W 4. kolejce rozgrywek zielonogórskiej Klasy Okręgowej Budowalni Lubsko pokonali na własnym stadionie beniaminka MKS Nowe Miasteczko 2:1. Obie bramki dla gospodarzy strzelił Patryk Siwik.
To był bardzo dziwny mecz. Przez pierwsze pół godziny przewagę mieli Budowlani, to oni prowadzili grę i to oni co rusz gościli pod bramką rywali. Szybko strzelona bramka przez Patryka Siwika ułożyła trochę scenariusz tego spotkania. Goście sporadycznie zapuszczali się na połowę gospodarzy, a gdy w 2 2. minucie Patryk Siwik ponownie wpisał się na listę strzelców wydawało się, że nic złego się lubszczanom stać nie może. A jednak.
Siła złego na jednego
Minutę później Paweł Niewiadomski w niegroźnej sytuacji przewrócił się i okazało się, że doznał kontuzji łydki. Doświadczony gracz musiał opuścić boisko, problemem było tylko, że nie miał kto za niego wejść, bo ławka Budowlanych świeciła pustkami. Co prawda na stadionie był Igor Adamski, ale młody piłkarz z Lubska nie trenował ostatnio, bo leczył kontuzję i nie był do końca gotowy na grę. Na szczęście pojawił się Patryk Oliasz, który skończył pracę i błyskawicznie przebierał się w szatni. Jakby tego było mało po jednym z rajdów ucierpiał super snajper Budowalnych. Patryk Siwik po interwencji jednego z obrońców nie mógł się podnieść z murawy i boisko opuścił przy pomocy fizjoterapeuty. Od tego momentu miejscowi grali w 9. Na szczęście 5 minut przed końcem pierwszej połowy na boisku pojawił się „spóźnialski” i siły prawie się wyrównały, ale oczy trenera i piłkarzy były skierowane za końcowa linię boiska, gdzie leżał opatrywany „Siwy”. Niestety młody piłkarz nie wrócił już na murawę, bo kontuzja stawu skokowego okazała się poważna i drugą połowę gospodarze kończyli w 10.
Samobój i heroiczna decyzja
Jakby nieszczęść było mało to w zamieszaniu na polu karnym piłkę do własnej bramki skierował głową Dawid Walczak i przewaga miejscowych zmalała. Po rozmowie w szatni Igor Adamski zdecydował się jednak na grę i po przerwie pojawił się na boisku. Siły się więc wyrównały. Ale ciężko się grało podopiecznym Arkadiusza Żyluka, na szczęście goście nie byli zbyt wymagającą drużyną, więc korzystny wynik udało się im dowieźć do końca spotkania. Budowalni pokonali beniaminka z Nowego Miasteczka 2:1.
-To był ciężki mecz. Jestem bardzo zadowolony z naszej drużyny, bo do końca walczyli, pomimo tego, że skład był bardzo okrojony, ale jakoś nam się udało. Nasza kadra liczy 15 zawodników, ale zawsze komuś coś wypadnie, a do tego doszły teraz kontuzje i niestety nie ma kogo wpuścić jako zmiennika. Do 30 minuty wyglądaliśmy o klasę lepiej. Strzeliliśmy 2 bramki i myślałem, że się skończy może z 5 albo 4. A później przytrafiają się nam 2 kontuzje i role się odwracają- twierdzi Arkadiusz Żyluk, trener Budowalnych.
30




Poprzedni artykuł