Strona główna » Niemal odcięli mu ucho

Niemal odcięli mu ucho

przez imperia

Awantura bez powodu. Bójka. I niemal odcięte ucho 28-letniego Grzegorza z Żar.
Był czwartkowy (12.08.) wieczór. Dwie pary siedziały na ławeczkach przy butikach na Kaczym Rynku. Niedaleko była grupa nastolatków. W pewnym momencie podeszli, szukali zaczepki, doszło do szarpaniny. Było ich więcej, 10-12 młodych mężczyzn, 19-20-latków.  Były z nimi młode dziewczyny, trzy, może cztery.
– Było po godz. 22. Wyszliśmy z Żabki, usiedliśmy na ławce w okolicach Kaczego Rynku, zjedliśmy po hot-dogu. Byłem ze swoją dziewczyną i kolega ze swoją – opowiada pan Grzegorz (28 l.) z Żar. Przyznaje, że mieli zamiar wypić piwo, ale też chcieli uniknąć starcia.
– jednak wywiązała się awantura. Ja skończyłem w szpitalu z pociętą twarzą – opowiada.
Potwierdzają to ratownicy udzielający pomocy.
– Otrzymaliśmy wezwanie do poszkodowanego, który został zaatakowany przez nieznaną grupę mężczyzn i pobity. Z urazem twarzy i brzucha został przewieziony na SOR 105. Szpitala Wojskowego w Żarach – informuje Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego. 
Mężczyzna został opatrzony i zbadany. Na szczęście jego obrażenia okazały się na tyle niegroźne, że nie było konieczności pozostawienia go w szpitalu. Dlatego po zszyciu rany został wypuszczony do domu.
Nóż i atak na głowę
Nie ukrywa wzburzenia.
– Znaleźliśmy się chyba w nieodpowiednim miejscu i czasie. To przerażające, że bardzo młodzi ludzie, w zasadzie dzieci, nie boją się atakować obcych ludzi. Obawiam się, że nie baliby się też odebrać komuś życia. Bo jak to inaczej rozumieć, gdy ktoś wyciąga nóż i atakuje w głowę? Ja po prostu na czas się odsunąłem, dlatego skończyło się tylko takim urazem – tłumaczy.
Podczas szamotaniny noża nie widział. Było ciemno.
– Ale już na SOR słyszałem, że musiało to być ostre narzędzie. Mam prostą ciętą ranę, krawędzie skóry nie są poszarpane, pasują idealnie. To musiał być nóż – tłumaczy pan Grzegorz.
Krytykuje interweniujących mundurowych.
– Mnie akurat w tym czasie zszywali w szpitalu. Ta grupa łącznie liczyła 16 osób. Ale funkcjonariusze dziwnie się zachowywali. Policjant zabrał moją dziewczynę, podeszli do tych osób. Ona miała wskazać sprawcę. A tam byli wszyscy, którzy uczestniczyli w tej aferze. Ktoś pił przy policjantach alkohol. Inny powiedział do niej, że i tak ją znajdą. Była przerażona. Widziała, co mi zrobili. Pracowała dotychczas we Fiampie. Złożyła teraz wypowiedzenie, bo się po prostu boi. Przecież ci ludzie chodzą późnym wieczorem po takich sklepach – mówi. I dodaje: – To miasto staje się coraz bardziej  niebezpieczne. Młodzi ćpają, są agresywni. Policja jakby nie reaguje – kończy.
– Funkcjonariusze podjęli interwencję wobec zgłoszenia o grupie awanturujących się osób, podczas czego miało dojść do bójki. W sprawie prowadzone są czynności dochodzeniowo- śledcze – informuje Sylwia Rupieta z żarskiej policji.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz