Strona główna » Niech nam żyje 200 lat!

Niech nam żyje 200 lat!

przez imperia

Codziennie spaceruje, jeździ rowerem, rąbie drzewo, słucha disco – polo. Stefan Habura z Dzikowic świętował setne urodziny (21.01.).
Stefan Habura urodził się w 1917 we wsi Binczarowa koło Nowego Sącza, w ówczesnej Galicji. Tam ukończył siedem klas podstawówki. Miał dziewięcioro rodzeństwa, które rozjechało się na emigrację do Kanady, Argentyny i Anglii. Od 10 roku życia pracował z ojcem w lesie. Do Dzikowic trafił w 1947 roku w ramach „Akcji Wisła” (przesiedlenia  Ukraińców, Bojków, Łemków i Dolinian na Ziemie Odzyskane z terenów południowo – wschodniej Polski – przyt. red.), był już wówczas od 10 lat żonaty z Marią, ich córka, też  Maria, miała 4 latka.
– Pracowałem w PGR, objąłem swoje gospodarstwo rolne.I zatrudniłem się jeszcze w lesie jako drwal – mówi S. Habura.
– Szybko zauważono, że tata potrafi ocenić wartość drzewa.  – tłumaczy córka, pani Maria – Po kursach objął stanowisko leśniczego. Na emeryturę przeszedł w wieku 75 lat. Przyznano mu teraz Złotą Odznakę zasłużonego dla leśnictwa.
 
Nigdy się nie nudzi
Z żoną Marią małżeństwem byli prawie 70 lat, dochowali się córki, trojga wnuków: Zbigniewa, Elżbiety i Mieczysława, ma także prawnuki dorosłą już Karolinę i 10-letniego Michała.
Do dziś pan Stefan jest aktywny, jeździ na rowerze, rąbie drzewo, robi drewniane miotły, codzienne spaceruje.
– Mi się nie nudzi, zawsze sobie znajdę robotę. Trochę niedosłyszę, męczy mnie najbardziej, że słabiej widzę, ale zdrowia będzie, ile Bóg da. Aby było dzisiaj, a jutro zobaczymy co będzie.  – mówi.
Sekretem jego długowieczności nie jest żadna specjalna dieta.
– Odkąd pracowałem w lesie wiem, że dobrze jest zjeść kawał słoniny, czosnku, wypić setkę spirytusu dla rozgrzania. Ruch i świeże powietrze dobre są na wszystko – przyznaje S. Habura. I opowiada. – Raz, gdy miałem 20 lat, ponad dwa tygodnie przeleżałem nieprzytomny w krakowskim szpitalu, bo chorowałem na tyfus. Od tego czasu źle nie było. Pamięć też mnie nie zawodzi. Lubię wiedzieć, co się w świecie dzieje. Gorzej widzę, więc od telewizji wolę radio.
– Tata lubi też muzykę disco – polo, nawet na cały regulator – dodaje ze śmiechem pani Maria.
Pan Stefan wstaje codziennie o 5:00.
– Kładę się i wstaję, kiedy chcę, nie muszę już chodzić do pracy. Jak jest ładna pogoda, to lubię sobie na dworze posiedzieć. Słyszałem, że luty ma być już całkiem ciepły – zauważa.
 
Z imprezy do kościoła
– On sobie lubi porozmawiać z młodymi, zawsze jest zadowolony, uśmiechnięty. Każdy, kto idzie ulicą mówi mu „dzień dobry, dziadek” – opowiada jego chrześnica, pani Anna.
 Mieszkańców wsi nie mogło też zabraknąć na imprezie z okazji setnych urodzin. Najpierw była msza , a potem zabawa w świetlicy wiejskiej. -Było około 140 osób. Przyjechała rodzina, przedstawiciele Nadleśnictwa. Przygotowaniami zajęły się panie z Koła Gospodyń Wiejskich, sołtys, nasi strażacy z OSP Dzikowice. Wszystkim serdecznie dziękujemy – mówi pani Elżbieta, wnuczka S. Habury.
Podczas uroczystości gromko odśpiewano „200 lat”, był czas na wspominki i okazały tort. Specjalnie dla pana Stefana przerobiono także popularną piosenkę Zenona Martyniuka, by brzmiała  „Ach te lasy zielone”. Pan Stefan starał się zatańczyć z każdą panią.
– Nawet z proboszczem tańczyłem. Ksiądz nawet w niedzielę mnie pochwalił, że świętowałem w sobotę do północy, nawet trochę wypiłem, a w niedzielę już byłem na mszy, jak młodsi jeszcze spali – przyznaje wzruszony jubilat.
Czego Pan Stefan sam by sobie życzył w z okazji urodzin?
– Chciałbym jeszcze trochę pożyć i na pewno pobawić się na weselu przynajmniej prawnuczki – żartuje.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz