po porodzie w szpitalu ma 100 procentowe szanse na przeżycie.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz